Nie ulega wątpliwości, że częstochowianie chcą zieleni i drzew, skwerów i parków, i że ekologia jest dla nich bardzo ważna. Niestety władze miasta nie nadążają za tym, jakie są oczekiwania społeczne. Lekką ręką CUK [Centrum Usług Komunalnych] wydaje 1 milion 400 tysięcy złotych na zazielenienie kawałka terenu, sprowadzając z Holandii zaledwie kilkanaście platanów na plac Pamięci Narodowej w Częstochowie. – Można się zastanowić, czy to jest sensowne, czy rzeczywiście tego typu zieleniec jest tego wart, bo efekt ekologiczny nie będzie tak dobry, jak gdybyśmy posadzili zwykłe drzewa w setkach czy tysiącach. Ekologia to nie jest uciążliwość, wyrzeczenie – wręcz przeciwnie – ona wpływa na dobre zdrowie i komfort życia mieszkańców, sprzyja relaksowi, uprawianiu sporów itd. To dobra inwestycja w nasze zdrowie fizyczne i psychiczne – tak temat ekologii postrzega nasz rozmówca Piotr Strach (Polska 2050). – Dziś chciałabym porozmawiać z panem o ekologii. Czy to problem, że w Częstochowie nagminnie wycinane są drzewa?– Tak, mamy problem z ekologią w Częstochowie, zwłaszcza przy dużych inwestycjach, np. przebudowa DK1, czy DK46. To są tysiące wyciętych drzew – okazałych, a oprócz tego masa małych drzew, których jest tak wiele, że są przez magistrat liczone w metrach kwadratowych powierzchni.I tu od razu pojawia się następny temat – nasadzeń zastępczych. Nasadzenia zastępcze w mieście to kpina z zieleni miejskiej. Na przykład teraz jest rozbudowywana droga DK46 – wzdłuż torów kolejowych od dzielnicy Trzech Wieszczów aż do ul. Głównej. Wycięto tam tysiące drzew, a nasadzeń planuje się zaledwie około 300. A wiadomo, że nowe drzewa to są po prostu sadzonki, czyli drzewka, które będą spełniać jakiekolwiek pożyteczne funkcje dla miasta za kilkadziesiąt lat. Zresztą pod warunkiem, że w międzyczasie nie uschną, co w mieście zdarza się dość często. By Częstochowa nie stała się nieprzyjazną dla mieszkańców betonową pustynią, należy sadzić drzewa. Zwłaszcza jeśli chodzi o nasadzenia zastępcze, to ja mam duży zarzut do miasta, że zdarza się, że korzysta ze spec ustawy, by sadzić mniej niż wycina. Czyli nie robi tego w dobrej wierze, tylko wykorzystuje przepisy i jeśli może, to unika nasadzeń zastępczych w odpowiedniej ilości. To jest duży problem, przez to mamy deficyt w nowo sadzonych drzewach. Miasto w ogóle o to nie dba, zadowalając się gwarancjami na nowe sadzonki. – Mówi pan o gwarancjach na nowo posadzone drzewka, co to takiego?– Bardzo często w przetargach na wykonawstwo infrastruktury jest ujmowane, że firma, która sadzi drzewa musi na kilka lat zagwarantować, że drzewo się przyjmie, a jeśli np. uschnie, to wykonawca musi zasadzić nowe. Dlatego często firmy podlewają te drzewka, by nie uschły. Są różne systemy, np. worki, które się napełnia wodą i w miesiącach suchych woda powoli spływa z nich do masy korzeniowej.Pamiętajmy, że młode drzewa są przeważnie sadzone przy dopiero co odremontowanych drogach, gdzie podłoże nie jest dla nich korzystne, a projektant drogi zwykle nie dba o właściwe nawodnienie zieleni wokół, tylko o szybkie spływanie deszczówki do miejskiej kanalizacji. – Spacerując po Częstochowie widać, że niektóre z uschniętych drzew nie są wcale „wymieniane” i po jakimś czasie po prostu znikają, pozostawiając puste miejsca…– Zgadza się. Ja postulowałem, w ramach programu „Częstochowa na zielonym szlaku”, ewidencję miejskich drzew i stworzenie ich bazy, żeby miasto wiedziało, gdzie i jakie drzewa ma w swoich zasobach. Bo często jest tak, że miasto interesuje się tym dopiero wtedy, gdy jest jakaś inwestycja i trzeba coś zmienić.Magistrat nie traktuje zieleni jako kapitału, a bardziej jako przeszkody w inwestycjach albo zbyteczne chwasty. Dopiero gdy drzewostanu zabraknie tak naprawdę widać, jak kosztowna i długotrwała jest jego odbudowa. Np. w częstochowskim Budżecie Obywatelskim, jeśli mieszkańcy wnioskują o nasadzenia drzew, to miasto wycenia jedno drzewo nawet na 1.000 złotych. Czyli jeśli zwykła sadzonka, tzn. jej kupno, przywiezienie, posadzenie i dbanie o nią aż tyle kosztuje, to jest konkretny pieniądz, a to tylko jedno drzewo. Jeśli chcemy ich posadzić przykładowo 100, to kwota robi się olbrzymia. My w mieście nie doceniamy tego co mamy i wycinamy stare drzewa, a potem orientujemy się, że posadzenie nowych drzew to ogromny koszt.Przykładem takich kosztów może być właśnie zazielenianie placu Pamięci Narodowej. To jest temat moim zdaniem bardzo kontrowersyjny, bo skoro CUK [Centrum Usług Komunalnych] wydaje na ten cel publiczne pieniądze w kwocie 1 miliona 400 tysięcy złotych, to pokazuje skalę problemu. Proszę zwrócić uwagę, że gdyby liczyć to oficjalnym miejskim cennikiem, to można by posadzić w mieście za tę sumę prawie 1.500 drzew. Podczas gdy miasto sprowadza z Holandii zaledwie kilkanaście platanów. W stosunku do tego, co my tam osiągniemy, to można się zastanowić, czy to jest sensowne, czy rzeczywiście tego typu zieleniec jest tego wart. Bo efekt ekologiczny nie będzie tak dobry, jak gdybyśmy posadzili zwykłe drzewa w mieście w setkach czy tysiącach. – Jak pan myśli, dlaczego aż z Holandii?– Trudno mi powiedzieć. Promuje się na tym prezydent Krzysztof Matyjaszczyk [SLD] i radny Łukasz Kot [SLD], więc należałoby ich o to spytać, czy rzeczywiście Częstochowa tak budżetowo dobrze stoi, że sprowadzamy sobie drzewa z Holandii, kiedy mamy u siebie piękne rodzime gatunki, które nawet lepiej by sobie radziły w tym konkretnym miejscu. Ja jestem za odbetonowaniem i zazielenianiem miasta, tylko czasem się zastanawiam nad sensownością niektórych działań włodarzy. Bo wiele dobrego można osiągnąć mniejszym nakładem finansowym. A miastu pieniędzy brakuje, zwłaszcza teraz w dobie kryzysu, inflacji, zadłużenia miasta. Tymczasem lekką ręką wydajemy 1 milion 400 tysięcy złotych na zazielenienie kawałka placu, a efekt ekologiczny będzie niewielki, raczej propagandowy. – Wychodzi na to, że władze miasta wpisują się w ogólnokrajowy trend…– Tak, to bardzo dziwi, że nasze lewicowe przecież władze, z tą ochroną przyrody są tak na bakier. To widać właśnie po tym masowym wycinaniu drzew i nowo powstającej betonozie. Bo jest masa rzeczy, które można zrobić lepiej i taniej. Chociażby tzw. antysmogowe torowisko tramwajowe w centrum miasta. Przecież to była jedna z największych inwestycji w mieście ostatnich lat. Tymczasem wysypaliśmy tłuczeń na większości odcinka i wylali tzw. antysmogowy beton, którego moim zdaniem skuteczność jest wątpliwa, a zielonego torowiska, takiego z trawą mamy zaledwie 400 metrów. Można powiedzieć, że straciliśmy pokoleniową szansę, żeby linia tramwajowa była nie tylko ekologiczna, ale też estetyczna, bo ta zieleń na al.