Na mapach chorób zakaźnych, tworzonych przez Światową Organizację Zdrowia widać, że zakaźne choroby znikają tylko w krajach, gdzie szczepieniom poddają się całe narody. Niedoinformowani rodzice małych dzieci dali się porwać panice. Histerycznie boją się szczepionek. Są przerażeni, bo na internetowych czatach dla młodych matek, między przepisami na klopsiki, a instrukcją wywabiania plam, znajdują szokujące apele o zaniechanie szczepień, uzasadniane tym, że w szczepionkach jest rtęć. Pediatrzy byli kilka lat temu zszokowani nowinami publikowanymi przez prof. Marię Dorotę Majewską, które wywołały tę histerię w Polsce. W wypowiedzi dla TVN prof. Majewska wyraziła wątpliwości co do bezpieczeństwa szczepionek z tiomersalem i przedstawiła hipotezę dotyczącą wywoływania przez ten związek autyzmu u małych dzieci. Polskie Towarzystwo Wakcynologii natychmiast wystosowało list protestacyjny, zarzucający prof. Majewskiej „brak obiektywności, celowe i nieodpowiedzialne manipulowanie opinią publiczną i wprowadzanie pacjentów w błąd”.Prof. Majewska, neurobiolog z zakładu farmakologii Instytutu Psychiatrii i Neurologii prowadziła badania nad autyzmem i potencjalną rolą tiomersalu, czyli etylenu rtęci w patogenezie tej choroby. Tiomersal (thimerosal, timerosal, thiomersalum) to związek dodawany do szczepionek (od lat 30-tych ubiegłego wieku) jako konserwant, który hamuje rozwój bakterii i innych patogenów zanieczyszczających szczepionki. Ciekawostką jest, że wiele kobiet protestujących przeciwko tiomersalowi w szczepionkach codziennie go używa, bo występuje on także w wielu kosmetykach. Rtęć nie zabija od razuBadania nad wpływem tiomersalu na organizm człowieka rozpoczęła 18 lat temu amerykańska FDA (Food and Drug Administration). Badano wtedy zawartość związków rtęci we wszystkich produktach medycznych i żywnościowych. Ustalono, że rtęć, by zatruć organizm, musi się kumulować przez długi czas, bądź dostać do organizmu w dużej dawce. Oprócz powodowania łagodnych, miejscowych odczynów poszczepiennych, badania nie wykazały szkodliwości działania tiomersalu w szczepionkach. Pod naciskami opinii publicznej producenci szczepionek uzgodnili jednak, że należy dążyć do zredukowania ilości, a docelowo wyeliminowania tiomersalu ze szczepionek Na zachodzie odpowiednikiem prof. Majewskiej był wtedy niejaki dr Andrew Wakefield, autor publikacji w piśmie „The Lancet”, gdzie opisał 12 przypadków chorych na autyzm dzieci, które wcześniej były zaszczepione przeciw różyczce, odrze i śwince. Sugerował on, że szczepionka uruchamia powstawanie tajemniczego białka, które uszkadza mózg, powodując autyzm.Wakefield ostatecznie przyznał się do manipulacji. Okazało się, że jego wypowiedzi sponsorowali prawnicy rodziców dzieci z autyzmem w celu wyłudzenia odszkodowań. „The Lancet” wykreślił z archiwów publikację Wakefielda, a redakcja czasopisma oficjalnie przyznała, że praca ta nigdy nie powinna być cytowana. Panikę zasiać najłatwiejW niektórych państwach, np. w Niemczech, szczepionkę opisywaną przez Wakefielda podaje się inaczej niż u nas. Robi się to dwukrotnie, co sześć tygodni w drugim roku życia, a w Polsce w odstępie około ośmiu lat. Pomiędzy Niemcami a Polską nie ma natomiast statystycznej różnicy w liczbie zachorowań. Gdyby więc szczepionka wywoływała autyzm, pomiędzy krajami byłyby znaczne różnice w liczbie zachorowań. Wystąpienie autyzmu u dzieci i podawanie niektórych szczepionek bywa natomiast zbieżne w czasie. Szczepienia są akurat w tym samym okresie, gdy występują pierwsze oznaki autyzmu. Dlatego pediatrzy i wakcynolodzy pilnują, by nie przyspieszać niektórych procesów chorobowych, co może stać się po podaniu szczepionki, bo na krótki czas obniża ona odporność