To, że posłanka Izabela Leszczyna nie cieszy się zaufaniem Donalda Tuska – wiemy. Premier rządu i przewodniczący Koalicji Obywatelskiej, po zaledwie 1,5-rocznym sprawowaniu przez nią funkcji ministry zdrowia, usunął Leszczynę ze swojego rządu, czym zakończył erę – jak sam stwierdził: „politycznych niefachowców”. Innego zdania niż szef KO są członkowie lokalnych struktur partii, którzy w sobotnich wyborach na przewodniczącego Koalicji Obywatelskiej w Częstochowie oddali głos na Leszczynę. W szranki z posłanką stanął poseł Andrzej Szewiński, który – co prawda nieznacznie (głosami 6 osób) starcie o przywództwo jednak przegrał. Prócz szefowej częstochowskiej KO, wybrano lokalny zarząd partii. Wymagał on pilnych zmian, gdyż zasiadali w nim byli (zawieszeni) działacze KO z zarzutami prokuratorskimi (mowa o Bartłomieju S. i Łukaszu B., odnoszących tyle co sukcesy zawodowe i polityczne dzięki protekcji Izabeli Leszczyny).
Mimo że wybory przeszły już do historii, nie milkną pomruki niezadowolenia, niektórych członków lokalnej KO.
Na kilka dni przed wyborami na przewodniczącego Koalicji Obywatelskiej w Częstochowie znana była co najmniej jedna kandydatura – posłanki Izabeli Leszczyny. Ptaszki ćwierkały o kolejnych dwóch: pośle Andrzeju Szewińskim i Pawle Bogdale. Ten ostatni ogłosił jednak w piątek, że starował w wyborach nie będzie. Zaufane źródła donoszą, że to właśnie ten fakt wymusił na dotychczasowej szefowej struktur KO pilne działania przeciągające na swoją stronę działaczy niezdecydowanych lub zapomnianych. Niemały więc orzech do zgryzienia i kredyt polityczny będzie zapewne miała częstochowska Lewica z Matyjaszczykiem włącznie.
Już na początku sobotnich wyborów w KO doszło do poważnego zgrzytu. Część przybyłych na głosowanie członków, posiadała w telefonach elektroniczne potwierdzenia wpłaty składek, bez których uiszczenia nie można brać udziału w wyborach. „Kontrolerzy” domagali się potwierdzenia na papierze. Sprawa oparła się o centralę wojewódzką w Katowicach, która ostatecznie rozstrzygnęła legalność elektronicznych potwierdzeń.
Kolejny ambaras powstał po wejściu członków KO na salę w kamienicy kupieckiej w II alei. Pomieszczenie, gdzie zazwyczaj odbywają się zebrania nie przekraczające liczbowo 20-25 osób, a docelowo jest przeznaczone dla maksymalnie 60, nie mogło pomieścić prawie 120 działaczy zaproszonych na wybory. Część z przybyłych, z braku miejsc siedzących podpierała ściany, a pozostali stali na korytarzu, co zresztą widać na zdjęciach opublikowanych w częstochowskiej Gazecie Wyborczej. Jeśli zamiarem biura lokalnej KO było zrobienie wrażenia tłumu – to efekt został osiągnięty.
O ile dotychczas ktoś mógłby zarzucić czepialstwo, to argument o wątpliwej tajności wyborów – jest nie do podważenia. Upchnięci jak śledzie w niewielkiej salce ludzie patrzyli sobie w kartki, choć to, które nazwisko zakreślają miało być tajne.
