Stara gwardia zdradza tajemnice lewicy… Wygrana Matyjaszczyka w wyborach prezydenckich radykalnie zmieniła układ sił w częstochowskim SLD – młodzi bez skrupułów rozprawili się z dawnymi baronami. Starsze pokolenie wylądowało na śmietniku historii. Kto dziś pamięta Ewę Janik, Marka Lewandowskiego, Jacka Kasprzyka czy Wiesława Wiatraka? Swego czasu pełnili najwyższe funkcje w strukturach partii i to nie tylko na szczeblu lokalnym. Co sprawiło, że bez walki ustąpili miejsca swoim wychowankom? Gdzie dziś są i co robią? Specjalnie dla Tygodnika „7dni” przerywają milczenie. – Gdzie jest dziś, a gdzie był kiedyś Wiesław Wiatrak?– Ja dziś jestem wolny człowiek. Wolny ekonomicznie, wolny politycznie, ze swoimi problemami życiowymi, domowymi i innymi, tak jak każdy je ma. Wolność się przejawia właśnie w tym, że nie jestem od nikogo zależny. Ja w życiu przeżyłem trochę. W harcerstwie spędziłem 12 lat, od drużynowego po komendanta chorągwi. Potem trafiłem do partii. Gasiłem światło w tej partii. Ja wiem, jakie brudy trzeba było posprzątać po tych, którzy szybko stamtąd wyszli i ja to zrobiłem. I cóż… Póżniej mi zarzucano, że byłem w komitecie wojewódzkim partii, kierownikiem organizacyjnym. Chciałem, to byłem – na moją odpowiedzialność. Potem 12 lat spędziłem w Radzie Miasta. Proszę mi powiedzieć, co spieprzyłem? Jakoś się okazuje, że nikt nie jest w stanie mi tego powiedzieć. Jako przewodniczący Rady Miasta byłem ciągle w opozycji z prezydentem Wroną. Ciągle się spieraliśmy. Prezydent Wrona miał swoisty stosunek do mnie. Ha!ha! On taki był. To jego wada charakteru – zamiast ze mną rozmawiać, to on mnie unikał. Ale ja go cenię za to, co zrobił dla Częstochowy. – SLD nigdy nie było partią Wiesława Wiatraka…– Nie zapisywałem się nigdy do partii koniunkturalnie. Każda moja decyzja przystąpienia do partii była podyktowana logiką lub celem. A był taki boom, kiedy się wszyscy zapisywali do SLD, kilku kolegów – nawet ze stanowisk bardzo wysokich, chociaż w innych barwach startowali, np. wiceprezydent. To miano mi zawsze za złe, dlaczego się nie zapisałem do SLD. Ja byłem i jestem w Polskiej Partii Socjalistycznej – te wartości mnie interesują. Że ta partia jest może mała, że jej nie widać, ale ja jestem przekonany do tych zasad, które tam są. Natomiast nie dla błysku, nie dla robienia polityki o bezideowych lotach. – To może teraz czas na SLD?– Teraz rządzi ekipa, która powstała na Politechnice Częstochowskiej. Nie pamiętam, jak to się nazywa, zaczynali w ZSP [Zrzeszenie Studentów Polskich – red.]. Tam się zresztą kilka razy farbowali. Na uczelni powstała grupa ludzi, którzy zajęli się przejęciem władzy w ZSP. Tam się sprawdzili, tam poćwiczyli, a potem przeszli do SLD. Potem się sprawdzili w „pożegnaniu” Marka Lewandowskiego, potem się sprawdzili w „pożegnaniu” Ewy Janik, bo teraz postanowili sobie przejąć władzę. No nauczyli się czegoś. I tu trzeba im przyznać, że są skuteczni. To, co sobie zaplanowali, to osiągnęli. Nie orientuję się jednostkowo, kto dzisiaj tam rządzi. Jak się sprawuje władzę, to się ponosi odpowiedzialność za decyzje. W ogóle ponosi się odpowiedzialność przed dniem dzisiejszym, przed mieszkańcami, także i historycznie. A z tego wielu nie zdaje sobie sprawy. Uważają, po pierwsze, że tak: są nieomylni; po drugie, że są wieczni, a po trzecie, że są właścicielami tego. Jak zostaje się radnym, prezydentem