Jeśli chodzi o kulturę narodową to podobno ma się dobrze, choć tego nie widać, nie słychać i nie czuć. To znaczy: z samą kulturą można się jeszcze spotkać w wielu miejscach, w tym także odwiedzanych przez naród, z narodem też się można spotkać, także z jego kulturalną mniejszością. Suma tego typu zdarzeń poprawia nasze samopoczucie.
Nie uzasadnia to jednak istnienia Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Z punktu widzenia mieszkańca Częstochowy jest to byt zbędny, zajmujący się sprawami, które nas specjalnie nie obchodzą. Ponieważ równie zbędna jest połowa resortów tworzących Wielki Rząd, to i MKiDN można znosić, pod warunkiem, że jest umiarkowanie ambitne. Centrum jest bowiem pompą ssąco-tłoczącą, wysysa środki z prowincji, by wtłoczyć je w preferowane przez siebie projekty. Im bardziej ambitna instytucja centrum, tym ssanie większe. Jak ktoś ma hiper plany, typu odbudowa Pałacu Saskiego, tworzenie nowego Hiper-Muzeum albo równie Hiper-Nowoczesnego Centrum Sztuki Hiper Nowoczesnej, to wysysając na ten cel środki, pozbawia nasze miasto możliwości utrzymania zwykłych muzeów, bibliotek, teatru i filharmonii.
W pewnym sensie MKiDN powiela aktywność równie zbędnego Ministerstwa Sportu zajmującego się wielkimi budowami Stadionów Narodowych, w ich gabarytach widząc odzwierciedlenie tężyzny fizycznej obywateli. MS ma jednak za sobą sporawy odłam społeczeństwa uprawiający dyscyplinę zwaną kibolstwem, a aspiracji oglądaczy nie zadowoli się byle czym. W kulturze niestety maleje społeczność kibicowska, w dodatku traktowana jest z pogardą jako objaw anachronizmu.
Ponieważ największe emocje wywołuje kibicowanie „swoim”, to i najmocniej kibicuję częstochowskim poetom i częstochowskim malarzom (mimo znanej od XVIII w. negatywnej konotacji tego określenia). Ogólnie mam wątpliwości wobec określenia Kultura Narodowa. Istnieje kultura lokalna, gdzieniegdzie jest także kultura regionalna, tego rodzaju byty pod wpływem migracji mieszały się, uzupełniały, ubogacały, tworząc wartość uniwersalną z dumą określaną (niegdyś) jako kultura europejska. Wydzielanie z takowego amalgamatu „kultury narodowej” jest zabiegiem sztucznym i dość trudnym. Naród jest sztucznym konstruktem, by go wyprodukować konieczne jest majstrowanie przy kulturze, języku, obyczaju i historii. Można to robić, tylko nie wiadomo po co. Belgia, gdzie brak jest wspólnego języka, kultury itp., jest państwem nie mniej spójnym od Polski. Niemcy przeżyły nicość glajchszaltowania, dziś chlubią się odrębnością Bawarii od Brandemburgii. Nie widzę powodu, by z „narodowych” powodów zacierać różnicę między Warszawą a Krakowem, by za „polski” obowiązek uznawać odbudowę Pałacu Saskiego zaniedbując perłę europejskiego baroku – Lubiąż.
Dla Częstochowian najważniejsza powinna być kultura lokalna. Mamy aspiracje bycia dużym miastem, z tego wynika ambicja utrzymywania filharmonii, teatru, muzeum, galerii sztuki. Tylko poprzez tego rodzaju instytucje kulturalne wypełniamy misję regionotwórczą. Dzięki nim nie jesteśmy pipidówką.
Dlatego centralizm MKiDN, z mechanizmem pompy ssąco-tłoczącej jest groźnym zjawiskiem dla naszej lokalności. Ograbiają nas, by z arogancką wyższością dyktować nam jak żyć, co uznać za piękno, dobro i prawdę. Im ambitniejsze MKiDN, tym gorzej dla nas.
Jarosław Kapsa