Na pierwszy ogień poszło głosowanie na przewodniczącego Koalicji Obywatelskiej w Częstochowie. Padły dwie kandydatury: posłanki Izabeli Leszczyny i posła Andrzeja Szewińskiego. Wynik: 63 do 53 dla Leszczyny. Wybór dwóch wiceprzewodniczących (mogło być trzech) rozegrał się między ludźmi Leszczyny: Łukaszem Pabisiem (wiceprezydentem Częstochowy) i Anettą Ujmą (wicedyrektorką KRUS w Częstochowie), a posłem Andrzejem Szewińskim. Starcie wygrali Pabiś i Szewiński. W skład zarządu partii weszli także: skarbnik – Wojciech Bojarski z młodzieżówki KO, sekretarz – Joanna Rekwirewicz, radna miejska z upadłością konsumencką oraz członkowie: Marcin Biernat (przewodniczący rady miasta), Marta Salwierak (wiceprzewodnicząca rady) i przewodnicząca Nowoczesnej w regionie częstochowskim Anetta Ujma. Ze stanowiskami w strukturach formacji pożegnali się: Bartłomiej S., Łukasz B., Barbara Gieroń i Marcin Korzeniec.
Okrojony skład zarządu potwierdza tezę demagogów, że częstochowska KO jest w głębokim kryzysie. Część członków tłumaczy go brakiem świeżej krwi. Nie ma jej i nie będzie dopóki o członkostwie w partii Donalda Tuska w regionie częstochowskim decydowała będzie przede wszystkim osoba przewodniczącej Leszczyny, choć w teorii decyduje zarząd. Jaskrawy przykład tego, jak demokratyczna partia traktuje koalicjantów, pokazało sobotnie spotkanie wyborcze.
Pod koniec 2025 roku Donald Tusk ogłosił nowy projekt polityczny – połączenie w jedną formację dotychczasową Platformę Obywatelską z rozwiązanymi w tym samym czasie partiami: Nowoczesna Adama Szłapki i Inicjatywa Polska Barbary Nowackiej. Nowe dzieło nosi nazwę Koalicja Obywatelska. Uzgodnienia międzypartyjne zakładały, że członkowie obu zlikwidowanych ugrupowań Szłapki i Nowackiej mają zostać przyjęci do KO na specjalnych warunkach – bez konieczności zachowania sześciomiesięcznego okresu przynależności do partii przed udziałem w wyborach wewnętrznych, w których mają prawo głosować.
W regionie częstochowskim Nowoczesna Szłapki dysponowała kilkunastoma członkami, a Inicjatywa Polska Nowackiej ponad 40-ma. Można odnieść wrażenie, że fakt zjednoczenia trzech partii nieco umknął lokalnym działaczom KO.
Na kilka tygodni przed wyborami częstochowskich władz KO, w Centralnym Rejestrze Członków (CRC), wyświetliły się nazwiska osób, które wzbudziły lęk dotychczasowego zarządu z Izabelą Leszczyną na czele. Zapachniało próbą przejęcia przywództwa lokalnych struktur KO. I rzeczywiście, z ponad 40 nowych członków przejętych od Inicjatywy Nowackiej, kilkanaście osób miało rodowód platformiany. Jednak z okładem 30 dusz przeszło pełną weryfikację. Co więcej, 10-ciu przedstawicieli z regionu częstochowskiego uczestniczyło w ostatnim, pożegnalnym kongresie Inicjatywy w Warszawie, podczas którego delegaci podjęli uchwałę o samorozwiązaniu ugrupowania. To wówczas Barbara Nowacka podkreślała znaczący wkład Inicjatywy w nowy projekt Tuska, za przykład podając mocne struktury częstochowskie.
Przyjęcie w poczet członków KO, działaczy Nowoczesnej Szłapki i Inicjatywy Nowackiej okazało się jednak w Częstochowie – w przypadku Inicjatywy – niemożliwe. Jak twierdzą nasze źródła, posłanka Leszczyna zadbała, by ponad 30-osobowa reprezentacja partii Nowackiej (z pominięciem członków o rodowodzie platformianym) ze specjalnych warunków uzgodnionych na najwyższym szczeblu, nie mogła skorzystać. Żaden z aktywistów Nowackiej nie został do udziału w wyborach wewnętrznych KO dopuszczony, nawet ci, którzy wraz z Nowacką gasili światło. A tak na marginesie, Barbara Nowacka umyła ręce jak Piłat w sprawie swoich członków i respektowaniu uzgodnień koalicyjnych, bo zapewne własne cele partyjne osiągnęła.
