WESPRZYJ TYGODNIK 7 DNI NA ZRZUTKA.PL

Skontaktuj się z nami!

Reklama

To jest miejsce na Twoją reklamę

Kontakt

Tygodnik Regionalny 7 dni

Al. Wolności 22 lok. 12
42-217 Częstochowa

Redakcja

tel. 34 374 05 02
redakcja@7dni.com.pl
redakcja7dni@interia.pl

Biuro reklamy

tel. 34 374 05 02
kom. 512 044 894
marketing7dni@gmail.com
redakcja7dni@interia.pl

Edit Template

Zaczęło się na zimno

– Nożownictwo było moim hobby odkąd pamiętam, czyli od czasów, gdy jako malec zbierałem kawałki złomu i przerabiałem na moje pierwsze noże – wspomina Radosław Łęgowik, właściciel firmy LKW Knives, bardziej znany miłośnikom ręcznie wytwarzanych noży pod pseudonimem Wołodia.

– Były to przede wszystkim noże do „gry w noża”. – Wołodia z uśmiechem mówi, że do grania wystarczały noże z blaszki, bo zasady „gry w noża” nie wymagały od noży niczego więcej, niż koziołkowania w locie i wbijania się w piasek. – Z takiej samej blachy robiłem swój pierwszy nóż w stylu Rambo z zębiskami wielkiej piły na grzbiecie. Wtedy każdy chciał mieć taki nóż – wspomina z rozrzewnieniem kowal z Soborzyc i mówi, że te pierwsze wyroby wymagały przycięcia blachy do odpowiedniego kształtu i symbolicznego zaostrzenia. Nikt z bawiących się nimi dzieciaków nie oczekiwał parametrów cięcia na poziomie prawdziwych narzędzi.
   
Mały Radek jednak był niezadowolony z efektów swojej pracy i na własną rękę zaczął eksperymentować i poszukiwać lepszych materiałów na swoje noże.
– Po wielu próbach okazało się, że z całkiem dobrej stali są robione brzeszczoty do pił. Taka stal jednak była  wysoko hartowana, czyli bardzo twarda i jej ręczna obróbka była niesłychanie czasochłonna – Wołodia opowiada, że namordował się nieraz robiąc w pocie czoła noże z brzeszczotów, tym bardziej, że pracował ręcznie, korzystając wyłącznie z imadła i pilników. Zapytany, czy to dorośli ograniczali mu dostęp do elektrycznych narzędzi, odpowiada, że gdy był w starszych klasach podstawówki, to rodzice nawet pozwoliliby mu skorzystać z warsztatu pod okiem kogoś dorosłego, ale był już wtedy w wieku, kiedy sam zaczął sobie zdawać sobie sprawę z ryzyka i nieco się obrabiarek obawiał.

Nauczony tym sposobem cierpliwości i przyzwyczajony do mozolnej dłubaniny Wołodia przerabiał na noże, oprócz brzeszczotów, także i inne kawałki stali, które mu z rozmaitych źródeł wpadły w ręce. Obeznał się przy tym nieco z różnymi gatunkami stali i nie przestawał szukać coraz lepszych materiałów.

Nóż do samego oglądania?
   
Rokiem przełomowym dla Wołodii był rok 2007, gdy nasz rozmówca zetknął się z wyrobami Joaha, częstochowskiego twórcy noży wykonywanych z ogromną precyzją i nierzadko traktowanych przez nabywców nie jako narzędzia do pracy, tylko jako okazy kolekcjonerskie.

– Najpierw byłem zachwycony znakomitą jakością wykonania noży Joaha, dopracowaniem szczegółów i wykończeniem na poziomie niemal jubilerskim – Wołodia wspomina pierwsze wrażenie i mówi, że kontakt z tymi wyrobami zainspirował go do spróbowania czegoś podobnego. – Trochę inaczej spojrzałem wtedy na nóż. Zobaczyłem w nim coś więcej, niż tylko narzędzie do codziennej pracy. Okazało się, że nóż może być także dziełem sztuki, unikalnym precjozum i obiektem zawistnych westchnień innych zbieraczy. Pozazdrościłem Joahowi, ale i pomyślałem sobie, że nie święci garnki lepią. Skoro ktoś może takie cudeńka wytwarzać, to ja też – opowiada Wołodia i dodaje, że kontakt z kolekcjonerami noży przyczynił się do gwałtownego rozwoju jego wiedzy i umiejętności.
   
