Być może gdzieś na świecie są społeczności, które mogą powiedzieć: nasi politycy nie uprawiają „brudnej” polityki, nie znają: kłamstwa, przekupstwa, malwersacji, korupcji, nepotyzmu, oszustwa, bo nie dla własnej kariery, ale dla dobra wspólnego pracują. Po chwili zadumy…, wróćmy na ziemię, do Polski, do Częstochowy.„Bez wątpienia, jedną z przyczyn sukcesu wyborczego SLD i Krzysztofa Matyjaszczyka jest fakt, że Sojusz jest „w posiadaniu” lokalnej Platformy Obywatelskiej, którą wchłonął w 2014 roku przed wyborami samorządowymi” – tak w 2018 roku pisaliśmy na łamach Tygodnika , co nie do końca okazało się prawdą. Lewica nie może być w posiadaniu czegoś, co nie istnieje, bo PO w konfrontacji z silnymi osobowościami z SLD, po prostu zniknęła. Atuty Platformy nade wszystko przecenił prezydent Matyjaszczyk i elity lokalnego SLD. Po wyborach samorządowych w 2018 roku okazało się, że na 28 radnych, SLD ma 13 (12 własnych + Krystynę Stefańską ze „Wspólnie dla Częstochowy”, komitetu będącego „dzieckiem” Krzysztofa Matyjaszczyka). Sojusz nie zdobył jednak większości w radzie miasta. 10 radnych wprowadził PiS, a 5 Koalicja Obywatelska, bazująca na częstochowskiej Platformie Obywatelskiej [KO w kraju to mariaż Platformy, Nowoczesnej i partii Zielonych]. 15-stu radnych to więcej niż 13-stu, którymi dysponował lewicowy Matyjaszczyk, więc istniało realne zagrożenie, że pomysły SLD nie będą głosowane na sesjach rady miasta, po myśli lewicy. Media wówczas pisały: „koalicja z PO daje prezydentowi 5 lat spokojnych rządów”. Zresztą nikogo w 2018 roku umowa koalicyjna pomiędzy SLD i PO nie dziwiła, bo była jedynie kontynuacją podobnej umowy z 2014 roku. Na łamach wielu mediów można było przeczytać, że „koalicjant SLD postawił warunki personalne i programowe”. Personalnie KO w ramach współsprawowania władzy zyskała jeden urząd wiceprezydenta oraz dwa stanowiska wiceprzewodniczącego rady miasta. Co jeszcze zawiera umowa koalicyjna, tak naprawdę nie wiadomo do dziś. Politycy Platformy pytani przez dziennikarzy o szczegóły porozumienia nigdy ich nie ujawnili, a prawie na pewno jest to ciekawa lektura. Na jednym z forów internetowych można przeczytać wpis, który rozwiewa wszelkie złudzenia: „kto nie rozumie, że koalicji nie zawiera się z miłości, a dla interesu, ten niech nie wypowiada się publicznie”. Aż strach zapytać: czyj to interes…?Polityczna emerytura Przez wiele lat częstochowska Platforma Obywatelska kojarzyła się mieszkańcom z nazwiskiem posłanki, a wcześniej prezydent miasta – Haliny Rozpondek. Niezależnie od oceny pracy pani Rozpondek, za jej rządów wiele w Platformie się działo, chociaż nie zawsze dobrze. Przeciwnicy posłanki wypominają jej niekoniecznie właściwy dobór wspólników. W tym miejscu często pada nazwisko Bogusława Chatysa, który dziś z tylnego rzędu składa deklaracje, że zostaje do końca: „ja to uruchomiłem [Platformę Obywatelską w Częstochowie] i ja ostatni zgaszę światło”. Pani Halina wycofała się z polityki i zapewne cieszy się z zasłużonej emerytury.Platforma w blasku fleszy Po Halinie Rozpondek, na gwiazdę lokalnej sceny politycznej wyrosła posłanka Izabela Leszczyna. Niestety, wybrała karierę na arenie krajowej – była wiceministrem finansów – co przerwało jej pasmo ewentualnych sukcesów lokalnych. Wśród wielu politycznych błędów, których dopuściła się Leszczyna, jeden zaważył na jej pozycji w częstochowskich strukturach: posłanka nigdy nie umiała zjednywać sobie ludzi. Gdy w 2014 roku pomiędzy posłankami Rozpondek a Leszczyną doszło do konfliktu, zakończył