Jeśli by przyjąć, że miasto jest własnością wszystkich jego mieszkańców, a prezydent wynajętym przez nich menadżerem – to każdy mieszkaniec Częstochowy, od niemowlaka po starca, ma obecnie 4 tysiące złotych długu do spłacenia, na rzecz instytucji kredytowych, jako współwłaściciel zadłużonego na ponad 800 milionów złotych miasta. Zobrazujmy tę kwotę – za 800 milionów można wybudować 16 częstochowskich aquaparków, 3 stadiony Rakowa lub wyremontować co najmniej 2 odcinki częstochowskiej trasy DK1 bądź zatrudnić na najniższą krajową (3.600 złotych brutto) ponad 223 tysiące osób, czyli więcej niż Częstochowa liczy mieszkańców.Trudne do wyjaśnienia meandry finansów publicznych próbuje przybliżyć, częstochowski przedsiębiorca Piotr Strach. – Co możemy powiedzieć o tym jak było, a co się zmieniło w temacie zadłużenia miasta Częstochowy?– To zależy jak daleko sięgniemy. Wydaje mi się, że dobrym punktem odniesienia będzie początek rządów prezydenta Matyjaszczyka, czyli 2010 rok. Wtedy zadłużenie miasta oscylowało wokół 366 milionów złotych. Już minęło kilkanaście lat, a to zadłużenie zwiększyliśmy do ponad 800 milionów! Na 2023 rok planuje się zadłużenie na poziomie 852 milionów złotych. A to jest tylko zadłużenie gminy, bez jednostek podległych, bo szpital, czy ZGM, czy CzPK, bo to są kolejne dziesiątki milionów długów, które miasto poręczyło. Także ten ogólny dług planowany na koniec bieżącego roku zbliży się do 900 milionów złotych. Można mówić, że to jest ponad połowa naszych rocznych przychodów. W całkowitym budżecie miasta strona wydatkowa jest wyższa niż przychodowa – dochody miasto planuje na 1 miliard 641 milionów, a wydatki na 1 miliard 855 milionów, czyli znów miasto musi pożyczyć. W tym roku prezydent Częstochowy Krzysztof Matyjaszczyk planuje pożyczyć 267 milionów złotych. To jest finansowa katastrofa. – Czyżby nie było „przycisku bezpieczeństwa”, który uniemożliwia przekroczenie pewnego poziomu długu?– To jest bardziej skompilowane, bo niektóre rzeczy można przesuwać, właśnie jeśli chodzi o pożyczanie. Przesuwanie kosztów na przykład na jednostki podległe, np. inwestycje, które robią spółki. W tym momencie nie ma takich obostrzeń, zawsze można jakoś ten problem ominąć, jeśli chodzi o wydatki i przychody. Na ten moment obserwujemy to, co jest w budżecie. Do końca nie mamy świadomości jak funkcjonują miejskie spółki i jakie mają polityki finansowe, bo to nie jest do końca jawne. Ale opierając się tylko na oficjalnym dokumentach, którymi się posługuje gmina to jest te 852 miliony złotych zadłużenia miasta. – Czy w dokumentach budżetowych miasto nie ma obowiązku wykazywać, prócz tego ile ma samo zadłużenia, ile też zadłużenia posiadają jednostki mu podległe?– Przy okazji uchwalania budżetu gmina pokazuje poręczone przez siebie pożyczki oraz terminy ich spłat, bo one są wieloletnie. Jeśli chodzi o jednostki podległe, to obecnie najdłużej zaciągnięty dług potrwa do 2044 roku. Czyli tyle lat będzie jeszcze ten dług spłacać, włącznie z odsetkami. Dam porównanie, bo to jest też kwestia obsługi bieżącej długu. Jeśli chodzi o spłaty długów rocznie to w tym roku, obsługa spłaty pożyczek i kredytów miasto planuje na prawie 69 milionów złotych. Gdy ja byłem radnym w poprzedniej kadencji to ta kwota oscylowała wokół 20 a 30 milionów. Teraz to się potroiło, a