PO częstochowskie czeka wielka czystka. Złośliwcy twierdzą, że nie ma już co czyścić. Dla wielu mieszkańców lokalna Platforma jest partią po prostu martwą. Ostatnie wydarzenia w częstochowskiej Platformie Obywatelskiej poddają w wątpliwość sens jej istnienia w ogóle. Czarne chmury zbierały się wprawdzie od dawna, ale nawet przeciwnicy nie myśleli, że jest aż tak źle. Przykład idzie z góry Mówiąc „liderzy PO”, kogo mamy na myśli? Senator Szewiński, „syn nie swojej matki”, wielki przegrany w sprawie Mistrzostw Świata w Siatkówce 2014 w nowej hali na Zawodziu i wiecznie niewidoczny lokalnie. W niebycie na głowę bije go jednak poseł Sztolcman, który wyłania się niczym feniks z popiołów zawsze tuż przed wyborami, a przez cztery lata wznosi modły, by nikt go nie zauważał. Lasecki to z kolei wielki baron na salonach, wystarczy mu tytuł senatorski, który nieźle komponuje się z tytułem szlacheckim. Jego celem nie są sprawy elektoratu, lecz zespół pałacowy w Bobolicach i w Mirowie. Posłanka Leszczyna chaotycznie i bez planu próbuje być widoczna na lokalnej scenie politycznej. Na własne życzenie przyrósł do niej wizerunek Fiony; niestety tak wizualnie, jak intelektualnie postać z bajki, w którą wcieliła się posłanka, nie nadaje się do wielkiej polityki. Sen z powiek spędza Leszczynie rywalizacja z koleżanką z Sejmu, a nie sprawy ważne dla miasta. I ostatnia platformiana osobowość – posłanka Rozpondek. Od lat niekwestionowana królowa PO w Częstochowie (kiedyś u boku zniesławionego Chatysa). Nic nie dzieje się bez jej zgody, chociaż usilnie próbuje stworzyć wrażenie samodzielności swoich podopiecznych. Posłanka nie przeciwstawia się decyzjom lewackiej władzy, bo np. syn straciłby pracę w spółce miejskiej (ZGM). I chociaż niewielu docenia jej wkład w rozwój miasta za czasów prezydentury w Częstochowie, faktem jest, że dziś nie pozostała nawet namiastka dawnej Haliny Rozpondek. Jej znakiem szczególnym, w latach świetności posłanki i prezydenta miasta, była idea samorządności, którą nieco wbrew pełnionej funkcji skutecznie wdrożyła w życie. Uważała bowiem, że Rada Miasta jest najważniejszym i decydującym organem w mieście, a prezydent pełni rolę drugorzędną – wykonawczą. Dziś posłanka Rozpondek zmieniła front. Wprawdzie swoje doświadczenie wykorzystuje w Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, w której jest zastępcą przewodniczącego, to lokalnie własne dokonania obróciła wniwecz i zapomnienie. Dwie się biją, SLD korzysta Kompromitujące walki na najniższych szczeblach PO, są odzwierciedleniem waśni na górze. Przez lata całe w Częstochowie działał jeden klub Platformy. Rywalizacja Leszczyny z Rozpondek doprowadziła do stworzenia drugiego koła. Konflikt interesów, szorstka przyjaźń czy może szczera nienawiść? Polityczne drogi koleżanek z jednej partii rozeszły się, raczej na dobre. Dziś panie toczą przeciwko sobie najważniejszą batalię w politycznej karierze, a przed zbliżającymi się wyborami samorządowymi należy spodziewać się apogeum, bo do kompromisu z pewnością nie dojdzie – jedna chce władzy, druga władzy nie odda. Rozmyte ideały, brak jednomyślności i ciągłe zatargi na górze lokalnej piramidy zwiastują koniec PO w naszym mieście. Posłowie i senatorowie gdzieś są i może nawet coś robią, ale nie dla Częstochowy. By się nachapać, by się ustawić Jaki pan, taki kram… radnych. VI kadencja Rady Miasta zapisze się dla potomnych jako najsłabsza, najbardziej interesowna