W internecie nie brakuje poradników, w jaki sposób pozbyć się z mieszkania nieprzyjemnego zapachu, który wydobywa się z rur kanalizacyjnych. Autorzy blogów prześcigają się w ustalaniu przyczyn, chociaż wszyscy przyznają, że nie sposób mieszkać w oparach szamba. Od 6 miesięcy mieszkanka wspólnoty mieszkaniowej przy ulicy Słowackiego 8 w Częstochowie bezskutecznie próbuje uwolnić swoje mieszkanie od uciążliwego fetoru.
– Od marca mieszkam przy otwartych oknach, w dzień i w nocy. W tym czasie dostałam zapalenia uszu i zapalenia zatok. Temperatura na zewnątrz w nocy wiosną miała po 2-3 stopnie, a ja płacąc za ogrzewanie musiałam żyć w przeciągach, żeby w ogóle móc wytrzymać, bo to jest bardzo uciążliwy smród. Moja gehenna zaczęła się, kiedy sąsiadka w mieszkaniu pode mną wymieniła sobie pion kanalizacyjny, bo robiła remont łazienki. Kiedyś, a mieszkam tu od lat, w moim mieszkaniu pachniało wyłącznie kawą i perfumami, teraz nie mogę żyć… – mówi pani Ela.
Każdy fachowiec, który w ostatnich miesiącach odwiedzał panią Elżbietę współczuje jej serdecznie. Niektórzy próbują stawiać diagnozy pękniętych lub źle połączonych nowych rur plastikowych ze starymi żeliwnymi elementami, których sąsiadka nie wymieniła, aż po źle działającą wentylację odprowadzającą nieprzyjemne zapachy z pionu kanalizacyjnego. Jednak żaden z nich nie rozwiązał cuchnącego problemu pani Eli.
– To jest fetor z rur kanalizacyjnych, co do tego wszyscy “eksperci” są zgodni. Nikt nie kwestionuje także czasu, w którym smród pojawił się w moim mieszkaniu. Zaczęło się od tego, że sąsiadka pode mną robiła w marcu i kwietniu bieżącego roku kapitalny remont łazienki. Zbiła ją do imentu, ale wymiany starej instalacji kanalizacyjnej dokonano tylko częściowo. Pozostały stare ponad 70-letnie elementy żeliwne, jak kielich czy kolanko. Ponieważ remont był rozległy, nie było żadnych przeszkód, żeby odkuć wszystkie stare elementy, wymienić je na nowe i zrobić całą nową instalację… szczelną. Ale sąsiadka nie wyraziła na to zgody.
Próbując uwolnić się od problemu, zasięgnęłam opinii hydraulika. Powiedział, że być może przy wymianie u sąsiadki doszło do rozszczelnienia pionu i ustaliliśmy, że wymienimy kielich pod brodzikiem u mnie, od strony mojego mieszkania. Pozwoliłam częściowo zrujnować swoją nowiutką łazienkę, którą robiłam półtora roku wcześniej. Robotnicy skuli płytki, odkuli stary kielich – mam to zdjęciach – i wymienili go na nowy, nowoczesny i bezzapachowy. Ale jest w stropie jeszcze taki łącznik pomiędzy mną a sąsiadką i hydraulik zapytał, czy to odkuwamy, czy zostawiamy. Napisałam SMS-a do administratora, który od początku informowany jest o problemie z zapytaniem, co robimy. Przyjechał, zobaczył i zdecydował, że resztę zostawiamy tak, jak jest, „bo sąsiadka ma już zabudowany sufit”. Jedynym zmartwieniem administratora było to, żeby woda do sąsiadki się nie nalała, bo sąsiadka ta jest notabene w zarządzie Wspólnoty Mieszkaniowej.
Remont pionu kanalizacyjnego jest w zakresie obowiązków wspólnoty mieszkaniowej, więc sąsiadka nie ponosiła z tego tytułu żadnych kosztów – ani materiałów, ani robót. Ale jednocześnie nie pozwoliła wymienić całej instalacji, zostawiła stare ponad 70-letnie żeliwne elementy w postaci kolanek i kielichów, co według mnie jest nieracjonalne i dziwne.