– Miałem już wtedy małą szlifierkę taśmową zakupioną za sto złotych w supermarkecie, kupowałem noże heblarskie, bo jakość użytej do ich wyrobu stali mnie satysfakcjonowała i przerabiałem je na całkiem już dobrej jakości noże sprawdzające się znakomicie na działce, w garażu, czy na pikniku – relacjonuje Wołodia i uzupełnia, że wtedy właśnie zrozumiał, iż samymi technikami ślusarskimi nie zrobi noży dla najbardziej wymagających użytkowników. Tego, czego mógł się nauczyć szlifując stal na zimno już się nauczył i trzeba było pójść krok naprzód.

Rozkręciło się na gorąco
– Zakupiłem wtedy swoją pierwszą kotlinę kowalską, a od wujka dostałem kowadło i zacząłem się uczyć kucia. Na początek przekuwałem na noże pióra resorów samochodowych, potem zabrałem się za przekuwanie łożysk wykonanych z twardszych gatunków stali narzędziowych. Wtedy też zacząłem się uczyć podstaw obróbki cieplnej stali – mówi nasz rozmówca.
   
Wołodia na kilkanaście miesięcy poświęcił się całkowicie zdobywaniu nowych umiejętności. Z internetowych forów dyskusyjnych dla miłośników kowalstwa i płatnerstwa pozyskiwał wiedzę teoretyczną, ale z zastosowaniem jej w praktyce miał początkowo spore trudności.

– Okazało się, że pomimo przeczytania setek fachowych porad, wszystkiego niestety trzeba się było nauczyć samemu metodą prób i błędów. Na początku było bardzo ciężko, nieraz przegrzewałem obrabiany materiał, gołym okiem było widać ziarno źle zahartowanej stali, a jej parametry były nie do zaakceptowania – Wołodia opowiada, że w końcu nauczył się rozpoznawać temperaturę rozgrzanej stali po kolorze i dopiero wtedy zapanował nad procesem obróbki cieplnej i zaczął być zadowolony z efektów swojej pracy. Wyeliminował przypadkowość i osiągnął powtarzalność na przyzwoitym poziomie. Nareszcie finalne efekty jego pracy zaczęły odpowiadać zamierzonym planom.

– Wtedy moje noże również zaczęły być ładne – śmieje się Wołodia. – Wcześniej były tylko funkcjonalne i ergonomiczne, ale wyglądały raczej surowo, bo nie pieściłem się zanadto z ich ostateczną obróbką. Forma jednak nareszcie dogoniła treść.

Nie spoczął na laurach.
Wołodii jednak nie wystarczało to, co zdołał osiągnąć. Postanowił sięgnąć po materiały z najwyższej półki i zainteresował się niszowymi stalami ery kosmicznej.

– Zacząłem kupować stale narzędziowe i wysokowęglowe, by wytwarzać z nich noże dla najbardziej wymagających użytkowników. Znów jednak miałem kłopot z hartowaniem, bo obróbka cieplna stali węglowych wymaga o wiele większej precyzji i pracy w ścisłym reżimie technologicznym. Musiałem więc wozić swoje noże do hartowania do Gliwic, gdzie pracuje dobrze znany w Częstochowie wytwórca noży Trollsky. Korzystałem z pomocy Trollsky’ego aż do ubiegłego roku – opowiada Wołodia.

Zawodowe hobby
W ubiegłym roku Wołodii udało się pozyskać dotację na rozpoczęcie własnej działalności gospodarczej. Najważniejszym zakupem był własny piec hartowniczy.

– W maju założyłem własną firmę i robienie noży, które było pasją, stało się zawodem – cieszy się Wołodia i tłumaczy, że zawód nożownika nie ma nic wspólnego z jego wykształceniem, bo skończył studia pedagogiczne i z dyplomu wynika, że jest humanistą.

Zawodowa produkcja noży nieco zmieniło podejście Wołodii do ich wytwarzania. Mniej ma teraz czasu na poszukiwania nietypowych materiałów i samodzielne eksperymentalne badanie ich właściwości. Jego własne doświadczenie i opinie zadowolonych klientów wyselekcjonowały dwa gatunki stali, z których powstaje teraz większość „seryjnych” modeli. Można sobie wybrać nóż z „węglówki”, ewentualnie nóż z „nierdzewki”. Firma LKW Knives proponuje do wyboru stal D2 i stal N690 z dwóch powodów. Po pierwsze są to stale mające dobrą opinię wśród użytkowników, bo krawędzie tnące noży z tych stali nie kruszą się zanadto ani zbytnio nie rozklepują i noże nie wymagają częstego ostrzenia. Po drugie zaś Wołodia zna te stale bardzo dobrze i świetnie opanował proces ich obróbki cieplnej. Na rękojeści twórca stosuje głównie materiał o nazwie G-10, który jest zbrojonym włóknami laminatem nieczułym na warunki atmosferyczne i twardym jak kamień, a pochewki robi z kydexu – tworzywa dostosowującego się do kształtu noża na gorąco.

