
Jeśli ktokolwiek ma jeszcze wątpliwości, czy w Częstochowie powinna jak najszybciej nastąpić zmiana władzy, to lektura tego tekstu brutalnie je rozwieje. Urzędnicy wciąż szepczą po kątach ciemnych korytarzy magistratu, ale szelest ten z każdym dniem zmienia się w ryk oburzenia. Młodziutkie dziewczę „znikąd” z wątpliwą ścieżką zawodową zagięło parol na Matyjaszczyka – nie tylko prywatnie (co nikogo nie obchodzi), ale przede wszystkim zawodowo – i „przejęło” fotel prezydenta miasta, bez wiedzy mieszkańców. Matyjaszczyka w tej układance nie ma już od dawna; zniknął zarówno jako lider Częstochowy, i jako mężczyzna. Trudno o gorsze świadectwo dla dojrzałego wiekiem i stażem polityka niż ślepota na działania byłej sekretarki, którą awansował w swoim urzędzie, poślubił, by ostatecznie oddać jej stery władzy. „Iskierka myślała, że będziemy milczeć wiecznie, bo każdy urzędnik boi się o etat” – czytamy w porażających relacjach pracowników urzędu miasta Częstochowy, których w rewanżu za nieposłuszeństwo poddano egzekucji zawodowej, co ma na celu odstraszyć naśladowców. Czas na pytanie do wszystkich: Co stało się z Waszym zdrowym rozsądkiem? Gdzie podziała się choćby odrobina szacunku dla samych siebie?







