Bez znaczenia dla instytucji publicznych – co jasno wynika z odpowiedzi na pytania redakcji – pozostaje ochrona rzeki Stradomki, wałów i rzekomo strzeżonego prawem pasa wzdłuż rzeki. Nie wzruszył urzędników los fauny i flory: wyciętych drzew, zniszczonej darni, zasypanych rowów odwadniających – niegdyś miejsc żerowania dzikich zwierząt, saren, bażantów, żab i ptaków. Skoro dla instytucji powołanych do ochrony środowiska naturalnego to środowisko nie ma żadnej wartości, to tym bardziej opinia okolicznych mieszkańców jest bez znaczenia.Czego uczy ta sytuacja? Nie musisz obywatelu, przestrzegać żadnych zasad i praw, ani ludzkich ani – tym bardziej – Boskich. Prawo można dowolnie naginać, wystarczy wola urzędnika. Kilka tygodni temu na łamach 7 dni zadaliśmy pytanie: jak to się stało, że na gruncie miejskim, ale też na działkach osób prywatnych i skarbu państwa, ktoś urządził sobie składowisko materiałów budowlanych i wysypisko śmieci? Przygnębiający obraz powalonych sprzętem budowlanym dorodnych drzew, zasypany gruzem rów odwadniający i „wyrastające” z ziemi zamiast trawy betonowe płyty, zobaczyć można w okolicach ulicy Piastowskiej w Częstochowie w dzielnicy Stradom, bezpośrednio przy wałach przeciwpowodziowych rzeki Stradomki. Ustalmy fakty Zdewastowany pas ziemi wzdłuż rzeki Stradomki ma więcej niż jednego właściciela, a ponieważ jest niezabudowany można odnieść wrażenie, że jest to ziemia niczyja. Zarządcy instytucjonalni, jak miasto czy skarb państwa nie wiedzą – co wynika z ich odpowiedzi – kto i na jakich zasadach ma prawo użytkować teren, zwłaszcza część będącą w rękach prywatnych. Ponieważ teren jest wykorzystywany (i wiadomo przez kogo) na składowisko materiałów budowlanych i wysypisko śmieci, nieoficjalnie padło określenie dzierżawy lub użyczenia, bowiem jednocześnie znany jest prawny właściciel gruntu (spoza Częstochowy). Z odpowiedzi wynika jednak, że urzędnicy nie mają pewności czy pomiędzy osobami prywatnymi (obecny użytkownik a właściciel terenu) jest zawiązana jakakolwiek umowa. „Wolny” pas ziemi wzdłuż rzeki zagospodarował właściciel okolicznej firmy budowlanej, zajmującej się m.in. wyburzaniem domów. Część zwożonego gruzu trafia do wykopanych przez przedsiębiorcę dołów, po czym jest zasypywana ziemią, co podnosi poziom terenu tuż przy wałach przeciwpowodziowych Stradomki. Niegdyś porośnięty drzewami teren dziś jest wysypiskiem śmieci i składem materiałów budowlanych. Właściciel firmy rozbiórkowej na zwężeniu przed wjazdem ustawił szlaban „Uwaga. Teren prywatny. Wstęp wzbroniony”, blokując – niegdyś licznym spacerowiczom – przejście w okolice wałów rzeki Stradomki. O opinię w tej sprawie zapytaliśmy mieszkańców dzielnicy Stradom w Częstochowie: – Skończyłem co prawda studia wyższe, ale z innej dziedziny… Z tego co mi jednak wiadomo, wały przeciwpowodziowe mają spełniać określoną funkcję, chronić okoliczne domostwa przed zalaniem, w momencie ewentualnego przelania się rzeki. Jeśli ktoś zrówna teren z wałami, to przy powodzi woda rozleje się po całej okolicy. Praktyka wykopywania dołów, wsypywania odpadów, zasypywania ich i wyrównywania oznacza, że ten teren podnosi się. Z tego co mi wiadomo, w ciągu ostatnich 7-8 lat grunt podniósł się o półtora metra. Rozumiem, że ktoś wykorzystuje ten plac pod działalność gospodarczą, zwłaszcza że dysponuje ciężkim sprzętem – samochody ciężarowe, wywrotki, spychacze itd., natomiast argument, że jakoby nie są to odpady niebezpieczne jest chybiony, bo niby skąd urzędnik bez wizji lokalnej i badań laboratoryjnych