Fakt ten daje inną perspektywę na wynik sobotnich wyborów, lokalnych władz KO.
Problemy działaczy Inicjatywy Nowackiej nie dotyczyły członków Nowoczesnej Szłapki. Kilkunastoosobowa załoga pod przewodnictwem Anetty Ujmy (od czerwca 2024 roku wicedyrektorka częstochowskiego oddziału KRUS) brała udział w sobotnich głosowaniach. Działacze Nowoczesnej już wcześniej deklarowali poparcie dla Leszczyny za pośrednictwem swojej szefowej, więc na długo przed wyborami mogli spać spokojnie. Nie spotkał ich los wykreślania, blokowania, bo byli zapewne po „właściwej” stronie.
W 1887 roku znany polityk angielski Lorda Actona napisał„Władza ma tendencję do korumpowania, a władza absolutna korumpuje absolutnie”. To znaczy, że najbardziej deprawuje nie sama władza, ale władza bez ustalonych zasad lub ta, która pozbawiona kontroli może bezkarnie ustalone zasady łamać.
Renata R. Kluczna





5 komentarzy
Szczerze mówiąc, to wygląda jak typowy kabaret, a nie poważna działalność polityczna. Zamiast realnej debaty i wymiany świeżych pomysłów dla regionu, mamy tu przepychanki personalne, partyjne know-how i kombinowanie, kto bardziej przypasuje „centrali”. Tymczasem ludzie oczekują od polityki konkretnych działań, a nie powielania starych układów prowadzących donikąd.
Najpierw dowiadujemy się, że lokalni działacze postanowili poprzeć osobę, którą krajowe kierownictwo już dawno zdyskwalifikowało – tak jakby lokalne struktury operowały w jakiejś alternatywnej rzeczywistości. Głosowanie przypominało bardziej walkę klanów niż demokratyczne wybory, a dopuszczanie czy blokowanie ludzi na listy wygląda jak polityczna gra o wpływy, a nie poważna selekcja liderów.
Oczywiście groteskowo zabrzmiał problem sali i tłoku – jeśli partia nie potrafi zapewnić normalnych warunków do głosowania, to już powinno samo w sobie skłonić do refleksji nad jakością działań organizacyjnych. A na koniec mamy opis, jak istotne ustalenia i uzgodnienia na wyższym szczeblu zostały… po prostu zignorowane. To pokazuje, że zarówno miejscowi, jak i centralni działacze bardziej dbają o frakcyjne interesy niż o to, co powinno być priorytetem: spójność, transparentność i realne wsparcie dla wyborców.
Takie wewnętrzne przepychanki tylko utwierdzają społeczeństwo w przekonaniu, że partie myślą głównie o swojej własnej stabilności i przetrwaniu – a nie o tym, aby służyć obywatelom. Czy o to naprawdę chodzi w polityce?
,,Czy o to naprawdę chodzi w polityce?”
TAK.
Wyborcy to widzą, a następnego dnia głosują na tych, którzy tak postępują i są później zdziwieni, że jest, jak jest.
Ludzie opamiętajcie się, potrzebne są rozliczenia w częstochowskich strukturach. Sprawa Bartka to kamień u szyi, który w najbliższych wyborach pociągnie KO na dno. Dlatego trzeba się z niej pokajać przed ludźmi. Tylko Pan Witek miał odwagę napisać przepraszam. Poseł spoza Częstochowy, rozumiecie to? A gdzie przepraszam że strony częstochowskiej????
@Wgłowie się nie mieści
Brak przepraszam ze strony częstochowskiej KO a przeprosiny członka tej samej partii spoza tego miasta potwierdza tylko opinię mieszkańców okolic Częstochowy o jej mieszkańcach.
Kurewski półświatek… polityka w takim wydaniu to syfiaste szambo… rozkładu!