Dla każdego coś ostrego
Wołodia wytwarza także jedyne i niepowtarzalne noże na specjalne zamówienia. Niektórzy użytkownicy bowiem chcą mieć coś indywidualnego, czego nie ma nikt inny. Myśliwi na przykład lubią naturalne materiały i nierzadko chcą rękojeść z poroża, a wędkarzom może się podobać skóra jesiotra. Zdarzają się klienci pragnący mieć rękojeść z egzotycznych gatunków drewna o fantazyjnym układzie słojów, są też tacy, którym się podoba łączenie tych materiałów np. z mosiądzem. Jeśli ktoś chce pochewkę ze skóry wytłaczanej, czy malowanej, wtedy Wołodia prosi o pomoc częstochowskiego majstra o pseudonimie Hobbit, który od lat wykonuje nożową galanterię ze skóry. Nasz rozmówca jest w stanie wykonać również bajkowe kształty głowni, czy nietypowe szlify, ale mówi, że z coraz mniejszą ochotą realizuje takie bardzo specyficzne projekty.

– Przez wiele lat pracy nożami nauczyłem się dobrać kształt, wielkość i parametry noża do prac, jakie ma on wykonać. Geometria głowni i szlif powinny odpowiadać zadaniom i muszą być im podporządkowane. To zastosowanie narzuca formę nożowi i w nożu użytkowym raczej nie ma miejsca na eksperymenty, a chcę głównie robić noże użytkowe – tłumaczy Wołodia i dodaje, że w jego warsztacie wyewoluowało kilka szablonów noży do różnych zadań, których konstrukcja narzuca się sama. Klienci dzięki temu dostają produkt, po którym wiadomo czego się można spodziewać.

Światowa kariera
Pytany o sukcesy Wołodia skromnie mówi o tym, że był na kilku wystawach i targach, prezentował swoje wyroby w Warszawie, Pradze, a ostatnio w Ostrawie jego noże zajęły IV miejsce w konkursie. Nasz rozmówca jednak o wiele bardziej cieszy się z tego, że jego wyroby są doceniane przez tych, którzy nimi pracują.

– Noża mojej produkcji używa na przykład Jerzy Romańczuk – mówi Wołodia z dumą i opowiada o słynnym polskim podróżniku i traperze, byłym żołnierzu jednostek specjalnych, miłośniku bytowania na łonie natury, przyjacielu Indian i ekspercie od polowań z łukiem. O wystawach ledwie wspomniał, ale o nożu w rękach Romańczuka mówi z wielką dumą. Oczywistym jest, że dla Wołodii nóż to nie bibelot. Nóż to narzędzie.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

KLIKNIJ                                                                       I OGLĄDAJ                                                      Nowy ład w                                                Urzędzie Miasta                                                  bez Biura Ładu Korporacyjnego

Dołącz do nas!

Zapisz się do Newsletera

Udało się zasubskrybować! Ups! Coś poszło nie tak...
Archiwum gazety
Edit Template
Materiały audio
Materiały wideo

Kontakt

Tygodnik Regionalny 7 dni

Al. Wolności 22 lok. 12
42-200 Częstochowa

Biuro reklamy

tel. 34 374 05 02
kom. 512 044 894
e-mail: marketing7dni@gmail.com
e-mail: redakcja7dni@interia.pl

 
Redakcja

tel. 34 374 05 02
e-mail: redakcja@7dni.com.pl
e-mail: redakcja7dni@interia.pl

Wydawca 7 dni

NEWS PRESS RENATA KLUCZNA
Al. Wolności 22 lok. 12
42-200 Częstochowa
NIP: 949-163-85-14
tel. 34/374-05-02
mail: redakcja@7dni.com.pl

Media społecznościowe

© 2023 Tygodnik Regionalny 7 dni
Partnerzy: Serwis drukarek i laptopów Optima-MD
Przejdź do treści