WESPRZYJ TYGODNIK 7 DNI NA ZRZUTKA.PL

Skontaktuj się z nami!

Reklama

To jest miejsce na Twoją reklamę

Kontakt

Tygodnik Regionalny 7 dni

Al. Wolności 22 lok. 12
42-217 Częstochowa

Redakcja

tel. 34 374 05 02
redakcja@7dni.com.pl
redakcja7dni@interia.pl

Biuro reklamy

tel. 34 374 05 02
kom. 512 044 894
marketing7dni@gmail.com
redakcja7dni@interia.pl

Edit Template

Referendalny zryw = totalna porażka prawicy

– Czy uważa pan, że pana inicjatywa referendalna była błędem?
– Teraz uważam, że to był błąd. W innych kategoriach nie można tego rozważać. Chociaż jeszcze w sierpniu wszystko wyglądało bardzo optymistycznie, prognozy były dobre – mówi Dariusz Goliszek inicjator referendum.

Niech nam Jarosław Kaczyński, szef PiS-u i Sławomir Mentzen z Konfederacji nie mydlą oczu w mediach krajowych o tym, że jakoby są opozycją wobec koalicji Tuska, Czarzastego, Kamysza i Hołowni. Dowodem gry pozorów jest porażka referendum w Częstochowie, a w zasadzie aż trzech referendów, które – co dziś wiemy – udać się nie mogły, a może i nie miały. Bezgraniczny chaos i amatorszczyzna lokalnych formacji narodowo-prawicowych sugerują bezmyślność albo sabotaż.
Cierpki przekaz o fiasku referendalnym w Częstochowie poszedł w świat z mediów ogólnopolskich. Na więcej pozwoliły sobie lokalne, nie szczędząc słów krytyki pod adresem organizatorów inicjatywy. Jednak dopiero internauci mieli używanie, co jednym zdaniem podsumował Piłsudski: „Wam kury szczać prowadzać, a nie politykę robić”. To, że częstochowska prawica poniosła sromotną klęskę – okazuje się być problemem drugorzędnym. Inicjatorzy referendum skutecznie zabili nadzieje wszystkich mieszkańców Częstochowy na zmianę na lepsze, po wyniszczających miasto rządach Lewicy. Referendum miało być niczym otwarcie drzwi zatęchłego pokoju, z którego od lat cuchnie kumoterstwem, dyletanctwem, chciwością, cwaniactwem, pogardą i nieróbstwem.
Teraz nie pozostaje nic innego, jak analiza błędów, krok po kroku po to, by na niechlubnym przykładzie Częstochowy stworzyć poradnik: Jak referendum robić nie wolno.

Cóż to miało nie być…

Pierwszym, który zasiał w częstochowianach myśl o referendum przeciwko prezydentowi Krzysztofowi Matyjaszczykowi (Lewica) był Piotr Pałgan (związany z partią Razem Zandberga), lider Grupy Elanex. Pałgan zasłynął z recenzowania w internecie tematów budzących społeczne emocje i tym samym zasłużył – zdaniem złośliwców – na miano pieniacza. Akcje propagandowe muszą iść w parze ze skutecznością, a tego Pałganowi brak. Grupa Elanex wywołała burzę w szklance wody m.in. protestując w obronie częstochowskiego dworca PKP, w trakcie jego rozbiórki. Już wiosną, rok po wyborach samorządowych pojawiły się pierwsze wypowiedzi Pałgana o zmianie władzy. W czerwcu w Radiu Jura, lider Grupy Elanex zapowiedział wsparcie działań, które mają doprowadzić do referendum w sprawie odwołania prezydenta Częstochowy: „Czemu u nas dopiero teraz w ogóle taka inicjatywa się tworzy? To jest oczywiście inicjatywa już spóźniona, bo powinno to się odbyć pewnie parę lat temu, ale co się odwlecze, to nie uciecze. Myślę, że mamy szansę, aby jesienią czy na początku przyszłego roku rzeczywiście już odwołać prezydenta, który po prostu nie radzi sobie z zarządzaniem miasta.” Na reakcję partii Razem nie trzeba było długo czekać. Lokalne władze formacji Zandberga, Barbara Słania p.o. zarządu okręgu częstochowskiego Razem i Martin Saczek pełnomocnik zarządu, wydali oświadczenie dla mediów, by nie utożsamiać partii Razem z Grupą Elanex i z jej inicjatywą referendalną. Zaraz potem doszło do reakcji łańcuchowej. To nie Pałgan, od dawna zapowiadający referendum, złożył wniosek do komisarza wyborczego, a Dariusz Goliszek. Komplikacji dopełniła ekipa Matyjaszczyka zapowiadając, że „chce wybudować piłkarski stadion dla Rakowa na terenie dawnego Elanexu”.