Rozmawiałam ze znajomym hydraulikiem, który powiedział, że w zasadzie nie łączy się plastiku ze starym żeliwem, bo żeliwo jest bardzo kruchym materiałem, tym bardziej już takie wiekowe i może dojść do pęknięć czy mikro uszkodzeń, a zapachu z kanalizacji pod wpływem ciśnienia w rurach nic nie powstrzyma, zawsze sobie znajdzie ujście. Zasugerował też, że być może trzeba przyjrzeć się wentylacji
Zgłosiłam sprawę do Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w Częstochowie. Przyszedł inspektor na kontrolę i o dziwo nawet nie poszedł do sąsiadki na dół. Przyszedł do mnie i szukał przyczyny w moim mieszkaniu, a nie u sąsiadki, gdzie był wykonywany remont – tłumaczy pani Ela.
Niczym za króla Ćwieczka
Jedno jest pewne. Żadna z osób zaangażowanych w sprawę pani Eli nie chciałaby przebywać w jej mieszkaniu przy ulicy Słowackiego 8. Stare budownictwo doceniane przez znawców z powodów architektonicznych, jest często pełne niespodzianek. Nawet fani tego typu budownictwa przyznają, że wystające rury i inne elementy instalacji szpecą wnętrza, a problemy z wentylacją prowadzą do przenoszenia zapachów między mieszkaniami.
Nie inaczej jest z mieszkaniem naszej bohaterki.
– 10 lat temu zgłaszałam administratorowi, że mam problem z wentylacją w mieszkaniu. Dawniej u mnie była tak sprawna wentylacja, że po nogach mi ciągnęło. Coś się jednak stało i powietrze już nie krąży tak dobrze. Okna często mi się zaparowywały, lustra w łazience także, a zapachy od sąsiadów czułam i czuję w kuchni do tej pory. Zgłaszałam to wielokrotnie kominiarzom. Jeden z nich 10 lat temu zadymił komin wentylacyjny w łazience i w kuchni, i napisał pismo do administratora, informując że wentylacja nie jest sprawna. Dokument złożył także do Powiatowego Inspektoratu Budowlanego w Częstochowie.
W 2016 roku przyszedł inny kominiarz i ja mu mówię o problemie z wentylacją. Zostało to zbagatelizowane. To samo ma miejsce w 2020 roku – znów jest bagatelizowane.
Mamy rok 2025, a ja żyję przy ciągle rozszczelnionych oknach. Oprócz nawiewek, które mam otwarte i w zimie i w lecie oczywiście, cały czas.
A najśmieszniejsze jest to, że w kuchni cały czas czuję zapachy z innych mieszkań. Szczególnie przy zmianie pogody, niskim ciśnieniu. Kiedy idzie na deszcz sytuacja się pogarsza. Jak sąsiadka na parterze, niekoniecznie w tym samym co ja pionie – smaży rybę, to u mnie czuć. Czuję też papierosy, których sama nie palę. Kominy są z cegły dziurawki, mają ponad 70 lat. Przecież te kominy się nie odmłodziły, one w dalszym ciągu ulegają erozji. Ostatnio był u mnie kominiarz. Sprawdzał wentylację w kuchni przy wszystkich otwartych na oścież oknach. Kółko w przyrządzie do kontroli ruchu powietrza nie kręciło się. Zapytałam dlaczego? „Bo jest za ciepło” – usłyszałam w odpowiedzi. Ja już nic z tego nie rozumiem, bo albo jest za ciepło albo za zimno, albo za niskie ciśnienie albo za wysokie. Czuję się jak ofiara pogody.
I na koniec wisienka na torcie… urzędnicy.
Opinię kominiarza sprzed 10 lat o tym, że w moim mieszkaniu jest wadliwa wentylacja przekazałam inspektorowi z nadzoru budowlanego, ale on jej nie uwzględnił w swoim protokole. Daję mu więc pismo do ręki, a on go nie przyjmuje. Więc je dosyłam. Proponuję, żeby poszedł do sąsiadki i obejrzał jej łazienkę. Odmawia, mówi, że to bezcelowe. Żeby zobaczył, jak firma zewnętrzna zrobiła wyprowadzenie tych zapachów z pionu kanalizacyjnego. Nie idzie, twierdzi, że „nie ma czasu”
O dziwo dostałam opinię po kontroli z nadzoru budowlanego i tu niespodzianka. Opinia kominiarza sprzed 10 lat jest w ogóle nieistotna, bo inny kominiarz stwierdził, że teraz jest ok. Widocznie samo się naprawiło
Od decyzji Powiatowego Inspektoratu Budowlanego w Częstochowie złożyłam skargę do Wojewódzkiego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w Katowicach. Sprawa jest w toku
Bardzo prawdopodobne, że sprawa będzie musiała się skończyć w sądzie i oby nie trzeba było skuwać dwóch łazienek.
