Kilka dni temu lokalne media obiegła wiadomość o sądowym sukcesie działacza Lewicy Janusza Danka. Były p.o. wicedyrektora ds. marketingu w częstochowskim MOSiR-e został pod koniec maja zwolniony dyscyplinarnie po tym, gdy władze instytucji miejskiej obarczyły go odpowiedzialnością za nadużycia przy rozliczaniu czasu pracy ratowników wodnych z WOPR w Częstochowie i OPR w Opolu, którzy świadczyli usługi na miejskich pływalniach. Danek głośno protestował przeciwko tej decyzji i złożył pozew do sądu o przywrócenie go do pracy.
Media ogłosiły: „Danek wygrał z MOSiR sprawę w sądzie”.
MOSiR odpowiada: „Tak naprawdę nie było żadnej sprawy”.
Okazuje się, że MOSiR przedstawia zupełnie inną wersję wydarzeń twierdząc, że do starcia na sali rozpraw w ogóle nie doszło. Co kryje się za tym dwugłosem? Kluczem do zagadki jest fakt, że orzeczenie Sądu Pracy miało charakter zaoczny, co oznacza, iż zabrakło merytorycznej obrony ze strony MOSiR-u.Czy wobec tego, Danek rzeczywiście dowiódł swojej niewinności?
MOSiR zaliczył potężną wpadkę proceduralną. Z ustaleń redakcji 7 dni wynika, że do realnego starcia w sądzie w ogóle nie doszło – nie odbyła się ani jedna rozprawa, a sędzia nie wysłuchał argumentów obu stron. Z powodu rażącego błędu formalnego prawnika MOSiR-u, sąd nie przeczytał ani jednej kartki oficjalnego stanowiska MOSiR-u, w ogóle nie zapoznał się z jego wyjaśnieniami. Pismo procesowe MOSiR-u trafiło wprost do sądowego kosza.
Szczegóły wady formalnej pozostają tajemnicą. Z nieoficjalnych ustaleń redakcji 7 dni wynika, że dokumenty miała podpisać osoba, która w ocenie sądu nie miała do tego prawa. W teorii, podpis pod pismem powinien złożyć ówczesny dyrektor MOSiR-u Tomasz Łuszcz, jednak w praktyce Łuszcza w MOSiR-e już nie było – najpierw przebywał na zwolnieniu lekarskim, a zaraz potem przeszedł na emeryturę. Wygląda na to, że w tym chaosie kadrowym zabrakło osoby z odpowiednimi uprawnieniami do podpisywania dokumentów, chociażby do sądu.
Z drugiej jednak strony – o czym donoszą źródła 7 dni – późniejsze pisma do częstochowskiej prokuratury podpisała dokładnie ta sama osoba, chociaż zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa zdążył jeszcze złożyć dyrektor Łuszcz. Śledczy jednak pism nie odrzucili. I tu wypada przypomnieć, że Prokuratura Rejonowa Częstochowa-Północ prowadzi śledztwo w sprawie podejrzenia popełnienia przestępstwa przy rozliczeniach finansowych podmiotów zewnętrznych w MOSiR. Ma to związek ze zwolnieniem dyscyplinarnym Janusza Danka, który w tamtym okresie odpowiadał właśnie – zdaniem MOSiR-u – za funkcjonowanie miejskich pływalni.
Sąd Pracy, wydał wyrok w trybie zaocznym, przywracając Janusza Danka do pracy wyłącznie na podstawie dokumentów dostarczonych przez niego samego. Decyzja ta opiera się więc na jednostronnej ocenie sytuacji, przedstawionej przez zwolnionego dyscyplinarnie Danka, ponieważ MOSiR sam pozbawił się głosu w tej sprawie.
Konsekwencje, chociażby finansowe są niemałe. Sądowy nakaz przywrócenia Danka do pracy wymusił na MOSiR-e odkurzenie gabinetu wicedyrektora ds. marketingu, w którym – jak informują nasze źródła – miał pojawić się w środę. Danek wraca na dotychczasowe stanowisko i będzie pobierał to samo co wcześniej wynagrodzenie.
Dla MOSiR-u to wizerunkowa kompromitacja, ale sprawa wcale nie jest zamknięta. Od wyroku zaocznego instytucja miejska będzie składała sprzeciw. Jeśli nowy prawnik MOSiR-u tym razem dopełni formalności, proces ruszy od nowa, tym razem w pełnym wymiarze. Wtedy dyrekcja zyska szansę na przedstawienie swoich dowodów, a sąd wreszcie zbada merytoryczną stronę sporu i oceni, czy dyscyplinarne zwolnienie Danka było uzasadnione czy też nie.
Renata R. Kluczna




1 Komentarz
Szanowna Pani redaktor, na myśl, tak z marszu, przychodzą dwa pytania.
Kto sprawuje bezpośredni nadzór nad MOSIR-em? Kiedy referendum?