„Gdyby we wrześniu 1939 r. żył Józef Piłsudski…” – tak brzmi najczęściej powtarzany motyw historii alternatywnej. W opinii większości mieszkańców Polski kampania wrześniowa była katastrofą; gorycz mieszała się z oskarżeniami przywódców. „Gdyby żył Marszałek, On by nie dopuścił”. Niestety, tego twierdzenia nie da się zweryfikować. Nie jest wykluczonym, a nawet najbardziej prawdopodobnym, że najbliższą prawdzie wizję zachowania Marszałka Piłsudskiego przedstawił Witkacy w „Pożegnaniu jesieni”. Jest tam scena podczas rozstrzygającej bitwy z azjatycko-bolszewicką nawałą, gdy Wódz swym geniuszem przewiduje wynik i – by oszczędzić krwi żołnierzy – kapituluje bez walki. „Pożegnanie jesieni” powstało w 1925 r., a prognozowana katastrofa dotyczyła wschodniego zagrożenia. Autor nie był i nie pretendował do znawstwa sztuki wojennej strategii. W wojnach w XX w. do wyjątkowych sytuacji należały „rozstrzygające bitwy”, w których o zwycięstwie decydował geniusz Wodza i męstwo żołnierzy. Gdyby więc żył Marszałek Piłsudski, to 17 września 1939 r. w swojej kwaterze w Kutach byłby w podobnej sytuacji jak Marszałek Rydz Śmigły. I tak jak Śmigły wiedziałby, że odpowiedzialność nie pozwala wybrać najprostszego rozwiązania – samobójczej śmierci. I tak jak Śmigły wiedziałby, że każde inne rozwiązanie jest gorsze. Nie tylko generałowie i politycy, ale zdecydowana większość opinii publicznej myśli o przyszłej wojnie przez doświadczenie wojny poprzedniej. Zasady strategiczne wydają się niezmienne. Wojna jest przedłużeniem polityki, a więc służy do osiągnięcia racjonalnie określonego celu, a narzędziem realizacji jest zniszczenie przemocą sił materialnych przeciwnika. Racjonalność stanowi o przewidywalności. Możliwe jest określenie interesu własnego i interesu przeciwnika, wyznaczenie pola konfliktu oraz określenie koncepcji jego rozstrzygnięcia. Wojnę wygrywa ten, kto w odpowiednim czasie i miejscu dysponuje przewagą materialną i potrafi to wykorzystać. Ten warunek nie zawsze wynika z porównania całkowitego potencjału demograficznego i gospodarczego państw. Plan Piłsudskiego, wojny prewencyjnej z Niemcami w 1933 r, był dość racjonalny. Polska, wtedy, w określonym czasie i miejscu, dysponowała zdecydowaną przewagą militarną na Niemcami. Możliwe też było militarne zwycięstwo Polski nad ZSSR w 1938; bo mimo przewagi w uzbrojeniu armia sowiecka była sparaliżowana „czystkami stalinowskimi”. Ten rachunek sił nie jest jednak pełnym; tak w 1933 r jak i w 1938 r Polska nie była materialnie zdolna do toczenia wojny na dwóch frontach. Wojna prewencyjna w 1933 r wymagałaby tworzenia warunków politycznych, w których Francja współuczestniczyłaby w ataku na Niemcy, Wielka Brytania zachowałaby życzliwą Polsce neutralność, a ZSRR wyrzekłby się możliwości ataku i aneksji wschodnich kresów Rzeczpospolitej. Musiałaby więc istnieć, niezależna od woli władz polskich, wyjątkowa koniunktura polityczna, by dzięki ograniczonej wojnie prewencyjnej usunięta lub odsunięta w czasie zostałaby tragedia wielkiej wojny światowej.W 1933 r Niemcy ( przez ograniczenia narzucone traktatem wersalskim) dysponowały tylko 7 dywizjami wojska liczącymi nie więcej niż 100 tys żołnierzy; mieli jedynie 32 samoloty, a nowoczesne czołgi dopiero rodziły się na deskach projektantów. Mimo braku ograniczeń podobnie nieprzygotowane do działań militarnych były inne państwa. Armia amerykańska liczyła 70 tys żołnierzy, dopiero rozważano trudną społecznie operację przeniesienia kawalerii z koni do czołgów. Jednym państwem, które świadomie i konsekwentnie przygotowywało się do wojny, był ZSRR. W ciągu kilku lat ten rachunek potencjału militarnego zmienił się zdecydowanie na niekorzyść Polski. W 