i ekstremalnie zmanipulowana przez ekipę rządzącą. Wielu radnych PO już wie, że jest w radzie po raz ostatni. Bez umiaru korzystają więc z przywilejów, by jak najwięcej „ugrać” dla siebie. Liderzy Platformy biernie przyglądają się wewnętrznej rzezi, bo porządek oznaczałby jednomyślność i dyscyplinę. A trup platformiany ściele się gęsto. Sabat bezwstydnie patrzył kolegom w oczy i wypierał się swojego udziału w aferze internetowej. Pokazał prawdziwe oblicze, wypisując na forach: o Marcinie Biernacie, że wygląda jak chomik; o Izabeli Leszczynie – że się na plakacie “zrobiła na ‘trzydziestkę’, lekka przesada”; o Halinie Rozpondek i Grzegorzu Sztolcmanie – że lepiej, by się już z polityki wycofali, bo to tylko “nyndza, prostactwo, słoma wychodząca z lakierków”. Po udowodnieniu Sabatowi winy i tak twierdził, że deszcz pada. Inny radny PO, Biernat, z twarzą pokerzysty utrzymuje, że kilka tysięcy złotych wynagrodzenia mu się należało (został radnym, będąc w tym czasie na wypowiedzeniu z funkcji wicekomisarza Częstochowy). Może i tak, to rozstrzygną prawnicy, ale ludzka przyzwoitość nakazywała dać sobie na wstrzymanie. Kolejny radny PO, Wawrzkiewicz, notorycznie nie zgadza się z kolegami z partii. Wręcz zasadnym jest pytanie, z której listy startował, bo z pewnością nie z PO (tak się dziś zachowuje). Podczas ostatniej sesji Rady Miasta Wawrzkiewicz, jako jedyny z Platformy, zagłosował za odrzuceniem rezygnacji Sabata z funkcji wiceprzewodniczącego Rady, podobnie jak „koledzy” z SLD. Sabat po wybrykach internetowych został ukarany przez sąd koleżeński PO i zawieszony na dwa lata w prawach członka Platformy. Musiał zrezygnować ze wszystkich funkcji nadanych mu przez partię. Wawrzkiewicz, nie przyjmując rezygnacji Sabata, sprzeciwił się decyzji sądu PO. Niekończąca się opowieść o lukratywnych stanowiskach w spółkach miejskich członków PO i jednocześnie radnych, np. Salwierak, Iżyńska, budzi zażenowanie nawet wśród liberałów. Bezrobotny radny, choć „opozycyjny”, mniejsze obiekcje miał będzie podczas głosowań, gdy dostanie pracę – z takiego założenia wyszła lewica i pomysł, genialny w swej prostocie, padł na podatny grunt. Radni PO bez skrępowania przyjmują propozycje Matyjaszczyka, a pytani o konflikt interesów – udają Greka. To, jacy są nasi radni, pokazuje sesja (każdy mieszkaniec powinien pójść i zobaczyć, drzwi są otwarte, każdy może wejść). Ktoś, kto przyjdzie po raz pierwszy, z pewnością przeżyje szok: radni są niepunktualni, nie słuchają referentów, w tym czasie chodzą po sali, rozmawiają między sobą lub przez telefony, wychodzą z sali w trakcie dyskusji. Wrażenie jest uderzające – grupa dzieci chorych na ADHD. W braku kultury osobistej i szacunku do miejsca brylują radni PO. Przyjdzie Tusk i wyrówna Kto ponosi winę za katastrofalny stan PO w naszym mieście? Lokalni przywódcy. Ich zachowanie kopiują pozostali członkowie partii. * Liderzy nie potrafią działać wspólnie, sami tworzą chaos i tak też postępują radni. Lepiej udawać wewnętrzny rozłam niż przyznać, że PO przeszło na stronę SLD. * Nikt w Platformie nie ma pomysłu na Częstochowę. Brakuje inicjatyw parlamentarzystów, na których mogliby wzorować się radni. * Nikomu w PO nie jest na rękę rywalizacja z SLD, zwłaszcza że nie wiadomo, jak będzie i kto wygra następne wybory. Stanowiska przecież rozdane.* Członkowie PO mozolnie budują obraz, że za błędy rządzenia odpowiadają jacyś urzędnicy lub ewentualnie jacyś radni,