Czy istnieje narodowość śląska? Tu osobiście nie mam żadnych wątpliwości: istnieje, skoro są ludzie (nieważne czy tysiące, czy setki) deklarujący tak swoja przynależność. Co więcej: uważam, że nie ma w Polsce instytucji, która mogłaby zakazać (lub odwrotnie: zalegalizować) istnienie narodowości. Określenie własnej tożsamości należy, moim zdaniem, do tych rodzaju wolności, które przynależą każdemu człowiekowi, tylko z tego tytułu, że jest człowiekiem. Rzecz jest jednak warta szerszego rozpatrzenia. Co to jest naród? Przy wielości definicji i ogromie odwołań naród wciąż pozostaje wspólnotą niedookreśloną. Rozumieć go można w sposób przynajmniej dwojaki. Czytamy w konstytucji słowa „my Naród Polski” i przyjmujemy je jako określenie wspólnoty wszystkich obywateli Rzeczypospolitej, bez względu na to, jakim mówią językiem, kim byli ich rodzice, jaka jest ich rasa czy wyznanie. Do tej wspólnoty należy na tych samych prawach Krakus z dziada, pradziada, jak i pochodzący z Nigerii piłkarz, któremu Prezydent RP nadał polskie obywatelstwo. Druga definicja ma swoje oparcie formalne w ustawie o mniejszościach narodowych. A więc przyjmuje się, że naród jest wspólnotą języka, tradycji i zwyczaju; a zatem społecznością porozumiewającą się tym samym językiem i kodem kulturowym, odwołującą się do wspólnego wszystkim dziedzictwa, uznającą wspólne wartości, szanującą tworzące wspólnotowość tradycje. Ustawa o mniejszościach akcentuje język, kulturę i tradycje jako spoiwo i dodaje świadomość własnej historycznej wspólnoty. Ponieważ członek zdefiniowanej w ustawie o mniejszościach narodowych wspólnoty jest także obywatelem polskim, mamy swoistą „wielość w jednym”: w konstytucyjnym „my Naród Polski” zawiera się każdy naród określony w ustawie o mniejszościach. Nie wyczerpuje to bynajmniej problemu prawnego. Konstytucyjny „my Naród Polski” bazuje na obywatelstwie; istnieje zatem jakiś rodzaj przymusu i wyłączności. Człowiek rodzi się obywatelem polskim i dopóki się tego obywatelstwa nie wyrzeknie, jest Polakiem i z tego tytułu korzysta z przysługujących mu praw i ponosi na rzecz wspólnoty obowiązki. Obowiązki owe sprowadzają się do trzech sfer: aktywnego udziału w życiu publicznym wspólnoty, ponoszenia ciężarów (podatków) na rzecz realizacji zadań wspólnych oraz gotowości do obrony własnego kraju. Zakres tych obowiązków określa wyłączność: nie można być lojalnym obywatelem dwóch państw. W takim bowiem przypadku staniemy przed nierozwiązywalnym dylematem lojalności: co w sytuacji gdy nasze Ojczyzny wejdą w konflikt zbrojny? Druga definicja narodu: wspólnota języka, tradycji, kultury (dodajmy też w ślad za Scrutonem: partnerstwo żywych, umarłych i nienarodzonych – by podkreślić ciągłość historyczną) z założenia wymaga świadomości przynależności. Zatem przynależność do takiej wspólnoty narodowej jest dobrowolnym wyborem. Nikt nie może nam narzucić narodowości. Za gwałt i niesprawiedliwość uznawaliśmy „niemczenie” czy „rusyfikacje” Polaków w czasie zaborów; podobnie za gwałt uważano „polszczenie” Ukraińców w czasie II Rzeczpospolitej. Nie można takowego narzucania tłumaczyć pochodzeniem danej osoby. Sami z dumą szczyciliśmy się dobrowolnym wyborem polskości przed osobami o innej narodowości: Czecha Jana Matejki, Niemca Samuela Lindego itd. Przyjmujmy za rzecz oczywistą i prawo kardynalne: każdy jest tym, za kogo się uważa. Nie można nikogo zmuszać do przyjęcia określonej narodowości, tak jak nie można narzucać określonej religii. Dobrowolność łączy się tu dodatkowo z innym prawem: prawem do beznarodowości i prawem wielonarodowości. Nie można