O wypowiedź w sprawie referendum, redakcja 7 dni zwróciła się do Piotra Pałgana, lidera Grupy Elanex – rozmowa z czwartku na dzień przed ogłoszeniem fiaska referendalnego.

– Jakie było pana zaangażowanie w akcję referendalną?
– Naszego zaangażowania tutaj nie było, nie zbieraliśmy podpisów, dlatego że inny podmiot – pan Dariusz Goliszek, podjął się zbiórki podpisów. Później dołączył do niego pan Tomasz Stala. Przede wszystkim myśmy nie koordynowali tej zbiórki, nie organizowaliśmy jej, nie my za to odpowiadamy.

– A dlaczego pan nie dołączył?
– Po prostu zwątpiliśmy, czy pan Goliszek to zbierze, szczerze mówiąc wydało nam się to nierealne. Baliśmy się po prostu, że pan Goliszek skompromituje ideę referendum. Przyjęliśmy założenie, że jeżeli nie zbiorą podpisów, to zostawimy sobie furtkę i zrobimy to [referendum] za kilka miesięcy.
Myśmy się z panem Goliszkiem oczywiście spotkali, jak on to ogłosił, chcieliśmy go przekonać, żeby poczekał, żeby to [wniosek referendalny] umarło śmiercią naturalną i żebyśmy to razem zrobili za jakieś dwa, trzy miesiące.
Absolutnie nie chodziło o żadne ambicje, tylko żebyśmy to zdążyli przygotować – gazetki, reklamy, ludzi i tak dalej. Pan Goliszek odmówił, powiedział, że wyszedłby na niepoważnego, gdyby się wycofał.
Natomiast na drugi dzień, dokładnie po naszej rozmowie wyskoczył Tomasz Stala [Konfederacja] z konferencją prasową i buńczucznie zapowiedział kolejne dwa referenda.

– Mimo wszystko nie rozumiem. Był pan pierwszą osobą, która mówiła publicznie o referendum. Był pan wręcz inicjatorem medialnym, społecznym tej akcji na wiele, wiele miesięcy przed Goliszkiem. A potem się pan do tego referendum nie włączył...
– Pani redaktor, przede wszystkim ja też nie jestem sam, jesteśmy grupą różnych osób, z którymi rozmawialiśmy o referendum, którzy mieli to z nami robić. Skoro my to robimy i ludzie typu aktorzy z teatru, z filharmonii, to musi to mieć ręce i nogi. W żadnym momencie nie mówiliśmy, że jesteśmy przeciw, absolutnie nie. Natomiast uznaliśmy, że jeżeli referendum by się odbyło i by się nie udało, to znaczy nie byłoby frekwencji, to jest to do zaakceptowania. Ale nie może być sytuacji, że zbieramy podpisy i nie zbierzemy potrzebnej ilości, bo to byłby naprawdę wstyd.
To musi być przygotowane tak, że jest sponsor jeden, drugi, musi być harmonogram zbiórek, muszą być reklamy – wszystko po to, by zebrać te podpisy. A tu facet wyskakuje jak Filip z konopi i zgłasza do komisarza inicjatywę referendalną.
Ktoś od nas powiedział, że istnieje ryzyko, że się włączymy w zbiórkę, zbierzemy te podpisy, a później pan Goliszek nie zaniesie ich do biura wyborczego, bo zapomni. Nie chcieliśmy angażować ludzi, nie mając żadnego wpływu na to, co się później z tym podpisami stanie.
A propos Elanexu, to [wykup terenów zakładu] nie miało wpływu na nasze niewłączenie się w zbieranie podpisów. Przecież my nie chcemy, żeby Matyjaszczyk zbudował tam stadion.