1939 r Hitler dysponował 107 dywizjami i ponad 500 samolotami.Sojusz militarny z Francją i Wlk. Brytanią miał sens, ale państwa sojusznicze swoja zdolność militarną umożliwiająca pokonanie Niemiec mogły osiągnąć dopiero w 1942 r. Polska też inwestując w budowę COP wykorzystać to mogła nie wcześniej niż w 1942-43 r. Jeżeli więc przyjąć klasyczne zasady strategiczne, porównując możliwości zgromadzenia w określonym czasie i miejscu potencjału militarnego, kampania wrześniowa była przegraną zanim się zaczęła. Wyobraźmy sobie, że we wrześniu 1939 r żyją jeszcze dwaj polityczni geniusze Dmowski i Piłsudski. Obaj, mimo dzielących ich różnic, tak jak w 1919 r., współpracują ze sobą, szukając wspólnie możliwości optymalnego wyjścia ze śmiertelnej pułapki. I obaj decydują się na wybór „mniejszego zła”: pokój z Niemcami za cenę oddania Gdańska i wejścia w sojusz militarny z Hitlerem…Otóż obawiać się można, że nawet wielki autorytet tych polityków nie przekonałby opinii publicznej, skłócona i podzielona wewnętrznie Polska stałaby się pionkiem w niemieckiej grze, dzieląc w przyszłości los takich sojuszników Niemiec jak Węgry czy Rumunia. Państwa oparte na ideologii totalitarnej nie kierują się tradycyjnie pojmowaną racjonalna logiką. Nie da się ustalić modus vivendi z kimś pokroju Kuby Rozpruwacza, dla którego przemoc jest celem samym w sobie. Historię alternatywną świetnie się pisze z perspektywy lat, gdy znamy przebieg rzeczywistej historii. Zarozumiałość „później urodzonych” wyrażą się w próbie udowodnienia, że w określonych warunkach bylibyśmy mądrzejsi. Czesi zgodzili się oddać Sudety otrzymując w zamian gwarancję przetrwania jako państwo. Pół roku później ta gwarancja okazała się nic nie wartym świstkiem „papieru”…Jaką gwarancje przetrwania miałaby Polska po oddaniu Gdańska ? Zapleczem partii nazistowskiej były grupy kombatanckie o świadomości ukształtowanej wynikiem I wojny światowej. Powstanie Polski dla nich było jednym z nieszczęsnych następstw tej wojny; blisko 100 tys Niemców musiało migrować z utraconego śląskiego, pomorskiego i wielkopolskiego Heimatu. Odzyskanie Gdańska nie zaspokajało oczekiwań, pojawiłyby się – wcześniej czy później – nowe roszczenia. Nie jest też oczywiste, czy Hitler potrzebował sojuszu Polski do walki z sowietami. Przy całym swoim szaleństwie ideologicznym Hitler był pragmatykiem. Równie dobrze po zwasalizowaniu Polski mógł dogadać się ze Stalinem w sprawie IV rozbioru; a mając zabezpieczone tyły rozpocząć wojnę z Francją o odzyskanie Alzacji i Lotaryngii.Historia alternatywna to hipotezy niemożliwe do weryfikacji. W sierpniu 1939 r marszałek Rydz Śmigły mógł już tylko zrobić, to co zrobił. Zmobilizować maksimum sił militarnych i prowadzić działania obronne w sposób zadający Niemcom największe straty. Nawet najwięksi krytycy nie negują, że tak właśnie było. Trudno też negować sens koncepcji ostatniej linii obronnej na „przedmościu rumuńskim”. Tylko tam armia polska miała możliwość korzystania z zewnętrznej pomocy (transporty przez zaprzyjaźnione Rumunię i Węgry), tam były zasoby ropy naftowej, tam także ukształtowanie terenu sprzyjało wojnie pozycyjnej. Generałowie planują strategiczne działania w oparciu o doświadczenia poprzednich wojen. W sierpniu 1914 r ofensywa niemiecko-austriacka zajęła większość rosyjskiego zaboru ( Królestwa Polskiego). W listopadzie W.K. Mikołaj Mikołajewicz poprowadził kontrofensywę, która niemal nie zakończyła I wojny światowej. Desperacja obrona niemiecka na Jurze, ściągniecie posiłków z frontu zachodniego, uratowały państwa Centrum. Podobnie w czasie wojny 1920 r, odwrót wojsk polskich, oddanie ziem wschodnich, pozwoliło zyskać czas umożliwiający przeprowadzenie