16. czerwca – stało się! Ruszyła – wyczekiwana przez wielu częstochowian – akcja referendalna. To nie jest zwykła przepychanka polityczna, ale prawdziwe pospolite ruszenie mieszkańców. Na ringu stanęła szeroka koalicja wielu środowisk, które na co dzień dzieli niemal wszystko, ale łączy jedno: odsunięcie od władzy skompromitowanego układu Lewicy i Platformy Obywatelskiej, który od 12 lat wspólnie rządzi miastem. Społecznicy, lokalni patrioci i opozycyjni politycy zwarli szyki. Efekt? Na biurko komisarza wyborczego właśnie trafiły dwa wnioski: o odwołanie prezydenta Krzysztofa Matyjaszczyka oraz całej rady miasta Częstochowy. Oddolną inicjatywę zapowiadają poprzeć środowiska polityczne: Partia Razem, Polska 2050, PiS, Ruch Narodowy, Nowe Pokolenie oraz organizacje pozarządowe, w tym Wieczny Raków, Częstochowski Alarm Smogowy i Wolne Miasto Częstochowa. Szeroki front obejmuje sportowców i artystów, studentów i seniorów, kupców i przedsiębiorców.
Miejski przewrót planuje forum obywatelskie, które – jak twierdzą organizatorzy – jest w stanie zebrać ponad 16 tysięcy wymaganych podpisów bezpośrednio od ludzi. Każdy podpis musi zawierać czytelne imię, nazwisko, adres zamieszkania oraz numer PESEL. Błędy i niepełne dane oznaczają unieważnienie głosu. Inicjatorzy referendum mają na to 60 dni. Listy z podpisami trafią następnie do komisarza wyborczego, który ma 30 dni na sprawdzenie poprawności formalnej złożonych dokumentów. Jeśli wszystko pójdzie po myśli inicjatorów i komisarz ogłosi, że do referendum dojdzie, tak naprawdę dopiero wówczas organizatorzy będą mogli odtrąbić sukces. A potem, za 50 dni odbędzie się w Częstochowie referendum, w którym musi wziął udział ponad 46 tysięcy Częstochowian.
16 czerwca o godzinie 13.00 inicjatorzy odwołania zarówno prezydenta Krzysztofa Matyjaszczyka, jak i całej rady miasta złożyli wniosek do komisarza wyborczego. Nie jest on jeszcze zarejestrowany. W środę rano organizatorzy mają otrzymać od komisarza oficjalne potwierdzenie złożenia powiadomienia o zamiarze wystąpienia z inicjatywą przeprowadzenia referendum.
W skład komitetu referendalnego „Czas na referendum” wchodzą:
Marcin Nocoń – pełnomocnik
Dawid Blukacz
Krzysztof Froń
Arleta Lizoń-Klama
Marta Różycka
Bartosz Król
Karol Zieliński
Ramona Magdziarz
Marek Drygas
Sukces tej inicjatywy nie zależy jednak wyłącznie od determinacji samych organizatorów z miejskiego przewrotu, ale przede wszystkim od bezprecedensowej mobilizacji zwykłych mieszkańców Częstochowy. To na ich barkach spoczywa teraz powodzenie całej akcji, która wymaga wyjścia ze strefy komfortu i przekroczenia progu dotychczasowej bierności.
Wysiłek, jaki mieszkańcy wkładają w tę akcję, pokazuje, że Częstochowa nie chce być dłużej kojarzona wyłącznie z doniesieniami o kolejnych zatrzymaniach CBA. Każdy zebrany podpis to dowód na to, że Częstochowianie chcą sami decydować o losach swojego miasta. Niezależnie od ostatecznego wyniku weryfikacji list, to masowe zaangażowanie już teraz udowodniło, że w mieście obudziło się silne, świadome i zdeterminowane społeczeństwo obywatelskie.
Powodzenie tej akcji referendalnej jest niczym innym jak politycznym sądem ostatecznym nad Lewicą i Platformą Obywatelską, którego dokonać muszą obywatele.
Od sierpnia ubiegłego roku były już dwie nieudane próby przeprowadzenia referendum, czyli odsunięcia od władzy skompromitowanego układu Lewicy i Platformy Obywatelskiej, który od 12 lat wspólnie rządzi miastem.
Czy mieszkańcy wezmą sprawy w swoje ręce?