Bohater – antybohater

Dariusz Goliszek to artysta malarz, nauczyciel w częstochowskim plastyku. Są tacy, którzy kojarzą go z zamiłowania do szachów. Co jak co, ale zacięcia politycznego mu brak. Nieskończoną ilość razy Goliszek próbował dostać się do struktur samorządowych. Kandydował na miejskiego radnego i na prezydenta Częstochowy – bezskutecznie. Podczas ostatnich wyborów nie udało mu się zarejestrować własnej listy wyborczej (Komitet Wyborczy Wyborców Darek Goliszek i przyjaciele) z powodu niewystarczającej liczby podpisów. Prób przeprowadzenia referendum też ma kilka na swoim koncie – przeciwko Matyjaszczykowi i straży miejskiej. W żadnej z tych inicjatyw nie osiągnął sukcesu.

Tym razem miało być inaczej. Dariusz Goliszek uaktywnił się na sesjach rady miasta Częstochowy, niczym nieco młodsza wersja Ryszarda Raczka. Mówił dużo i często, choć niekoniecznie na temat. Pokazywał się publicznie w zamówionej – specjalnie na tę okazję – koszulce z napisem: Referendum 42-200 2025. I chociaż Goliszek był drugą osobą po Pałganie, która ostentacyjnie nawoływała do referendum – nie był traktowany poważnie… do czasu.

18 sierpnia „świat” obiegła wiadomość, że wniosek o wystąpienie z inicjatywą przeprowadzenia referendum w sprawie odwołania prezydenta Częstochowy Matyjaszczyka złożył do komisarza wyborczego nie kto inny, jak… Dariusz Goliszek.

Wszyscy, którym leży na sercu dobro miasta wstrzymali oddech i w osłupieniu trwali prawie dwie doby. Środowiska społeczno-polityczne, które miały chrapkę na tytuł „twórcy” referendum i planowały na jesień budowę komitetu referendalnego przeżyły szok i niedowierzanie. Ubiegł ich artysta – szachista. Ruch Goliszka miał jednak wielopłaszczyznowe następstwa. Po pierwsze, oskarżano go o celowe – na rzecz Lewicy, bo nieprzemyślane działanie, bez planu i strategii. Po drugie, Goliszek nie miał konkretnych ustaleń z innymi środowiskami. Po trzecie, jego komitet referendalny trącił myszką. Grupę ekscentryków w podeszłym wieku, z Goliszkiem na czele tworzyli: Grażyna Frankiewicz-Kabzińska, Jadwiga Grabarczyk, Jadwiga Hajdas, Janusz Karczewski i Jerzy Zimny. Najpoważniejszym z grzechów szachisty był jednak całkowity brak świadomości o skali przedsięwzięcia, który bierze na swoje barki inicjator referendum – od finansowego, po zasoby ludzkie. Ani jednym ani drugim Goliszek nie dysponował. Do zadań inicjatora należało zebranie 16 tysięcy podpisów, przeprowadzenie morderczej i kosztownej kampanii referendalnej, a na koniec przekonanie do uczestniczenia w referendum niemal 47 tysięcy mieszkańców Częstochowy, z czego ponad połowa musiałaby opowiedzieć się za odwołaniem prezydenta Matyjaszczyka, by referendum stało się skuteczne.

W sierpniu, nasza redakcja kilkukrotnie rozmawiała z Dariuszem Goliszkiem. Mówił wówczas: „Dajmy sobie, jako mieszkańcy szansę na zmianę. Referendum z 2009 roku zakończyło się odwołaniem prezydenta, więc idąc tym śladem uda się i teraz. Dziś uważam, że potrzebny był impuls, jeden cel – odwołanie Matyjaszczyka. Liczę na aktywność obywatelską.” Goliszek fantazjował o zrywie społecznym, na wzór powstania kościuszkowskiego. Marzyła mu się rola lokalnego bohatera, wyzwoliciela, o którym pieśni śpiewają i z książek nauczają. Ale Dariusz Goliszek to nie Tadeusz Kościuszko.
Po miesiącu zbierania podpisów na „kwadratach”, szachista musiał poddać się zabiegowi w szpitalu. Od tej chwili grupa inicjatywna Goliszek i przyjaciele przestała aktywnie zbierać podpisy.
Faktem jest, że zdrowotna przypadłość Goliszka nie mogła się mu w lepszym momencie przytrafić.