organizmu. Oczywistym jest więc, że przed szczepieniami należy dziecko dokładnie zbadać, a dzieci z podejrzeniem choroby się nie szczepi. Rtęć ze szczepionki jest wydalana z organizmu niemowląt w kilka dni, a jej stężenie nie jest większe, niż w środowisku naturalnym i pokarmach. Według wyników badań ilość tiomersalu w szczepionkach jest bezpieczna nawet dla kobiet w ciąży, a tylko o u 2,5 proc. szczepionych dzieci dochodzi do miejscowych skórnych reakcji alergicznych pojawiających się wyłącznie w miejscu wkłucia. Tiomersalu nie zawierają żadne polskie szczepionki przeciw grypie ani przeciw WZW typu B. Jest obecny jedynie w szczepionkach przeciwko błonicy, tężcowi i krztuścowi, zwykle w dawce nie przekraczającej 0,01 proc. Powszechnie wiadomo oczywiście, że rtęć jako pierwiastek jest szkodliwa. Występuje ona w ściekach, a co za tym idzie także w skażonej wodzie. Można ją znaleźć w rybach morskich i skorupiakach, a starsi Czytelnicy noszą ją w plombach z amalgamatu. Mało kto wie, że w jednej puszcze sardynek jest więcej rtęci, niż w szczepionce…Czy szczepienia to obowiązek?Pediatrzy mają prawny obowiązek informować rodziców o ryzyku zachorowania na choroby zakaźne, oraz o ryzyku powikłań i niepożądanych skutków ubocznych. Muszą też odnaleźć wszelkie przeciwwskazania, by zwolnić dzieci od szczepień obowiązkowych. Jeśli chodzi o szczepienia dodatkowe, to konieczna jest konsultacja z lekarzem specjalistą, by stwierdzić, jaka szczepionka nadaje się dla konkretnego pacjenta. Pod wpływem jednak internetowych fal histerii pojawiają się w naszym regionie rodzice, którzy próbują namawiać lekarzy do wypisywania zwolnień od szczepień obowiązkowych! Obowiązkowe szczepienia dziecka fundowane przez państwo kosztują około 3 tys. zł. Opłaca się to, bo taniej jest zapobiegać niż leczyć. Na początku XX w. na chorobę Heinego-Medina chorowało w Polsce rocznie ok. 6 tys. dzieci, z których kilkadziesiąt umierało. Na błonicę chorowało wówczas aż kilkadziesiąt tysięcy dzieci, a umierało niemal 10 proc. Krztusiec i gruźlica również zbierały obfite żniwo. Szczepienia ochronne ograniczyły liczbę zgonów małych dzieci. W ciągu 50 lat wskaźnik umieralności zmniejszył się ponad piętnastokrotnie.System szczepień obowiązkowych wynika z analizy stanu epidemiologicznego w każdym kraju. W Polsce budżet państwa płaci za szczepienia przeciw WZW B, gruźlicy, błonicy, tężcowi, krztuścowi, polio, Hib, odrze, śwince i różyczce. Istnieją także rekomendacje międzynarodowe wynikające z badań nad obszarami zagrożeń. Rozszerzenie obowiązkowego kalendarza szczepień jest kompromisem między wnioskami z badań, a zasobnością budżetu i nakładów finansowych na opiekę zdrowotną Nie ma w kalendarzu szczepionki przeciw pneumokokom i meningokokom, rotawirusom, WZW typu A, a także przeciw ospie wietrznej, która w Polsce atakuje 140 tys. dzieci rocznie. Sama ospa nie zabija, ale około tysiąca z tych dzieci musi się leczyć z powodów rozmaitych powikłań.Niemcy, przed wprowadzeniem szczepień przeciw ospie wietrznej do obowiązkowego kalendarza, porównali najpierw koszty szczepionek z kosztami leczenia. Nie wykazało to radykalnych korzyści dla budżetu, ale gdy policzono straty wynikające z nieobecności matek w pracy – wtedy finansowa racjonalność tych szczepień stała się oczywista. U nas niestety jeszcze w ten sposób się nie myśli. Lepiej wstrzykiwać zabite– Nowoczesne szczepionki jednorazowo zwiększają odporność przeciwko kilku chorobom jednocześnie – informuje dr. n. med. Paweł Grzesiowski, kier. Zakładu Profilaktyki Zakażeń Szpitalnych w Narodowym Instytucie leków.– Jest to możliwe dzięki temu, że są one o wiele łagodniejsze od tych stosowanych dawniej. Warto, by rodzice wiedzieli, że