Józef Piłsudski zmarł 12 maja 1935 r. Żegnał go prezydent Mościcki słowami: „skażonych niewolą nauczył honoru bronić, wiarę we własne siły wskrzesać… Dał Polsce wolność, granice, moc i szacunek świata”. W dzień pogrzebu cała Polska, bez względu na sympatie polityczne, odczuwała żal osierocenia. Nie istnieje w naturze ideał. Największy mąż stanu także popełnia pomyłki, daje dobro, lecz czasem przynosi zło. Piłsudski „dał Polsce wolność..”, lecz dał także Berezę Kartuzką. Nie próbujmy powstaniem obozu koncentracyjnego obwiniać kogoś innego: premiera Kozłowskiego, kolejnych premierów i ministrów spraw wewnętrznych. To Piłsudski narzucił twardy kurs wobec opozycji, a tym samym akceptował brutalne rozwiązania. Po zabójstwie 15 czerwca 1934 ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego, Piłsudski zaakceptował rozporządzenie premiera Leona Kozłowskiego, służące wprowadzaniu ładu i porządku poprzez m.in. umieszczanie w obozach odosobnienia osób zagrażających bezpieczeństwu publicznemu. Obóz w Berezie powstał 12 lipca 1934 r. Czy zasługuje na nazwę obozu koncentracyjnego? Trudne pytanie. Według standardowych pojęć z lat trzydziestych był on obozem koncentracyjnym. Taką bowiem nazwą określano umieszczanie bez wyroków sądowych grup osób, w celu ich odizolowania od otoczenia. Takie formy obozów koncentracyjnych stosowano m.in. w Stanach Zjednoczonych w czasie wojny secesyjnej i w Afryce Południowej w czasie wojny z Burami. W 1938 r. obozem koncentracyjnym nazwano ośrodek odosobnienia dla Żydów – uciekinierów z III Rzeszy, stworzony w Belgii (podobne powstały w tym samym czasie we Francji, Holandii i w Polsce w Zbąszyniu). Według tych standardów obóz koncentracyjny nie był obozem zagłady (jak Auschwitz- Birkenau), ani obozem pracy niewolniczej (jak sowiecki Gułag). Bereza nie stanowiła zatem w tamtych realiach rzeczy niedopuszczalnej w cywilizowanym państwie. Jednak bez względu na odniesienia w naszej historii obóz na Polesiu jest i powinien być traktowany jako haniebna karta. Zerwano z tradycją, po raz pierwszy od XV w. władze państwa uznały, że mogą pozbawiać obywateli wolności bez wyroku sądu. Co gorsza, to pozbawienie wolności łączono ze świadomie wprowadzanymi formami udręczeń fizycznych i psychicznych wobec zatrzymanych. Warunki i sposób traktowania więźniów były nieporównywalnie gorsze niż w zwykłych więzieniach. Nie można jednak przejaskrawiać. W ciągu pięciu lat przez Berezę przeszło ok. 3 tys. osób, a liczba śmierci w sposób niewątpliwie związany z uwięzieniem szacowana była na 13 przypadków. Dla porównania: tylko w jednym komunistycznym, polskim obozie pracy w Mysłowicach, uwięziono w latach 1945-46 ponad 5 tys. osób, z tego zmarło 2 200. Wypada też zauważyć: obóz w Berezie był akceptowany przez większość polskiego społeczeństwa. Widziano w nim remedium na poważne zagrożenia bezpieczeństwa osobistego i publicznego. Mogę przyjąć, że gdybyśmy dziś mieli podobne zagrożenia, też byśmy zaakceptowali tamto rozwiązanie. Kto z nas czasem nie marzy, by rozwydrzonych chuliganów lub kiboli zamknąć do obozu i tak im dać w kość, by im się odechciało? Blisko 80 proc. osadzonych w Berezie pochodziło z trzech grup politycznych. Największą stanowili komuniści, potem nacjonaliści ukraińscy i nacjonaliści polscy z ONR. Pozostałe 20 proc. tworzyło rozmaity zbiór: był tu publicysta Stanisław Mackiewicz, byli kupcy żydowscy oskarżeni o paskarstwo, byli socjaliści i ludowcy, a nawet podejrzani o korupcję urzędnicy sanacyjni. Ta rozmaitość odpowiadała społecznemu zapotrzebowaniu: nikt nie lubi łapówkarzy i paskarzy. Zwiększała także siłę prewencyjną obozu, świadcząc, że tu może trafić każdy. Dobrze zasłużony w historii Polski komisarz rządowy miasta Warszawy Stefan Starzyński na spotkaniu Związku Miast Polskich reagując na