W Polsce wciąż pogłębia się przepaść między tym, co urzędowe broszury nazywają „wsparciem”, a brutalną rzeczywistością. Zamiast realnej pomocy mamy biurokratyczny labirynt, w którym człowiek z niepełnosprawnością staje się petentem skazanym na łaskę i niełaskę urzędniczej uznaniowości.
Uznaniowość zamiast prawa
W jednym powiecie dostaniesz dofinansowanie, w drugim usłyszysz, że „środki się skończyły”. W trzecim – otrzymasz zaledwie ułamek potrzebnej kwoty, bo lokalne zasady są inne niż u sąsiada. To nie jest pomoc. To ruletka, w której o Twojej wolności decyduje kod pocztowy.
Fikcja dofinansowań, która izoluje ludzi
W oficjalnych komunikatach wszystko wygląda pięknie: „likwidacja barier”, „wsparcie mobilności”, „wysokie dofinansowania”. W praktyce… Limity są drastycznie niskie – nie pokrywają nawet połowy realnych kosztów. Wkład własny – dla wielu osób jest barierą nie do przejścia. Sprzęt dający wolność – staje się luksusem poza zasięgiem potrzebujących.
Efekt? Tysiące osób latami nie wychodzą z domu, bo system, który miał burzyć mury, buduje kolejne bariery.
Biurokracja zamiast empatii
Wnioski, zaświadczenia, komisje i kolejne odwołania. Na samym końcu tej drogi czeka decyzja zależna od interpretacji urzędnika. Nie od Twoich potrzeb, nie od litery prawa, ale od widzimisię i interpretacji. To nie jest wsparcie. To systemowe odbieranie ludziom godności.
Czas powiedzieć to głośno! W Polsce nie ma jasnych procedur. Wszystko opiera się na „może”, „zobaczymy”, „jeśli starczy środków”. To nie jest prawo do pomocy, to jest loteria upokorzenia!
red.





1 Komentarz
Krótki, ale trafny i piękny tekst felietonu…
Głos o rozpaczliwej rzeczywistości samorządowej.
Ale czy możliwa jest jej zmiana stanu rzeczy przy takiej jakości elektoratu i jego emanacji – rządzących… z partii politycznych?
Tam zagnieździło się zadowolone z siebie ćwierćinteligentne trepiarstwo i od lat ” grające te swoje przedstawienia dla zbierania atencji” i zaspokajające bezkarnie i bezczelnie swoje osobiste korzyści.
Główne przyczyny niskiej jakości biurokracji samorządowej to:
– centralizacja władzy,
– korupcja i klientelizm,
– nadmierne formalizmy
– brak profesjonalizacji kadr.
Systematyczne polityki państwa mającej na celu osłabienie pozycji i roli jednostek samorządu terytorialnego widać wyraźnie w wartości tzw. Indeksu Samorządności (wartości średnie ważone dla grupy miast na prawach powiatu):
2014 – 73,58 (na 100 możliwych pkt)
2021 – 55,74
2022 – 51,91
2023 – 47,79
Zmiana 2014-2023 – spadek wartości Indeksu samorządności o 35% w latach rządów katoprawicy.
Polska znalazła się w momencie przejściowym, w którym: stare reguły demokratyczne słabną, a nowe jeszcze nie powstały. Ten czas chaosu sprzyja oligarchizacji i klientelizmowi, a samorządy – zamiast być fundamentem lokalnej wspólnoty – coraz częściej stają się narzędziem walki o wpływy i kasę (korupcja).
Nepotyzm i kolesiostwo osłabiły jakość kadr, prowadząc do stagnacji i utraty kompetencji
W próżni instytucjonalnej rosną wpływy grup finansowych i lokalnych układów polityczno-biznesowych.
• Decyzje inwestycyjne podejmowane są nie według potrzeb mieszkańców, lecz interesów oligarchii finansowej.
• Samorządność staje się fasadą – formalnie istnieje, lecz faktycznie kontrolowana jest przez „dyktatury gangsterskie” walczące o zasoby.
• Spadek zaufania społecznego – mieszkańcy widzą, że decyzje zapadają „po znajomości” odwracają się z obrzydzeniem od takiej „władzy samorządowej” w poczuciu bezsilności, ale i zobojętnienia (w potrzebie szukają „dojścia”) i tak magistrat gnije.
I pomyśleć, że słowo magistrat jest etymologicznie powiązane z terminami magister (mistrz) oraz ministrare (służyć)…
• Rozwarstwienie regionalne – metropolie utrzymują rozwój, średnie miasta pogrążają się w stagnacji.
• Zamiast wdrażania aktualizowanej strategii rozwoju miasta pojawia się krótkoterminowe administrowanie i gaszenie pożarów.