WYBORCZE PODSUMOWANIE (część 1)Zwycięstwo Krzysztofa Matyjaszczyka, wbrew temu co twierdzą jego poplecznicy, nie miało wiele wspólnego ze świadomym wyborem mieszkańców. Urzędniczka Kasia z pokoju 108 urzędu miasta wie, że jest przerost zatrudnienia w instytucjach miejskich, a urzędnicy siedzą sobie bez mała na głowach, ale dziś ma pracę i póki rządzą ci, a nie inni zachowa ją – na kogo więc oddała w wyborach swój głos? Nauczyciel Paweł, jako człowiek światły widzi braki w częstochowskim szkolnictwie, ale być może on, jego żona, dorosłe dzieci i pozostali członkowie rodziny związani z oświatą, prowadzą „tajne” – aczkolwiek dochodowe – „komplety” przy cichej aprobacie władzy – na kogo więc oddał w wyborach swój głos? Pacjent Włodek nie ma bladego pojęcia o astronomicznym zadłużeniu szpitala miejskiego, w którym leżał i którego istnienie stoi pod wielkim znakiem zapytania, mimo że podczas pobytu w placówce musiał we własnym zakresie zaopatrzyć się w niezbędne leki, ale ma dopłaty do mieszkania od miasta, pomoc finansową z MOPS-u i każdego dnia obiady oraz żywność z instytucji wspieranych przez magistrat i żyje mu się całkiem nieźle – na kogo więc oddał w wyborach swój głos? Emerytka Gienia dwunastokrotnie już co prawda zwichnęła nogę na krzywym chodniku wracając z kościoła, ale do szczęścia wystarcza jej podła kawa za złotówkę w pobliskiej kawiarence i pobujanie się z Marylą Rodowicz na koncercie przedwyborczym zorganizowanym przez urząd miasta z pieniędzy podatników – na kogo więc oddała w wyborach swój głos? Ci sami ludzie (zresztą jak wielu innych) poproszeni o wskazanie sukcesu ogromnej wagi dla miasta, wypracowanego od początku do końca przez Matyjaszczyka, milkną. Co więc sprawiło, że wygrał Matyjaszczyk? Po pierwsze, propaganda sukcesu, której kreowaniem od lat zajmuje się ekipa SLD. Rola „ojca” tegoż sukcesu przypadła właśnie Matyjaszczykowi. Po drugie, mieszkańcy nie identyfikują się ze swoim miastem, liczy się „moje tu i teraz”, czyli partykularny interes jednostki – dlatego mamy tak oczywisty rezultat. Jak powiedział ponad 300 lat temu Fryderyk II Wielki (król Prus): „zwycięzców nikt nie będzie sądził”, więc i my sądzić Matyjaszczyka i jego świty nie będziemy. Osądzimy przegranych. *** Największą porażkę w tegorocznych wyborach samorządowych w Częstochowie poniósł PiS. Kampania kandydata na prezydenta Artura Warzochy oraz większości kandydatów na radnych startujących z list PiS-u była nijaka, minimalistyczna, spóźniona i bez planu. Lokalne struktury partii Jarosława Kaczyńskiego zachowywały się w Częstochowie tak, jakby nic nie musiały robić, bo wszystko za nich załatwi koniunktura krajowa, a przypomnijmy, że w Polsce mają prawie 40 procentowe poparcie. Po drugie, w przeciwieństwie do „czerwonych”, PiS-owcy nie działali zespołowo. Na licznych spotkaniach, konferencjach i briefingach dla mediów, Artur Warzocha nie występował w otoczeniu co najmniej kilkudziesięciu kandydatów na radnych, stał sam jak palec. Po trzecie, przez ostatnie dwa tygodnie przed wyborami, Częstochowę odwiedziła prawie cała rada ministrów, z premierem Morawieckim na czele oraz wielu najwyższej rangi urzędników państwowych. Eksplozja wizyt była dla lokalnych redakcji tak uciążliwa, bo zbyt intensywna, nierzadko chaotyczna i na ostatnią chwilę, że skąpe relacje ze spotkań mieszały się z wiadomościami o otwarciu kolejnego na tej samej ulicy dyskontu. I sprawa kluczowa. Skrzętnie zatajano przed mieszkańcami informacje o wizytach ministrów w Częstochowie, więc elektorat w nich nie uczestniczył, a powinien. PiS-owi nie pomógł nawet „szantaż wyborczy”. Kandydat