krytykę, odpowiedział: jak się ktoś moją Warszawą interesuje, to może Berezę poznać… Po tej wypowiedzi więcej krytycznych uwag i pytań stenogram spotkania nie odnotował. Wracając do tych głównych grup osadzonych. Komunistów przewinęło się przez obóz w Berezie ok 900; dla porównania: w czystce przeprowadzonej przez Stalina, związanej z likwidacją KPP, na terenie ZSRR zamordowano 19 tys. polskich komunistów. Nacjonalistów ukraińskich przeszło przez Berezę ok 700, ponad 600 stanowili ONR-owcy. To szczególne wyróżnienie zawdzięczali polscy nacjonaliści przyjętej formie działań. Bez względu na sympatie lub antypatie dla głoszonych poglądów żaden cywilizowany kraj nie mógł pozwolić, by uzbrojone w kije, noże, a nawet pistolety grupy chuliganów terroryzowały studentów na uczelniach, wybijały szyby w sklepach, podpalały kramy na rynkach czy w inny podobny sposób „oczyszczały kraj” z Żydów. Można zauważyć, że państwo miało i stosowało inne środki wobec takich form agresji z pobudek politycznych. W 1933 r. sądy skazały ogółem 642 tys. osób, w tym najwięcej 171 tys. za kradzież oraz 55 tys. za przestępstwa przeciw życiu i zdrowiu. Skazanych za przestępstwa przeciw państwu było 3125, przeciw władzy: 23 026. Polska nie stosowała drakońskich kar: wśród 1320 skazanych za zabójstwo zaledwie w 74 wypadkach wykonano wyroki śmierci. Kary więzienia za kradzież rzadko przekraczały rok, za bójki do 6 miesięcy. Najwyższe kary za przestępstwa polityczne (działalność w nielegalnej organizacji, rozprowadzanie materiałów propagandowych) dotyczyły komunistów – do roku więzienia, w warunkach recydywy do 3 lat. Czyny chuligańskie ONR-owców karano aresztem od 3-6 miesięcy. W przypadku terroryzmu ukraińskiego ok. 40 razy w ciągu całego 20-lecia wymierzono karę śmierci. Takową wymierzono organizatorom i wykonawcom zamachu na Pierackiego, z tym że inspiratorowi Stepanowi Banderze wyrok zmieniono na dożywocie. Więzienie nie było skutecznym lekarstwem dla politycznych ekstremistów. Dla biednego Żyda z Murdziela (dawnego Muranowa) skazanie za komunizm to była nobilitacja, także finansowa (rodzina otrzymywała pomoc). Podobnie jako nobilitację dostrzegali areszt narodowcy. W takiej sytuacji marzenia decydentów, by ekstremistów uspokoić, „dając im w skórę”, stawały się zrozumiałe. Nie zapominajmy, że elita władzy miała wojskową przeszłość. W wojsku zaś przemoc jako metoda wychowawcza (fala, kary porządkowe, karne ćwiczenia sportowe) była stosowana powszechnie. Kara, jaką było umieszczenie na 3 miesiące (w szczególnych wypadkach za zgodą sądu można było ten okres wydłużyć o kolejne 3 miesiące) delikwenta w obozie, nie odbiegała drastycznie od ówczesnych form represji. To nie Bereza była problemem życia publicznego końcowych lat II Rzeczpospolitej. Istotniejszym wydaje się pytanie: czy możliwa była polityka bez Berezy… W pierwszych Sejmach II Rzeczpospolitej widoczna była słabość obywatelskiej Polski: owe politykierstwo, lansowanie samych swoich, korupcja, intryganctwo, przemoc w miejsce debaty. Polska tworzyła się z trzech zaborów. Tylko w zaorze austriackim możliwe było kształtowanie kultury politycznej, a w zaborze pruskim – praworządności. Dominowali ludzie ukształtowani w najgorszej szkole, w zaborze rosyjskim. Wśród polityków o szerszych horyzontach myślowych, reprezentujących różne opcje ideowe dominowało przekonanie o konieczności uzdrowienia państwa przez ograniczenie sejmokracji i wzmocnienie władzy wykonawczej. Akceptował takie rozwiązania zarówno Witos, jak
WESPRZYJ TYGODNIK 7 DNI NA ZRZUTKA.PL
Skontaktuj się z nami!
Kontakt
Tygodnik Regionalny 7 dni
Al. Wolności 22 lok. 12
42-217 Częstochowa
Redakcja
tel. 34 374 05 02
redakcja@7dni.com.pl
redakcja7dni@interia.pl
Biuro reklamy
tel. 34 374 05 02
kom. 512 044 894
marketing7dni@gmail.com
redakcja7dni@interia.pl