O wypowiedź w sprawie referendum redakcja 7 dni zwróciła się do Dariusza Goliszka, inicjatora i pełnomocnika referendum – rozmowa z czwartku na dzień przed ogłoszeniem fiaska referendalnego.

Z mojej wiedzy wynika, że podpisów brakuje, mimo że dostał pan w prezencie od losu dodatkowe trzy dni na uzupełnienie brakujących kart.
– Nadzieja jeszcze jest. Może jeszcze da się coś zrobić. Mnie stan zdrowia wyłączył z działania, ale jeszcze broni nie składam.

Podpisów jednak brakuje. Co nie zagrało?
– W ilości osób zbierających podpisy, gdyby było ich więcej, to byłoby podpisów więcej.

A czyja to wina?
– No moja, nie będę szukał winnych w koło, skoro sam byłem inicjatorem. Moja wina.

A pamięta pan, jak pytałam na początku akcji, czy macie ludzi do zbierania podpisów?
– Moja decyzja wynikała z faktu kilkumiesięcznych rozmów i sondaży, a jak przyszło co do czego, to jeden nie ma czasu, inny się boi itd.

Idea referendalna legła w gruzach i została zablokowana na długie lata. I co teraz…?
– Pomysł pewnie będę miał, ale najpierw muszę dojść do siebie i może jeszcze coś uda się zrobić.

Czy uważa pan, że pana inicjatywa referendalna była błędem?
– Teraz uważam, że to był błąd. W innych kategoriach nie można tego rozważać. Chociaż jeszcze w sierpniu wszystko wyglądało bardzo optymistycznie, prognozy były dobre.

Niczym cwana gapa

8 dni po tym, jak Dariusz Goliszek złożył wniosek do komisarza wyborczego w sprawie referendum (nr 1) przeciwko lewicowemu prezydentowi Częstochowy, do akcji wkroczyła Konfederacja. Przed budynkiem dawnego urzędu wojewódzkiego przy Sobieskiego zorganizowano widowiskową konferencję prasową, na której prócz Tomasza Stali, prezentacji nowych inicjatyw referendalnych dokonali: Łukasz Bodanka, Michał Kałka Krzysztof Froń, Tomasz Brymora, Marcin Barczynski. Dziennikarze dowiedzieli się, że właśnie do komisarza wyborczego trafił wniosek Konfederacji o przeprowadzenie referendum (nr 2) w sprawie odwołania rady miasta Częstochowy, a do urzędu miasta wniosek o referendum (nr 3) z pytaniem: „czy wyraża Pan/Pani sprzeciw wobec działań organów samorządowych i państwowych, zmierzających do ułatwiania osiedlania się w Częstochowie nielegalnych imigrantów lub korzystających z pomocy socjalnej”. Zawiązane komitety referendalne składały się z pełnomocnika Marcina Barczyńskiego oraz Krzysztofa Fronia, Joanny Kamińskiej, Artura Sokołowskiego, Tomasza Stali. Szczególnie osoba Sokołowskiego wywołała powszechną konsternację, gdyż wcześniej sympatyzował z Platformą Obywatelską, później z Prawem i Sprawiedliwością, a teraz uczucia przekierował na Konfederację.

Gdy trzecia siła polityczna w Polsce ustami swoich reprezentantów w terenie, publicznie zobowiązała się do przeprowadzenia referendów 2 i 3 oraz zadeklarowała wsparcie dla referendum 1 Dariusza Goliszka, szanse na sukces wzrosły z zera do prawie 100 procent. Rządząca miastem Lewica wpadła w panikę, bo bez stanowisk, które daje matka partia, jedyne na co mogliby liczyć to zasiłek z urzędu pracy. Sytuację lokalnej Lewicy komplikują krajowe sondaże, z których wynika, że za 2 lata (po wyborach parlamentarnych) władze w Polsce ponownie może przejąć PiS w konfiguracji z Konfederacją. Stąd deklaracja prezydenta Matyjaszczyka o wykupie terenów byłego Elanex-u pod budowę nowego stadionu częstochowskiego Rakowa czy zniechęcania mieszkańców do składania podpisów pod referendum przy użyciu złowrogich plakatów z hasłem „Uważaj na oszustów – chroń swoje dane osobowe”.

