W lipcu 2026 roku doszło do największego rozłamu w historii Prawa i Sprawiedliwości. Ponad 30 parlamentarzystów opuściło szeregi partii po tym, jak nie podpisali tzw. lojalek – oświadczeń zakazujących przynależności do stowarzyszenia Mateusza Morawieckiego „Rozwój Plus”. Według doniesień medialnych grupa rozłamowców wciąż się powiększa i dziś liczy około 40 posłów i senatorów. Z regionu częstochowskiego jako pierwszy do Morawieckiego dołączył zawieszony w prawach członka PiS, poseł Szymon Giżyński. Zaraz po nim u Morawieckiego zameldował się senator Ryszard Majer. Zapewne rozłamowcy zdają sobie sprawę, że ich powrót na łono PiS może być niemożliwy. Jarosław Kaczyński słynie z tego, że nie wybacza nielojalności, którą traktuje jako osobistą zdradę i zagrożenie dla jedności prawicy. Dla prezesa osłabienie PiS-u w tak trudnym dla partii momencie jest ostatecznym zerwaniem mostów, co oznacza dla Morawieckiego i pozostałych buntowników bilet w jedną stronę.
Opuszczenie szeregów matki-partii przez Szymona Giżyńskiego nie zaważy na pozycji PiS-u w regionie częstochowskim. Odchodzący do lamusa architekt częstochowskiej prawicy od co najmniej kilku lat tracił realne wpływy na rzecz posłanki Lidii Burzyńskiej, która skutecznie zdymisjonowała Giżyńskiego z funkcji szefa struktur lokalnych. Jego lipcowe zawieszenie w prawach członka przez Jarosława Kaczyńskiego ostatecznie przypieczętowało ten proces. Przejście wieloletniego posła do klubu „Rozwój Plus” Mateusza Morawieckiego należy więc traktować raczej jako krok defensywny i próbę ratowania własnej kariery niż jako potężny cios strukturalny, który mógłby zachwiać i tak słabą pozycją Prawa i Sprawiedliwości na lokalnej scenie politycznej. Szklany sufit nigdy nie został w Częstochowie rozbity. Mimo wiernego elektoratu, PiS regularnie przegrywał kluczowe starcia – zarówno w wyborach na prezydenta Częstochowy, jak i do rady miasta, mimo że wprowadził najwięcej radnych. Szymon Giżyński przez lata rządów na częstochowskiej prawicy nie uczył się na błędach lub nie chciał.
Jeszcze gorzej sytuacja wygląda w przypadku senatora Ryszarda Majera, który w tej kadencji stał się praktycznie niewidoczny dla lokalnych wyborców. Podobnie jak Szymon Giżyński, Ryszard Majer zdecydował się opuścić klub PiS i dołączyć do Stowarzyszenia „Rozwój Plus” Mateusza Morawieckiego. Jego polityczny transfer nie wynika jednak z pozycji siły, a raczej z próby ratowania gasnącej kariery w parlamencie. Dla częstochowskich struktur PiS utrata tak pasywnego senatora nie będzie żadnym odczuwalnym ciosem, a jedynie naturalnym oczyszczeniem pola dla nowych, bardziej zaangażowanych działaczy.
Wszyscy, którzy chcą pozostać w polityce, a przyłączyli się do Stowarzyszenia „Rozwój Plus” lub zamierzają to zrobić łącznie z Mateuszem Morawieckim będą zmuszeni zmierzyć się z gigantycznymi wyzwaniami: budową struktur od zera, niedoborem silnych działaczy oraz brakiem państwowych pieniędzy na finansowanie kampanii wyborczej, która już za niewiele ponad rok.
Krążą pogłoski, że inni działacze częstochowskiego PiS-u, w tym radni miasta, rozważają dołączenie do Morawieckiego. Szukają nowego bytu politycznego, ale boją się ryzyka. Mówi się o liczbie nawet 40 osób.
Sondaże dla Stowarzyszenia „Rozwój Plus” nie są wcale porywające (5,3 %), a jednocześnie paraliżuje ich strach przed utratą bezpiecznego zaplecza matki-partii. Zamiast buntu wolą czekać, by ucieczka z PiS-u nie okazała się politycznym samobójstwem. Lokalnym działaczom bardziej odpowiadał spokój sprzed lat, którego gwarantem był ekslider PiS-u Szymon Giżyński niż rewolucyjne zmiany nowej szefowej Lidii Burzyńskiej. Jej parcie do zmiany pozycji PiS-u w regionie i bezkompromisowe decyzje, jak choćby zaangażowanie struktur w referendum w Częstochowie, wywołały głęboki opór i potężny konflikt w partii. Wielu lokalnych działaczy nie chce odnaleźć się w nowej rzeczywistości politycznej, dlatego zamiast dostosować się do wizji nowej liderki, wolą szukać politycznego azylu w otoczeniu Mateusza Morawieckiego.
Odejście Szymona Giżyńskiego i Ryszarda Majera czy ewentualnie innych działaczy PiS do Mateusza Morawieckiego wiąże się z dużym ryzykiem, co potwierdza historia prawicowych rozłamów. Przez ostatnie 20 lat buntownicy zazwyczaj kończyli w politycznym niebycie lub wracali do partii na warunkach Jarosława Kaczyńskiego.
Przykłady z przeszłości:
Marek Jurek (2007): Odszedł z powodów światopoglądowych i założył Prawicę Rzeczypospolitej. Partia istnieje w śladowych ilościach. Jurek natomiast wrócił do wielkiej polityki dopiero w 2014 roku z list PiS.
Rozłamowcy z 2007 roku (Ujazdowski, Sellin, Polaczek): Ich projekt Polska Plus poniósł klęskę. Sellin i Polaczek wrócili do PiS, a Ujazdowski związał się z obecną koalicją rządzącą (dziś Trzecia Droga).
Polska Jest Najważniejsza (2010): Formacja stworzona przez twórców kampanii prezydenckiej Jarosława Kaczyńskiego (m.in. Kluzik-Rostkowska, Kowal, Kamiński, Bielan) zdobyła w wyborach w 2011 tylko 2% głosów i się rozpadła. Większość trafiła do KO lub PSL, a do obozu PiS wrócił jedynie Bielan.
Solidarna Polska (2011): Zbigniew Ziobro i Jacek Kurski zostali usunięci z PiS. Po słabym wyniku w wyborach europejskich w 2014 roku (poniżej 4%) porzucili samodzielne starty i rok później wrócili na listy PiS w ramach Zjednoczonej Prawicy.
Renata R. Kluczna



