Z kandydatem na posła ziemi częstochowskiej z listy Zjednoczonej Lewicy (SLD), Łukaszem Wabnicem rozmawia Renata Kluczna. – Nie tak dawno Łukasz Wabnic startował w wyborach samorządowych na radnego z listy SLD i radym został. A teraz co, zmiana planów?– Zmiana o tyle, że każdy człowiek potrzebuje ciągłego rozwoju. Jeżeli faktycznie jestem już tym radnym, też chcę się rozwijać. Walczę o mandat parlamentarny. Uważam, że jako parlamentarzysta mógłbym więcej spraw załatwić, choćby z tego względu, że miałbym biuro i osobę, która pomagałaby mi wiele rzeczy załatwić, bo jeżeli ja organizuje załóżmy festyn, czy jakąś imprezę miejską i jestem sam, to ciężko jest wiele rzeczy, mówiąc kolokwialnie „pochytać”, a w momencie gdybym miał strukturę organizacyjną, archiwum, mógłbym wydawać polecenia. Teraz znaleźć wolontariuszy jest naprawdę bardzo ciężko, więc jeżeli coś robię, to robię to od plakatu, po nagłaśnianie aż do wykonania. – Co chce więcej osiągnąć poseł Łukasz Wabnic niż może zrobić radny Wabnic?– W moim programie wyborczym znajdują się cztery elementy. Pierwsza rzecz: zależy mi, żeby w kodeksie postępowania karnego, to jest najprawdopodobniej art. 251, pojawił się paragraf 3, który jasno określiłby maksymalny okres przetrzymywania oskarżonego w areszcie tymczasowym. Przykładowo – ja mam mieszkanie i jest ono na kredyt, to kiedy zostaję np. przetrzymywany w areszcie tymczasowym, to rodzi całe mnóstwo problemów. Nie mam jak zarabiać, to analogicznie nie mam za co spłacać tego kredytu, a przecież są jeszcze wydatki bieżące. Nie wiem co teraz zrobię i żyję cały czas nadzieją, że niebawem wyjdę. A w sercu czuję, że jestem niesłusznie przetrzymywany, więc jeżeli byłby jasno określony czas przetrzymywania, to miałbym jakiś plan strategiczny i nie traciłbym tego wszystkiego, ponieważ w pewnym momencie wchodzi komornik i rodzi się problem. W tamtym roku prawie 2 mln zł skarb państwowy wypłacił osobom, które były niesłusznie przetrzymywane. Gdyby porozmawiać i z aresztantami, i innymi grupami społecznymi, to ja głęboko w to wierzę, że byłoby wiele zmian korzystnych i dla bezpieczeństwa. Bo najważniejsze są przyjemność i bezpieczeństwo. W moim życiu przynajmniej. – Przyjemność? Co ma pan na myśli? Co jest przyjemnością…?– Żebyśmy się cieszyli życiem. Jeżeli ktoś ma na tyle czasu i tyle swobody w głowie, to może iść na trening, żeby delektował się tym treningiem. Czytałem ostatnio taki wykład psychologiczny i było tam napisane, że 70-80% ludzi ma problemy psychiczne. Ludzie już nie potrafią nawet odpoczywać, cały czas są w pełnym napięciu. Świat idzie w taką stronę, że faktycznie jest problem. Ja nie wierzę, że jako parlamentarzysta to zmienię, ale wierzę, że jestem w stanie zarazić wiele osób swobodą, którą sam posiadam. – Ok, ale wróćmy do Pana punktów…– Drugi punkt: właśnie piszę pracę doktorancką na temat struktury kongresu władzy lokalnej i regionalnej w zakresie zwalczania korupcji w samorządzie terytorialnym. I głęboko wierzę, że gdybyśmy jako Polska współpracowali z Kongresem Władz Lokalnych i Regionalnych, z których 317 członków zostało wybranych w wyborach lokalnych albo regionalnych w Europie, to moglibyśmy wypracować najlepsze stanowisko, aby walczyć z korupcją, ponieważ korupcja niszczy państwo. – Mamy korupcję?