będzie jeszcze więcej, bo my te kredyty zwiększamy. Zbliża się taka „fala tsunami”. To będzie rosło i rosło, i z roku na rok będziemy wydawać coraz więcej na obsługę zadłużenia. Tak działa kredyt – bierzemy go, a spłata następuje później. Ale jeśli miasto, odkąd przyszedł Krzysztof Matyjaszczyk, czyli od 2010 roku zadłuża się lawinowo, no to te zobowiązania w końcu nakładają się: raty z poprzedniego roku, plus kolejny z poprzedniego roku, i następny i następny nakładają się na bieżące, i robi się taka spirala. Ja to nazywam rolowaniem długów. My teraz bierzemy kredyt, żeby spłacić poprzednie kredyty. Tak to wygląda.Oprócz tego podejmujemy masę błędnych decyzji inwestycyjnych. Wydajemy na rozrywkę i zbytki, na które nas nie stać. Fajnie mieć aquapark, fajnie iść popływać, ale jeśli on kosztował nas około 50 milionów złotych, nie dostaliśmy na niego ani grosza dofinansowania i co roku dopłacamy do niego miliony, bo jest deficytowy, nie jest samofinansujący – to o czymś to świadczy. Czy przy takim zadłużeniu stać nas na taki wydatek? Nie stać! A są jeszcze przecież wydatki bieżące. – Takich przykładów jak aquapark jest w Częstochowie znacznie więcej…– O tak…, na przykład plac Pamięci Narodowej. Nie tak dawna sprawa, za którą pan naczelnik Łukasz Kot [jednocześnie radny miejski – SLD] dostał zielony wałek od jednej z organizacji ekologicznych. Pod pozorem ekologii zostały bez sensu wydane 1 milion 400 tysięcy złotych, z czego 1 milion 200 tysięcy to kredyt. Więc wzięliśmy kredyt na pseudo zazielenienie placu. Tak, bez zbędnej złośliwości, wygląda finansowa polityka miasta Częstochowy. To jest jakaś porażka i największy problem tego miasta, teraz i w przyszłości.Najgorsze jest to, że my za bardzo nie mamy perspektyw. Bo po pierwsze miasto się wyludnia, po drugie starzeje się, przez co mamy mniejsze wpływy z PIT-u, czyli podatków lokalnych, a z kolei mamy też większe wydatki na służbę zdrowia, infrastrukturę itd. Nie dość, że mamy tak złą politykę finansową miasta to w dodatku otoczenie nam nie sprzyja. Do tego pandemia dołożyła swoje, potem wojna w Ukrainie, wzrost cen energii. Nie mamy żadnej poduszki, która mogłaby nas jakoś naturalnie osłonić, tylko dostajemy każdy cios, a jedyne co miasto robi, to dalej nas zadłuża. – A co miasto mogłoby robić?– Po pierwsze plan oszczędnościowy, kwestia redukcji wydatków. Najtańsza energia jest ta, którą się zaoszczędzi. Powinniśmy zacząć termomodernizować budynki, by nie wydawać pieniędzy na prąd, energie, ciepło. Powinniśmy wdrożyć plan oddłużania, czyli narzucić sobie wewnętrzne limity, bo na tym polega polityka finansowa miasta. Bo nie o to chodzi, że przyjdzie premier, czy wojewoda i narzuci nam jakieś ograniczenia nie zadłużenia powyżej jakiegoś procentowego poziomu, tylko sami powinniśmy znaleźć rozwiązanie – swoje zasady, limity i mechanizmy. Pamiętam, gdy byłem radnym, w 2018 roku złożyłem tylko jeden wniosek do budżetu miasta, bo uważałem, że nie należy zwiększać zadłużenia miasta. Teraz osiągamy już astronomiczne wskaźniki zadłużenia. Oczywiście miasto się zawsze czymś tłumaczy, że winny rząd, że winny kryzys, zawsze ktoś, tylko nie my. A pamiętajmy, że odpowiedzialna polityka, także w samorządzie, polega na przewidywaniu. Nie spina się, to weźmiemy kredyt i najwyżej spłaci się za 20 lat, a wtedy to nas już nie