A ja bardzo tęsknię za moim przytulnym, pachnącym wyłącznie kawą i perfumami mieszkankiem – mówi pani Eli.
Tygodnik 7 dni wystąpił do administratora wspólnoty mieszkaniowej bloku przy ulicy Słowackiego 8 z prośbą o przedstawienie stanowiska zarządcy. Do chwili publikacji, nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
Renata R. Kluczna

4 komentarzy
Nie bez przyczyny:
Ranking najsmutniejszych miast w Polsce 2025
—
1. Łódź – Stolica wyludnienia
Łódź od lat jest symbolem polskiego „smutku miejskiego”. Miasto traci mieszkańców szybciej niż jakiekolwiek inne w kraju – tysiące osób wyprowadzają się co roku, szukając lepszej pracy i jakości życia. Do tego korki, chaos komunikacyjny i wciąż duże kontrasty między centrum a biedniejszymi dzielnicami. Łódź otwiera niechlubny ranking.
—
2. Częstochowa – Miasto pielgrzymek, miasto frustracji
Mimo duchowej roli Jasnej Góry, mieszkańcy Częstochowy mają coraz mniej powodów do uśmiechu. Według danych demograficznych liczba ludności systematycznie spada, a młodzi wyjeżdżają do większych ośrodków. W sondażach o jakości życia Częstochowa wypada blado – narzekania dotyczą komunikacji, braku perspektyw zawodowych i marazmu w radzie miasta.
—
3. Bytom – Śląska codzienność w ruinie
Bytom od dekad boryka się z kryzysem – zamykane kopalnie, ubożenie społeczeństwa, problemy z infrastrukturą. Wizerunek miasta psują też zaniedbane kamienice i poczucie, że Śląsk traci dawny blask.
—
4. Katowice – Smog i ucieczka mieszkańców
Choć Katowice są sercem Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, mają swoje cienie. Smog, hałas, korki i odpływ mieszkańców sprawiają, że coraz więcej ludzi postrzega stolicę Śląska jako miasto trudne do życia na co dzień.
—
5. Sosnowiec / Zabrze – Wieczny problem peryferii
Miasta Zagłębia i Śląska nadal walczą ze stygmatem biedy i zaniedbania. W rankingach zamożności per capita wypadają fatalnie, a mieszkańcy czują, że tkwią w miejscu.
Administratorem budynku przy Słowackiego 8 jest firma MEGABUD z ulicy Dekabrystów 68|76 .Kiedyś to była bardzo dobra firma,
starali się, ale to było dawno temu jak mieli mniej bloków do administrowania. Obecnie ilość budynków którymi administrują nie
przekłada się na jakość którą oferują w umowach. Standardy i uczciwość MEGABUDu ulotniły się niczym te fekalia, które śmierdzą w mieszkaniu naszej sąsiadki.
Kompletna paranoja. Zastanawia mnie jak wykonawca, w tym przypadku hydraulik i administrator budynku pozwalają na taką fuszerkę, co będzie, jak kiedyś te pozostawione stare części zaczną przeciekać, zaleją mieszkanie, kto i za czyje pieniądze będzie je wymieniał? Totalna niegospodarność i głupota. Są jakieś zasady w takiej robocie. Przecież to tykająca bomba z opóźnionym zapłonem
Alternatywy 8 tak powinna nazywać się nasza wspólnota,szkoda że nie żyje Stanisław Bareja bo scenariusz do dalszych odcinków filmu miałby gotowy. Walduś Kowalik to taki serialowy anioł {szkoda że za nasze pieniądze } szczególne podziękowania należą mu się za remont klatek schodowych. Dziury w poręczach tak ładnie się do nas uśmiechają, zmieniły tylko kolor z brązowych na szare,
tandetne oświetlenie {najtańsza chińska tandeta jaką można było kupić} to samo dotyczy skrzynek elektrycznych, zamalowane dziury w parapetach i cokołach, krzywe ściany i niemal czarny marmolit, który sprawia wrażenie jakby nas pogrzebano za życia.
Zniszczone lastryko ,brudne skrzynki na listy, domofony i wspomnienie tych pijanych fachowców snujących się przez 9 miesięcy po naszym budynku i to wszystko za 400 tysięcy. A wracając do artykułu, pani Elu wyrazy współczucia, proszę się nie podawać i walczyć o swoją własność i swoje prawa. Pozdrawiam serdecznie.