być lojalnym obywatelem dwóch państw, bo z obywatelstwem wiążą się określone przepisami prawnymi obowiązki. Obowiązki wobec narodu narzuca tradycja, może być sytuacja, że część takowych dobrowolnie przyjmujemy, części nie. Zastanówmy się, jak wielu z nas dba o czystość języka polskiego czy łoży datki na ochronę dziedzictwa kulturowego; jeżeli tego nie robimy i tak nikt nam nie zarzuci, że odrzuciliśmy przez to polską narodowość. Wielonarodowość jest cechą obszarów pogranicza, a tym samym cechą Europy Środowej. Tak jak nie wolno od dziecka wymagać, by bardziej kochało mamę czy tatusia; tak ze zrozumieniem musimy przyjmować sytuacje „graniczne” (matka Polka, ojciec Niemiec, miejsce zamieszkania Wlk. Brytania). Pisał o tym przed wojną Jan Baudouin de Courtenay („W kwestii narodowościowej” wykład z 1924 r.): „mieszkając bądź to na pograniczu etnograficznym dwóch narodowości, bądź też w dzielnicy etnograficznie i narodowo mieszanej, można nie tylko mówić od samego początku dwoma językami, ale także brać udział w życiu kulturalnym jednej i drugiej narodowości i czuć się kulturalnie solidarnym z jedną i drugą narodowością, a nawet kochać i miłować twórczość kulturalną i jednej, i drugiej narodowości.. Z jakiego powodu ma człowiek we własnej duszy toczyć zaciętą walkę i, należąc nie tylko obiektywnie, ale także subiektywnie do dwóch zbiorowisk narodowych, np. do żydowskiego i do polskiego, albo też do litewskiego i polskiego, jako Żyd lub Litwin nienawidzić w sobie samym Polaka albo też jako Polak nienawidzić w sobie samym Żyda lub Litwina? Tylko takie obmierzłe czasy jak nasze zmuszają ludzi do staczania takich tragicznych walk we własnej duszy”. Taki pogląd zderzył się przed wojną z innym, wyrażonym najdobitniej przez Romana Dmowskiego „Polityka narodowa musi czuwać nad składem narodu pod względem pochodzenia, nie dopuszczać do tego, ażeby go zalewały w zbyt wielkiej liczbie pierwiastki obce, wnoszące z sobą obce instynkty, przywiązania, pojęcia i wierzenia. Musi dążyć do tego, żeby te obce pierwiastki, które w naród wsiąkają, nie tylko asymilowały się powierzchownie, ale żeby się z nim moralnie zespalały, musi bronić naród przeciw zdobywaniu w nim większego wpływu przez żywioły, które moralnie z nim zespolić się nie mogą, musi je o ile możności eliminować”. Przyjmijmy jednak, że skoro uznajemy wolność w wyborze narodowości, to bliższe nam powinny być słowa Jana Baudouin de Courtenay – kandydata mniejszości narodowych na stanowisko Prezydenta RP w 1922 r. Co wynika z bycia Ślązakiem? Przyjęcie, że możliwa i naturalna jest wielonarodowość, a dodatkowo założenie, iż opcja narodowa nie zwalnia żadnego obywatela Rzeczpospolitej z bycia członkiem wspólnoty konstytucyjnej; otwiera tu różne perspektywy. Można być Ślązakiem, można być Ślązakiem i Polakiem, można być Ślązakiem Niemcem lub Czechem; a w każdym z tych przypadków można być lojalnym obywatelem Rzeczpospolitej. Lojalność obywatelska jest stanem opisanym prawem; tak jak nie podejrzewamy z góry każdego o bycie przestępcą, tak nie możemy bez dowodów obwiniać, że przynależność narodowa równa się nielojalności wobec państwa. Mamy szereg doświadczeń pozytywnych. Umożliwienie udziału w życiu politycznym mniejszości niemieckiej skutkowało umocnieniem lojalności propaństwowej tej grupy społecznej. Dobrze ocenić można aktywność mniejszości w zarządzaniu sprawami wspólnymi gmin, powiatów i województwa opolskiego; lojalne wobec interesów państwa jest także zachowanie posłów z mniejszości w Sejmie RP. Ustawa o mniejszościach narodowych jest tworem prawnym dalekim od doskonałości.