ma taką pewność. Widziałem zasypane fragmenty papy z dachu, wraz całą konstrukcją domu. Tam były rury z kanalizacji i instalacji elektrycznej oraz elementy betonowe, a wiadomo z czym wiąże się stare budownictwo. To wszystko było wkopywane i przykrywane. A skoro przy bezpieczeństwie jesteśmy to dodam, że na tym terenie wody gruntowe znajdują się bardzo wysoko, zwłaszcza że poziom rzeki jest minimalnie poniżej tego gruntu. Przez to zasypywanie, wody gruntowe nie znikną. One dalej pozostaną na tym samym poziomie w gruncie, tylko będą zanieczyszczone. Podobno zasypywanie gruzem na służyć „utwardzeniu” terenu – tylko po co? – Kiedyś tu rosły trzciny, dorodne drzewa, a część terenu pokrywała łąka. Już jakiś czas temu zauważyłem, że drzewa najpierw są delikatnie naruszane przy użyciu ciężkiego sprzętu, a potem jak się pochylają całkiem są usuwane. To od zawsze był teren niczyj, więc przychodziły bażanty i sarny, wiewiórki, ropuchy i mnóstwo ptactwa. To była siedziba zwierząt. Było pięknie do czasu, gdy teren został zniszczony, a wszelkie zwierzęta wypłoszone. – Sprawa się ciągnie od lat [około 2016]. Dawno temu jeden z mieszkańców zgłosił tę sprawę składowiska i wysypiska do straży miejskiej. Straż miejska przyszła i pokiwała głowami. To tyle. Ostatnio ktoś opowiedział mi o interwencji na straży miejskiej. Zadzwonił, a dyżurny powiedział, że to już kolejne zgłoszenie w tej sprawie, więc bardzo niechętnie, ale że wyśle patrol. Zgłaszający czekał na nich półtorej godziny. Więc zadzwonił znowu, że czeka i nikogo nie ma. Usłyszał, że patrol już był. On mówi, „ale nie u mnie”. „Tak, byli i stwierdzili, że teren jest prywatny, że pan przecież ma ogrodzone, troszkę gruzu usypuje i równa sobie teren, przecież mu wolno”. Wiem, że ktoś z dzielnicowym rozmawiał, ale dopóki nie ma zniszczenia mienia osoby zgłaszającej, to Policja nie ma narzędzi do interwencji i że takie sprawy leżą w gestii straży miejskiej. Interweniowaliśmy i pisemnie i telefonicznie w straży miejskiej, ale to nie przynosiło żadnego rezultatu. Pensje bierze wielu, a nikt nie odpowiada Zniechęceni własną bezradnością mieszkańcy zwrócili się do naszej redakcji o pomoc. Nie licząc na wiele – i słusznie, zapytaliśmy Urząd Miasta Częstochowy, Straż Miejską i Wody Polskie o ich stanowisko w tej sprawie. Straż miejska przekazała sprawę dalej Po przesłaniu przez redakcję zapytań prasowych, następnego dnia na sporny teren przy wałach rzeki Stradomki udali się funkcjonariusze straży miejskiej. Jednak późnym wieczorem, na dzień przed wizytą strażników właściciel firmy budowlanej uprzątnął z gruntu, którego właścicielem jest gmina miasto Częstochowa, wrak samochodu, kontenery ze śmieciami, a część składowanych tam materiałów budowlanych przesunął na teren obok. Wnioski pozostawiamy naszym Czytelnikom. – W jakim celu strażnicy miejscy byli przy wałach rzeki Stradomki, skoro nadal zakopywane są tam odpady niebezpieczne, nadal niszczona jest fauna i flora i nadal blokowany jest dostęp do wałów przeciwpowodziowych? – Straż Miejska w Częstochowie jako priorytet stawia sobie pomoc mieszkańcom. Strażnicy miejscy interweniowali na zgłoszenia okolicznych mieszkańców lub podczas własnej służby patrolowej, bo dochodzi tam do spożywania alkoholu w miejscach zabronionych. Nie ma przyzwolenia Straży Miejskiej na formy dewastacji. Jeśli strażnicy miejscy ujmują sprawcę popełnianych czynów zabronionych to mogą zastosować sankcje prawne albo przekazać sprawę innym instytucjom/służbom do dalszej realizacji zgodnie z kompetencjami.