TYLKO U NAS WYWIAD Z KUPCAMIZ głębokim smutkiem i żalem Kupcy Targowiska „Wały Dwernickiego” zawiadamiają, że z dniem 31. grudnia urzędnicy magistratu planują odebrać kupcom prawo bycia gospodarzem własnej inwestycji, która wybudowali za własne pieniądze w kwocie 12 milionów złotych” – takiej treści klepsydry pojawiły się na wszystkich pawilonach na terenie częstochowskiego Ryneczku. Podczas czwartkowej sesji rady miasta mają rozstrzygnąć się losy lokalnych kupców.O tym, co się wydarzyło opowiadają Waldemar Ziaja, prezes Stowarzyszenia Kupców Targowiska „Wały Dwernickiego” i Wojciech Śniady, zastępca prezesa. – Stowarzyszenie Kupców z Ryneczku zapowiada protest, o co chodzi?Wojciech Śniady:– Urząd miasta zapewniał nas do dnia 13 października o przedłużeniu umowy dzierżawy i o nie podwyższaniu opłaty za dzierżawę gruntu. W dniu 15 października dowiedzieliśmy, że urząd miasta zmienił zdanie i okazało się, że miasto odbiera nam grunty i zamierza przeprowadzić przetarg na dzierżawę. No i… czynsz idzie o kilkaset procent w górę. A przypomnę, że popularne wśród mieszkańców Częstochowy targowisko Ryneczek jest zlokalizowane na terenach, których właścicielem jest miasto Częstochowa. Waldemar Ziaja:– Uważamy, że miasto nie grało uczciwie z kupcami. Półtora roku trwały nasze rozmowy z miastem. Wydział mienia oraz prezydenci, w bardzo miłej atmosferze nas zapewniali, że wszystko będzie dobrze. Mówiono, że dzierżawę będziemy mieć przedłużoną, a podwyżka czynszu będzie niewielka, z uwagi na to, iż miasto widzi, że centrum miasta zamiera powoli, handel jest coraz mniejszy, więc nie można czynszu podnieść za bardzo. I z taką nadzieją, takim przeświadczeniem żyliśmy do 13 października br. Jak dzieci, czekaliśmy na decyzję, która miała nastąpić po wyborach. Tymczasem 14 października decyzja prezydenta miasta była całkiem inna niż obiecywał. Do tej pory nie rozumiemy, dlaczego tak się stało. Jest to dla nas szok! – Dlaczego uważacie, że wybory miały znaczenie na podjęcie przez miasto tej decyzji?Waldemar Ziaja: – To jest taka symboliczna data. Miasto nic nie mówiło przed wyborami o swoich zamiarach, bo wiedzieli, że się na to nie zgodzimy i pewnie będziemy protestować. Dlatego woleli zaczekać, by przed wyborami nie było żadnego szumu. Zwyczajnie obawiano się reakcji kupców. – W jakim stopniu decyzja ta jest dla Was krzywdząca?Wojciech Śniady:– Decyzja zapadła 16 października. A krzywdząca jest dlatego, że miasto nas zapewniało przez półtora roku, że dzierżawa będzie przedłużona bezprzetargowo. W umowie mamy nawet napisane, że jest możliwość przedłużenia umowy dzierżawy. Nie jest to co prawda zapewnienie, ale taki zapis o „takiej furtce” jest, albo też prawnie – za zgodą Rady Miasta. My chcielibyśmy przedłużenia bezprzetargowego, to jest nasz warunek, bo wiemy co się dzieje na przetargach. Ktoś przyjdzie, będzie zawyżał cenę, a my tego nie przeskoczymy, bo jako stowarzyszenie nie damy jakieś kosmicznej kwoty za czynsz dla miast, bo nasi kupcy tego nie wytrzymają. A przecież podwyżkę trzeba by było przerzucić na nich, więc pomału nasz Ryneczek będzie się zamykał. Na wszystkich 105 punktów handlowych, na tę chwilę mamy 12 pawilonów zamkniętych, bo nie ma chętnych do ich wydzierżawienia. 