NASZ TEMATSytuacja, w której znalazła się pani Jolanta, mogłaby spotkać każdego z nas. Zaufanie, jakim darzymy lekarza, do którego zgłaszamy się w czasie choroby jest bezgraniczne i całkowite. Co w przypadku, gdy to zaufanie zostaje nadszarpnięte? Co, gdy sprawa dotyczy naszego dziecka, wnuka – jak było to w przypadku pani Jolanty? Jaką odpowiedzialność ponosi lekarz, gdy popełni błąd?Do Redakcji zgłosiła się kobieta, której opowieść o zdarzeniu w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Częstochowie, mrozi krew w żyłach. „Moja córka pracuje na zmiany, więc gdy idzie do pracy przyjeżdżam do niej, by opiekować się małą wnusią. Blanka ma rok i 5 miesięcy. 17 maja byłam u córki, jak zawsze. Rano zauważyłam, że dziecko ma problemy z oddychaniem. Miałam wręcz wrażenie, że od czasu do czasu się dusi, ale gdy Blanka zaczęła wymiotować bardzo się zaniepokoiłam. Wszystko działo się dość szybko, więc chwyciłam dziecko i z mężem pojechaliśmy do szpitala na Parkitkę. Przyjęto nas na SOR-ze dziecięcym. Zrobiono podstawowe badania z krwi, niestety bez moczu i RTG, o co lekarkę kilkakrotnie prosiłam. Podczas rozmów z personelem medycznym sugerowałam, że dziecko mogło coś połknąć, bo te duszności i wymioty dawały właśnie takie objawy – przynajmniej moim zdaniem, ale przecież nie jestem lekarzem. Doktorka, która zajmowała się dzieckiem twierdziła uparcie, że to raczej rota wirusy lub nieżyt żołądka. Ja mówiłam swoja, ona swoje. Dziecko dosłało jakieś leki i odesłano nas do domu. W nocy wnuczka dostała bardzo wysokiej gorączki – 40 stopni i wyraźnie jej stan się pogarszał. Nie chcieliśmy już jechać do szpitala na Parkitkę po tym, jak nas tam wcześniej potraktowano, wezwaliśmy więc lekarza do domu na prywatną wizytę. On zauważył, że wnuczka ma podrażnione gardło, co sugerowało zapalenie gardła i taką diagnozę lekarz wydał. Dziecku podawaliśmy kolejną partię leków, ale wcale nie było lepiej. Ponieważ temperatura nadal była bardzo wysoka, po dwóch dniach wezwaliśmy innego lekarza na prywatną wizytę. Potwierdził to, co mówił poprzedni lekarz, że Blanka ma problemy z gardłem. Dzień później dziecko całkowicie przestało jeść. Zadzwoniliśmy więc do ostatniego lekarza i poprosiliśmy o wystawienie skierowania na prześwietlenie rentgenowskie. Już dawno bylibyśmy to prześwietlenie zrobili prywatnie, ale w przypadku dziecka musi być skierowanie lekarskie. Na RTG pojechaliśmy do szpitala na Tysiącleciu. I wtedy się zaczęło. Pielęgniarki i lekarze zaczęli biegać po korytarzu. My siedzieliśmy tam i w ogóle nie wiedzieliśmy, co się dzieje. Cały personel medyczny panikował, jakby ktoś umierał. Mówili między sobą o bardzo poważnym stanie pacjenta – z tym że my nie wiedzieliśmy wtedy o kogo chodzi. Po chwili okazało się, że to dotyczy naszej Blanki. Wezwano karetkę, a za chwilę helikopter medyczny. Któryś z lekarzy powiedział, że dziecko należy natychmiast przetransportować do Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach. Gdy dojechaliśmy do Centrum Zdrowia wnuczka była już na stole operacyjnym. Gastrolog, który potem z nami rozmawiał powiedział, że z krtani naszej dziewczynki usunięto płaską, okrągłą baterię wielkości 50 groszy. Obce ciało nie jest jednak najpoważniejszym problemem. Blanka z baterią w gardle chodziła ponad 6 dni. Kwas z tej baterii poparzył jej wnętrzności. Po niespełna miesiącu dziecko przeszło już dwa poważne zabiegi i raczej na tym nie koniec. Lekarze z Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach, delikatnie dają nam do zrozumienia, że Blanka może stracić mowę, o ile oczywiście nie będzie jeszcze jakiś innych powikłań, bo nie wiadomo, na ile goiły się będą poparzone wnętrzności.Niech mi ktoś powie, co to za lekarze są u nas w Częstochowie, na tej Parkitce? Jak można było nie poznać się na tak prozaicznych objawach – dziecko wymiotowało, dusiło się, nie jadło – to aż prosi się o sprawdzenie, czy czegoś nie połknęło? Nie zostawimy tej sprawy, będziemy domagać się swoich praw w sądzie.” Pytania w sprawie małej Blanki Redakcja 7 dni przesłała do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Częstochowie. Do dziś, mimo że ustawowy termin już minął, nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. Do tematu powrócimy.