czy wice, to uważa się, że ja tu rządzę, bo to moje. I tu kończy się polska demokracja, a potem się wchodzi w układy. Przecież tylko niewidomy politycznie nie dostrzega, jakie są układy w Częstochowie: kto się z kim ułożył i na czym polega sprawowanie władzy . I dobrze, bo władza powinna być różnorodna. Tylko niedobrze, jeśli ci, którzy nawet nie przyznają się do tego, że współuczestniczą w tej władzy, mają trochę odmienne poglądy, robią tę spółkę tylko dla interesów, żeby być, żeby ich ludzie, znajomi byli zatrudnieni.– Krzysztof Matyjaszczyk – pierwsze skojarzenie…– Powiem to, co czuję. Krzysztof Matyjaszczyk to jest jeden z młodych ludzi, który przeszedł niesamowitą drogę edukacji politycznej i własnej. To jest człowiek, który się chciał i chce uczyć. Ja go obserwowałem od momentu, kiedy po raz pierwszy się pojawił. Najlepiej to Janikowa wie, zresztą opowiadała o tym. Potem w Radzie niejeden raz wypuszczono Matyjaszczyka w niektórych sprawach, które nie były oczywiste, a wręcz z góry przegrane. I on wtedy nadstawiał twarz do bicia, a z tyłu goście się śmiali: „Ale się dałeś!”. Tacy są ludzie. Tadeusz Wrona nie musiał z nim polemizować, bo to Krzysiu był wtedy, a nie prezydent Krzysztof. Ale wielki wysiłek włożył w to, aby się uczyć, dowiedzieć, rozpytać, rozpoznać. Nie jest leniem politycznym. Jest kulturalny w obyciu, w spotkaniach wśród ludzi. To też jest wielka cecha. Nie jest arogancki, tak jak jeden z jego zastępców. Jeden z jego zastępców nie nadaje się, psuje mu autorytet władzy w mieście. Jest bezczelny i wszystkowiedzący. Zastanawiałem się kiedyś, dlaczego nie wzięto do współpracy częstochowian, tylko spadochroniarzy. Czy to wynika z tego, że nie ma w Częstochowie ludzi mądrych, którzy by chcieli zrobić coś dla miasta? Czy uważano, że starsze pokolenie tylko czyha na stołki i dlatego nie chciano tej spółki młodych ze starymi? Czy po prostu było wygodniej mieć ludzi z zewnątrz, bo przychodzą bez układów, bez obciążeń, bez znajomości, a Częstochowa mimo wszystko jest miastem dużym, choć małym. Wszystko wszyscy wiedzą, każdy kogoś gdzieś zna lub ma. Ja co do merytorycznej strony nie mogę się wyrażać, bo nie znam, ale może to i łatwiej kierować takim zespołem. Oddzieliłbym prezydenta Krzysztofa Matyjaszczyka, do którego mam – jak młodzież mówi – szacun za to, że inżynier budowlaniec wchodzi w tę politykę rozsądnie, miękko, z wielkim taktem. Ja, jak Krzychu został prezydentem, lojalnie poszedłem, powiedziałem: „Krzysztof, gratuluję Ci stary, będziesz kiedyś potrzebował mojej rady czy mojej pomocy, możesz w każdej chwili zadzwonić”.– Zadzwonił?– Nie, widocznie nie miał czasu. Ale to nie o to chodzi, że musi skorzystać. Zaproponowałem nienachalnie, zresztą jak wielu moich kolegów, z tej grupy dawnej lewicy. Bo nie potrzebuję stanowiska. Bo nie potrzebuję pracy dla żony lub innych członków rodziny. Nie potrzebuję czegoś za coś. Chciałem tylko bezinteresownie służyć jakąś radą. Ale stara ekipa niech sobie da luz, bo jeżeli była, to miała już szansę. – A Balt. Marek Balt…?– To jest
WESPRZYJ TYGODNIK 7 DNI NA ZRZUTKA.PL
Skontaktuj się z nami!
Kontakt
Tygodnik Regionalny 7 dni
Al. Wolności 22 lok. 12
42-217 Częstochowa
Redakcja
tel. 34 374 05 02
redakcja@7dni.com.pl
redakcja7dni@interia.pl
Biuro reklamy
tel. 34 374 05 02
kom. 512 044 894
marketing7dni@gmail.com
redakcja7dni@interia.pl