Czas najwyższy, zwłaszcza że nie sposób wymienić wszystkich częstochowskich afer. Wystarczy sięgnąć po najnowszą historię naszego miasta sprzed zaledwie 2 lat, w której niebagatelną rolę odegrali funkcjonariusze CBA i Prokuratura Krajowa. Głośne nawet w kraju śledztwa uderzają w same szczyty lokalnej władzy, wywołując w mieście polityczne trzęsienie ziemi. Działania służb antykorupcyjnych odsłoniły kulisy wielowątkowej afery łapówkarskiej, której podwaliny położył były wiceprezydent Częstochowy i były wicemarszałek śląska Bartłomiej S. Sprawa ma charakter wybitnie rozwojowy – zarzuty w całym postępowaniu usłyszało już kilkanaście osób, a łączna liczba zarzucanych czynów stale rośnie. Do aresztu i pod dozór policji trafili kolejni kluczowi politycy, w tym radni oraz ich partnerki, rektor częstochowskiej uczelni, a także przedsiębiorcy, deweloperzy oraz architekci zamieszani w siatkę korupcyjną.
Zorganizowany układ, łączący świat biznesu i częstochowskiej polityki, doprowadził w konsekwencji do uderzenia w samo biuro urzędującego prezydenta Krzysztofa M. To właśnie ta bezkarność i poczucie, że miastem rządzą zakulisowe interesy, zmusiły mieszkańców do podjęcia oddolnej inicjatywy referendalnej.
Do trzech razy sztuka…
Skrót pierwszej próby – zakończona fiaskiem
Ruch Dariusza Goliszka – artysty malarza i nauczyciela w częstochowskim Plastyku, szachisty z zamiłowania – zszokował środowiska społeczno-polityczne planujące jesienne referendum. Choć Goliszek miał już na koncie wcześniejsze, nieudane próby odwołania prezydenta Matyjaszczyka i likwidacji straży miejskiej, w sierpniu 2025 r. podjął kolejną próbę przeciwko Matyjaszczykowi. Podobnie jak wcześniej Goliszek nie miał strategii, funduszy ani zaplecza ludzkiego. Jego komitet tworzyła grupa ekscentryków w podeszłym wieku: Grażyna Frankiewicz-Kabzińska, Jadwiga Grabarczyk, Jadwiga Hajdas, Janusz Karczewski i Jerzy Zimny), a zbieranie podpisów na „kwadratach” ustało, gdy Goliszek trafił do szpitala.
8 dni po wniosku Goliszka wniosek o odwołanie rady miasta złożyła Konfederacja (w składzie: pełnomocnik Marcin Barczyński oraz Krzysztof Froń, Joanna Kamińska, Artur Sokołowski, Tomasz Stala). Szybko jednak okazało się, że jej lokalne struktury są nieliczne i nieprzygotowane.
3 dni przed terminem oddania do komisarza wyborczego wymaganej liczby podpisów, Konfederacja ogłosiła porażkę. Mimo zebrania kilkunastu tysięcy podpisów od mieszkańców, inicjatywa upadła, a organizatorzy (z Goliszkiem i Stalą na czele) winą obarczyli brak zewnętrznego wsparcia.
Inicjatywa referendalna Dariusza Goliszka z góry skazana była na niepowodzenie. Sytuację zmieniło dopiero przystąpienie do niej Konfederacji, co rozpaliło – jak się jednak okazało – płonne nadzieje na sukces. I Goliszek i Stala polegli z powodu braku świadomości, jak potężnym przedsięwzięciem organizacyjnym jest akcja referendalna.
Skrót drugiej próby – zakończona niepowodzeniem
Klub radnych Prawa i Sprawiedliwości złożył projekt uchwały o referendum w reakcji na zatrzymanie prezydenta Krzysztofa Matyjaszczyka (Lewica) przez CBA i postawienie mu prokuratorskich zarzutów korupcyjnych. Taka ścieżka uchwałodawcza nie wymagała zbierania podpisów mieszkańców, ale do jej przegłosowania niezbędna jest większość kwalifikowana 3/5głosów.
Od początku projekt radnych PiS-u skazany był na niepowodzenie, bo działacze partii Jarosława Kaczyńskiego dysponują zaledwie 9 szablami na 25 członków rady miasta. Opowieści, że jakoby radni Platformy Obywatelskiej mogliby poprzeć uchwałę referendalną nigdy nie były prawdziwe, bo jej przedstawiciele od 12 lat współrządzą miastem z Lewicą. Występowaliby więc przeciwko sobie. Co prawda, radnym PiS-u udało się przekonać dwóch radnych, niezależnego Krzysztofa Świerczyńskiego i Zofię Wojtysiak-Kowalik z PO, ale ostatecznie inicjatywa referendalna została zablokowana.
Renata R. Kluczna