się on podziałem lokalnych struktur na dwa koła. Między innymi ten fakt, dodatkowo pogłębił kryzys lokalnej Platformy i osłabił pozycję PO wśród innych lokalnych partii. Mniej więcej od tego momentu częstochowska PO pikowała, by ostatecznie – z konieczności – połączyć się, jako „udziałowiec mniejszościowy” z SLD. Posłanka Izabela Leszczyna uwielbia – co tak naprawdę nie jest niczym złym, przy zachowaniu właściwych proporcji – brylować na warszawskich salonach. Tematyka krajowa tak ją zaabsorbowała, że zupełnie zapomniała, skąd pochodzi jej suweren. Na 38 wystąpień sejmowych, 144 interpelacje i 15 zapytań poselskich na palcach można policzyć sprawy dotyczące Częstochowy i regionu. Jest natomiast aktywna, a jakże… m.in. w sprawie działań jakie podejmuje rząd w związku ze zmianą reguły wydatkowej; czy w sprawie unieważnienia przez wojewodę dolnośląskiego uchwały Rady Miasta Wałbrzycha ograniczającej zużycie plastiku. Błędnie się posłance wydaje, że jej rozpoznawalność w mediach krajowych, da jej głosy wyborców z Częstochowy. Jak mawiają sympatycy PO nie trzeba być odkrywcą, żeby zauważyć, że posłanka Leszczyna jest zainteresowana indywidualną karierą i „walczy o życie”. Złośliwcy twierdzą nawet, że uważa, iż ma „jedynkę” na listach do Sejmu dożywotnio. Wbrew uszczypliwym uwagom, posłanka potrafi też troszczyć się o drugiego człowieka. Na opiekę Leszczyny zawsze mogą liczyć: Marcin Biernat, zastępca dyrektora PUP Częstochowa i Łukasz Pabiś, który pracował u niej jako dyrektor biura, a teraz jest zastępcą dyrektora Muzeum Częstochowskiego. W 2015 roku posłanka Izabela Leszczyna zapytana przez 7 dni o sprawy, którymi się zajmie, gdy ponownie zostanie wybrana do Sejmu, odpowiedziała:„Najważniejsze, więcej miejsc pracy w Częstochowie, żeby młodzi stąd nie uciekali – to w zasadzie zadanie samorządu, ale gdy jest tak źle, jak w Częstochowie, wszyscy, także parlamentarzyści, muszą podejmować wszelkie możliwe działania na rzecz rozwoju gospodarczego miasta. W tym celu mam zamiar ściśle współpracować z zarządzającymi mielecką i katowicką SSE oraz namawiać do zintensyfikowania działań w tych strefach.Poza tym wspieranie Akademii im. Jana Długosza w staraniach o uzyskanie statusu uniwersytetu, w sposób, który ułatwi władzom uczelni osiągnięcie tego sukcesu, tzn. poprzez pomoc w pozyskiwaniu środków na konieczne remonty, wyposażenie laboratoriów, doposażenie sal, itp. Przekształcenie Akademii w Uniwersytet z pewnością wpłynie na lepsze postrzeganie uczelni przez studentów i więcej osób będzie chciało podjąć studia właśnie w Częstochowie. Jeśli znajdą tu pracę, zostaną, a ich podatki zasilą budżet miasta. To z kolei pozwoli władzom samorządu na inwestycje podnoszące jakość życia częstochowian.” Nie sposób tych słów skomentować, chyba że zrobi to… poseł Szymon Giżyński (PiS). Kto ma słomę w butach? Bacznym obserwatorom lokalnej sceny politycznej z całą pewnością nie umknął fakt, że po odejściu Andrzeja Szewińskiego (został posłem), fotel zastępcy prezydenta Częstochowy przejął Bartłomiej Sabat. Na usta ciśnie się pytanie: czyżby pani Leszczyna nagle „pokochała” pana Sabata, chociaż przez lata miłością do siebie nie pałali, a przecież bez jej zgody tej funkcji by nie objął? I tu wracamy do umowy koalicyjnej SLD-PO, która – gdyby była – precyzowałaby warunki przyznawania stanowisk, powiązane z dynamiką kampanii wyborczej. Czas na wywołanego do tablicy Bartłomieja Sabata, o którym w ostatnich latach nad wyraz cicho było, co nie oznacza, że o nim zapomniano. Pamiętna