W tym numerze tygodnika prezentujemy zdobywczynię II miejsca w konkursie „Bajeczki na smuteczki” autorstwa Katarzyny Kobzińskiej. Autorce serdecznie gratulujemy i życzymy kolejnych sukcesów. Przypominamy, że do końca października dzieci i młodzież mogą nadsyłać prace na konkurs plastyczny „Ilustracja do bajki laureatów konkursu na „Bajeczkę na smuteczki”. Szczegóły konkursu na stronie „CZĘSTCHOWA BAJKOWA” http://www.facebook.com/?ref=home#!/pages/Cz%C4%99stochowa-bajkowa/186791478037817 „Bajka o jednym, czystym sercu”Tekst i ilustracje: Katarzyna KobzińskaTak czyste łzy spływają po twych policzkach. Wiem, chcesz kochać i ufać, a ktoś po raz kolejny kłamie i zawodzi. I ciebie, moje Maleństwo, dogoniły dziś szaro – bure smutki na swoich długich i chwiejnych nogach… Nie płacz. Świat nie jest taki zły… W każdej chwili pozwala nam uciec, przenieść wszelkie tęsknoty za dziwną zasłonę chmur. Za mgłę utkaną z tego, co piękne. Chodź. Opowiem ci bajkę o świecie niezwykłym. Zobacz, jak wszystko co szare zmienia się w kolorowe. Widzisz? To gwiazdy tańczą z księżycem, abyś nie bał się nocy. Brudne smutki odchodzą. Spójrz – nawet ich chude nogi nie są już takie długie. Biegnijmy! Świat wiruje, marzenia stają się rzeczywistością, Bajka wychodzi naprzeciw naszym łzom.Działo się to bardzo dawno, a może i niedawno? Na końcu świata i o jeden dzień dłużej.Pod ogromem niebieskiego przestworza, żył sobie mały chłopiec. Wiesz, był nawet bardzo podobny do ciebie. Jego jasne włosy targał codziennie przekorny wiatr. W błękitnych oczach odbijała się barwa Nieba. To właśnie ono wychowało chłopca, bo nie miał rodziców, a nawet własnego kąta.Skąd się wziął i po co przyszedł? Nie wiem. Nie wiedziały tego ani kręte drogi, ani rozedrgane zielenią lasy. Wiatr nie roznosił plotek, a kamienie jak zwykle milczały. Dziwny był z niego chłopiec, a jednak mam wrażenie, że tacy właśnie powinni być chyba wszyscy ludzie. Ojcowska miłość Nieba ukształtowała w nim serce, przejrzyste pragnieniem dobra. Troskliwość matki Ziemi wlała w jego duszę zaczyn szczerości, prawdy i nadziei. Tak. Był czysty chęcią miłości i potrzebą dobra w ten sam sposób, jak czyste potrafią być łzy na policzkach małego dziecka.A był nieopodal lasu, w którym mieszkał nasz malec był samotny zakątek, a na uboczu zakątka stało potężne, lecz uschnięte drzewo. Chłopiec bywał tam często, by dzielić się swymi troskami z białymi jak niewinność kwiatami. Pielęgnował ich wonne płatki, ochraniał pełne zielonej nadziei liście, a na uschnięte drzewo nie zwróciłby pewnie uwagi, gdyby nie to, o czym chcę opowiedzieć.Tego dnia nie miało się zdarzyć nic nadzwyczajnego, a jednak rozmyślania chłopca przerwała niespokojna pieśń ptaków, siedzących na uschniętej gałęzi. Każdy z nich śpiewał inną, lecz równie smutną pieśń o losach ludzi żyjących hen, daleko, za zielonym lasem. Chłopiec słuchał o bogactwach budowanych na czyjejś biedzie, o władzy okupionej czyjąś krwią, o tęsknocie dziecka za matką, która już nigdy nie wróci. Po raz pierwszy usłyszał o ludziach żyjących w niegodziwości i całym swym sercem posmutniał, że są na świecie tacy, którzy nie umieją kochać.Dni mijały szybko, a ptaki przynosiły z odległych krain coraz to nowsze i rzewniejsze pieśni. O wojnach, o głodzie, o strachach i dziwach, które nękają każdego dnia swoimi smutkami; o tym, że jeden rani drugiego, o tym, że w czyimś sercu zgasła już miłość. Chłopiec zapłakał więc szczerze, a jego czyste łzy spływały powoli na suche konary samotnego drzewa. Skrapiały zranione nieczułością korzenie, obmywały boleści i zgaszone życie, aż nagle coś dziwnego stało się na pełnej smutku polanie. Coś, czego ani Niebo, ani Ziemia, ani nawet niewinne kwiaty wytłumaczyć nie umieją. Suche dotąd i samotne drzewo, jak gdyby otrząsnęło się z zaczarowanego snu i wypuściło zewsząd świeże zielenią liście.Chłopiec nie przerywał płaczu. Łzy oczyszczały jego serce ze smutku i żałości, aż nagle przepełniony siłą dobra zniknął zupełnie – zamieniając się w błyszczącą kroplę łzy – wlewając własne życie w opuszczone konary. Pełne nadziei liście rozszumiały się, jak pozostałe drzewa okalające zakątek cudu. Ich pieśń nie była tym razem pieśnią rozpaczy. Wszystko wokoło – kręte drogi, rozedrgane lasy, przekorny wiatr, a nawet milczące dotąd kamienie – wszystko nuciło radosną pieśń o tym, że gdzieś, za końcem świata, pod ogromem przestworza, żył chłopiec o sercu tak czystym, że swymi łzami przezwyciężył strachy i długonogie, szare smutki ludzi.A drzewo na odległym zakątku świata podobno żyć będzie tak długo, jak długo na ziemi znaleźć można choćby jednego człowieka, który pragnie miłości.I sama już nie wiem, czy była to bajka; co jest marzeniem, a co rzeczywistością… A teraz śpij już, moje Maleństwo. Świat nie jest zły, dopóki jesteś.