Warzocha publicznie zasugerował, że miasto Częstochowa będzie musiało zwrócić około 100 milionów złotych za płonące autobusy hybrydowe, których to 40 sztuk zakupiono z pieniędzy Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej – jednak żaden z nich dziś pasażerów nie wozi. Co prawda nie wprost, ale z kontekstu wypowiedzi można było odnieść wrażenie, że w przypadku wygranej Warzochy, miasto może liczyć na wyrozumiałość Narodowego Funduszu. Mankamentów kampanii PiS-u w Częstochowie, można by wymienić jeszcze mnóstwo, chociażby niebyt wyborczy lidera lokalnego PiS-u, ministra i posła Szymona Giżyńskiego czy europosłanki Jadwigi Wiśniewskiej, ale błąd najpoważniejszy leży po stronie wyboru Artura Warzochy na rywala Matyjaszczyka. Skoro pan Warzocha już dwukrotnie dostał od mieszkańców czerwoną kartkę (na prezydenta Częstochowy kandydował w 2010 i 2014 roku) i przez lata niewiele zmienił w swoich działaniach na rzecz miasta, to oczywistym było, że nie mógł wygrać. Jeśli wyborcy wiele lat temu wypowiedzieli się w tej kwestii: Artur Warzocha ewentualnie może być naszym reprezentantem w parlamencie (przysłużyły mu się głosy wyborców z powiatu), ale nie prezydentem Częstochowy – należało wystawić innego kandydata. No chyba że – jak twierdzą niektórzy – właśnie o to chodziło, by PiS nie wygrał. I jeszcze krótka anegdota, dlaczego PiS-owi nie mogło się udać. Jeden z mieszkańców Kłobucka podzieli się z nami żenującą nowiną: „Zabroniono nam, ludziom prawicy przychodzić na spotkania organizowane przez kandydatkę z listy PiS do sejmiku województwa śląskiego Monikę Fajer. Byłem zawstydzony całą sytuacją, bo mówił to człowiek PiS-u. Wyszło na to, że członkowie tej samej partii występowali przeciwko sobie, więc jak mieliśmy wygrać?” Tak naprawdę ważniejsza od prezydenta jest rada miasta. Przypomnijmy. Prezydent jest ciałem wykonawczym, a radni uchwałodawczym, czyli decyzje o mieście podejmują radni i zapisują je w formie w uchwał, natomiast rolą prezydenta jest wykonywać zalecenia radnych.Częstochowska rada miasta składa się z 28 radnych. Partia, która ma co najmniej 15 radnych decyduje więc o wszystkich sprawach. SLD wprowadziło 12 radnych, Platforma Obywatelska 5, Wspólnie dla Częstochowy 1 radną, a PiS 10 radnych (tyle samo, co w poprzednich wyborach). Jeśli – a tak się raczej stanie – SLD, PO i Wspólnie dla Częstochowy dogadają się i zawiążą koalicję, razem mają 18 radnych. Lewica ma więc własnego prezydenta i przewagę w radzie miasta, co daje jej nieskończoną władzę w Częstochowie przez najbliższe 5 lat. Mamy oto kuriozalną sytuację. PiS chwali się ogromnym poparciem i rzeczywiście na 9 parlamentarzystów ziemi częstochowskiej aż 6 jest z PiS-u, a mimo to nie udało się partii Jarosława Kaczyńskiego wprowadzić więcej radnych i z kandydata Warzochy zrobić prezydenta Częstochowy.Co zdaniem samego kandydata było powodem jego porażki? O wypowiedź poprosiliśmy senatora Artura Warzochę, kandydata Prawa i Sprawiedliwości na prezydenta Częstochowy w wyborach samorządowych w 2018 roku:– Dlaczego Pan nie wygrał?– Przede wszystkim z powodu nastroju, który się wytworzył w mieście, czyli koalicji przeciwko PiS-owi. Potwierdziły to także wyniki wyborów w innych miastach, zarówno w pierwszej turze, jak i w drugiej turze, która dostarczyła ostatecznego argumentu.
WESPRZYJ TYGODNIK 7 DNI NA ZRZUTKA.PL
Skontaktuj się z nami!
Kontakt
Tygodnik Regionalny 7 dni
Al. Wolności 22 lok. 12
42-217 Częstochowa
Redakcja
tel. 34 374 05 02
redakcja@7dni.com.pl
redakcja7dni@interia.pl
Biuro reklamy
tel. 34 374 05 02
kom. 512 044 894
marketing7dni@gmail.com
redakcja7dni@interia.pl