6 punktów kupcy oddali nam za darmo, żeby tylko nie płacić czynszu. – Co to znaczy, że kupcy zainwestowali?Waldemar Ziaja:– W 2005 roku była podpisana umowa z miastem, tzn. gdy Stowarzyszenie wygrywa przetarg, będzie inwestować w modernizację Ryneczku. Warunkiem miasta było abyśmy wykonali wszystkie media ziemne, które będą też służyły ogółowi mieszkańców. I był to koszt połowy całej budowy, czyli 6 milionów złotych. Miasto wówczas mówiło, że te media są w fatalnym stanie, na granicy wytrzymałości. – A dlaczego ta inwestycja miała też służyć mieszkańcom?Waldemar Ziaja:– Bo jest to ulica, a w tej ulicy biegną wszystkie media wodno-kanalizacyjne, energetyczne, a dalej do bloków za Ryneczkiem. Fachowcy z tych branż mówili nam wtedy, że miasto dostaje od Stowarzyszenia prezent, bo ten teren, na długości 350 metrów, od 80 lat nie był remontowany. To była wymiana ciągu energetycznego, który zasila całe śródmieście, stacja Trafo przy ul. Lelewela i kanały burzowe. Na to poszło 6 milionów złotych, a drugie tyle na pawilony handlowe, budynek administracyjny i zadaszenie. A że jest to ulica na gruncie miejskim, stąd ten prezent. I my zainwestowaliśmy własne pieniądze, w zamian za co miasto dało nam w umowie zapis gwarantujący nam prawo moralne i społeczne domagania się przedłużenia dzierżawy w przyszłości bez przetargu. Tak było to przedstawiane też podczas otwarcia Ryneczku. Były również słowa o tym, że dzięki modernizacji, Ryneczek będzie służył nam i przyszłym pokoleniom. I z tą nadzieją, na utrzymanie miejsc pracy wielu osób, zainwestowaliśmy w budowę. Teraz, decyzją o przetargu, chce nam się tę dzierżawę zabrać. To jest koniec naszego bytu tutaj, bo wiemy, że w przetargu nie mamy szans z prywatnym biznesem, który jest tylko nastawiony na zysk. Nasuwa się pytanie, po co robić przetarg kto da więcej, skoro wiadomo, że handel jest tak słaby, że ledwo można z tego przeżyć? Jak można w tej sytuacji podnosić kupcowi czynsz o kilkaset procent, gdy tu chodzi o nasze być albo nie być? To jest jakieś wielkie nieporozumienie!Z tego co się dowiedzieliśmy na Radzie Gospodarczej to Wydział mienia miał szczere chęci nam dzierżawę przedłużyć. Na to wskazywała cała korespondencja między Wydziałem a nami. I wczoraj [wtorek – przyp. red.] na spotkaniu, zastępca prezydenta Andrzej Babczyński to potwierdził. Jednocześnie powiedział, że bardzo mu przykro, ale ważniejsza jest decyzja głównego prezydenta, czyli Matyjaszczyka – o zmianie decyzji. – Co szczególnie Was denerwuje i jest dla Was przykre?Wojciech Śniady:– Dopytywaliśmy się, dlaczego tak poróżniają kupców, bo wiemy, że na Promenadzie była podobna sytuacja i tam nie było przetargu, dostali jedynie podwyżkę czynszu, co prawda kosmicznie wysoką, ale odbył się protest i w końcu miasto sprzedało teren Promenadzie. Ani prezydent Babczyński, ani naczelnik Wydziału Mienia nie potrafili nam odpowiedzieć, dlaczego tak się stało, że tam nie było przetargu, a u nas odwrotnie – ma być. Poinformowano nas jedynie, że nie złożyliśmy pisma o wykup gruntu. Odpowiedzieliśmy: zaraz to zrobimy – chociaż wcześniej mówiono nam, że jest to nierealne.Waldemar Ziaja:– Proszę pamiętać, że w Częstochowie są trzy stowarzyszenia kupieckie. Jagiellończycy mieli dzierżawę 24 lata, z czego 20 lat są po budowie i mają dalej te same warunki z miastem. Promenada jest 15 lat po budowie i przez cały ten czas nie były zmieniane warunki umowy z miastem. My budowę mieliśmy bardzo ciężką,