– Nie. Jakbym widział, że gdzieś dochodzi do korupcji, to jak każdy obywatel byłbym zobowiązany poinformować służby państwowe. – Jak mamy walczyć z czymś czego nie ma?– Proszę zerknąć na statystyki policji i zobaczyć ile w samym okręgu śląskim było przypadków korupcji. Podpowiem – 340. To ile jest w większych województwach? I pani myśli, że policja wszystko wykryła? Wierzę, że Kongres Władz Lokalnych i Regionalnych mógłby wypracować takie stanowisko, które byłoby dobre dla całej Europy. Tam byłyby różne wersje: z Anglii, Niemiec, Polski, tak jak są na przykład róże masońskie. Na różach masońskich są panele tematyczne i ja chciałbym, żeby kongres władz lokalnych i regionalnych podjął panel tematyczny odnośnie korupcji, bo korupcja to jest corrupto, to jest zniszczenie. Później dochodzimy do czegoś takiego, że jest taka zasada do ut des, zasada wzajemności. I w momencie kiedy raz dopuścimy się aktu korupcji, to permanentnie później to jest ciągnięte i później dochodzi do takich sytuacji, że korupcja przechodzi z ojca na syna itd. –To był punkt drugi, a punkt numer trzy?– Zależy mi na tym, aby jak będę parlamentarzystą, organizować i wspierać akcje, które nie trzymają się sztywnych form i zasad. Przykładowo, jak we Francji widzimy osobę, która maluje, inna śpiewa, jeszcze inna tańczy, to nagle odrywamy się od problemów, bo coś nas interesuje. Staramy się zrobić też coś interesującego. Jest to udowodnione naukowo, że ludzie, którzy przebywają w środowisku ludzi kreatywnych, mają większe prawdopodobieństwo, że otworzą np. swoją firmę, swoją działalność, która będzie w sposób niekonwencjonalny prowadzona i jednocześnie będzie przynosiła im profity. – Z tym jest kłopot. Ale dobrze, jak się ma dla Polaków, Częstochowian ten punkt trzeci?– Na chwilę obecną dużo osób widzi, że jestem osobą, jak na radnego można powiedzieć niekonwencjonalną. Przykładowo ja jako radny poczułem jakiś swój wewnętrzny obowiązek do tego żeby pojechać do Łodzi, spotkać się z Paris Hilton i dać jej książkę o Częstochowie. Jedni sobie pomyślą – a to dureń, spotkał się z Paris Hilton, żeby dać jej książkę, a dla mnie wymagało to bardzo dużego nakładu pracy. Może akurat Paris Hilton pomyśli „o, jaka zarąbista Częstochowa, fajna Jasna Góra i może akurat ja tu kiedyś przyjadę. Może akurat kiedyś tutaj zainwestuję”. A tacy ludzie jak ona mają pieniądze żeby robić rzeczy nieszablonowe i może nieszablonowością w jej przypadku byłoby to, że zrobi coś niesamowitego w Częstochowie zaraz u bram Jasnej Góry. I ja w to wierzę. – Punkt czwarty…– Punkt czwarty, chciałbym żeby wszyscy byli rozliczani, bo ja na przykład mało obiecuję. I teraz ktoś może pomyśleć: mało obiecuje, mało robi. Nie, mało obiecuję, bo głupio jest mi obiecywać coś, na co nie mogę mieć wpływu. I przykładowo, mam ulotkę wyborczą i mam na niej napisane, że chcę się częściej spotykać z ludźmi, i to robię – jak ktoś do mnie dzwoni, to ja zawsze jestem. Nikomu jeszcze nie odmówiłem spotkania, bo ja mam dużo czasu i traktuję to jako formę przyjemności i rozrywki. Jak ktoś mówi: „Łukasz/panie Łukaszu, chciałbym się spotkać” to po prostu jestem i staram się pozałatwiać co tam potrzebuje, żeby on czuł, że jestem dobrym radnym. Dostajesz tę dietę, no to