Niestety dość szybko okazało się, że lokalne struktury Konfederacji są nieliczne, niezorganizowane i niewyedukowane. Referendum imigranckie (nr 3) miało być lokomotywą dla referendów 1 i 2. Mieszkańcy już wielokrotnie wyrażali ostry sprzeciw w sprawie osiedlania w Częstochowie nielegalnych imigrantów. Konfederacja założyła, że tłumy, które przyjdą zagłosować przeciwko uchodźcom podczas referendum 3, przy okazji wezmą też udział w referendum 1 i 2 – przeciwko prezydentowi i radzie miasta.
Zamysł o przeprowadzeniu wszystkich trzech referendów w jednym terminie był tylko pozornie sprytny. Wszyscy wiedzieli, prócz Konfederacji, że jest skazany na niepowodzenie, bo niewykonalny. A wystarczyło przeczytać ustawę. Referenda 1 i 2, miały odwołać organy samorządu (prezydenta i radę). Za ich przeprowadzenie odpowiadał niezależny komisarz wyborczy. Natomiast zgodę na przeprowadzenie imigranckiego referendum 3 musieliby wyrazić miejscy radni, podejmując w tej sprawie uchwałę większością głosów. A że w radzie miasta, na 25 radnych aż 16-stu głosuje zgodnie z wolą prezydenta Matyjaszczyka, bo są w koalicji rządzącej miastem (Lewica wraz Platformą Obywatelską) – nigdy nie daliby zgody na przeprowadzenie referendum imigranckiego (nr 3). Jakby było, już się nie dowiemy, bo żadne referendum się nie odbędzie.

Od momentu, gdy Konfederacja zorientowała się (przypadkiem), że jej plan połączenia terminów referendów spalił na panewce – to jakby z działaczy ktoś spuścił powietrze. Z dnia na dzień było coraz gorzej, a osamotnienie Tomasza Stali (twarzy wszystkich trzech referendów), który jeszcze kilka tygodni wcześniej paradował na Sobieskiego w towarzystwie sporego grona kolegów z Konfederacji – stało się wręcz publiczną tajemnicą. Rozwiązanie zagadki dostarczył sam Stala.

Od wielu lat częstochowski narodowiec był bliskim współpracownikiem Grzegorza Brauna, prezesa Konfederacji Korony Polskiej, chociaż nie był członkiem tej partii. To Stala w 2023 roku zorganizował zbiórkę pieniędzy na rzecz Brauna, po incydencie w Sejmie, podczas którego szef Korony Polskiej nie tylko ugasił gaśnicą proszkową świece chanukowe, ale też skierował strumień proszku w twarz Magdaleny Gudzińskiej-Adamczyk, która próbowała Brauna powstrzymać.
Stala zebrał wtedy dla Brauna około 200 tysięcy złotych. Braun z kolei użyczył swojego głosu wydawnictwu Stali, nagrywając dla niego komunikaty techniczne.
Teoretycznie działacze Konfederacji byli w ferworze walki o podpisy mieszkańców pod referendum, gdy na stronie Konfederacji Nowa Nadzieja pod wodzą Sławomira Mentzena, pojawił się wpis o zmianach władz zarządu okręgu częstochowskiego, w skład którego wchodzą: Częstochowa i powiaty częstochowski, kłobucki oraz lubliniecki. Dotychczasowego prezesa Bronisława Foltyna, na początku września zastąpił… Tomasz Stala. Nowy prezes nie był wcześniej członkiem Konfederacji Nowa Nadzieja, więc szybko uzupełnił braki. Dziś jest członkiem frakcji Mentzena i asystentem krajowy europosła Marcina Sypniewskiego (Konfederacja Wolność i Niepodległość).

Chybiona decyzja władz centralnych Konfederacji łącznie z jej akceptacją przez Mentzena, pośrednio była jedną z przyczyn porażki inicjatywy referendalnej. Drużyna, której wróżono sukces została zmieniona w trakcie gry. Nie wszystkim działaczom i sympatykom Konfederacji spodobał się skok ku karierze politycznej w wykonaniu Stali. Wielu zdeklarowanych zbieraczy podpisów, z różnych powodów, odmówiło współpracy przy referendum. Podczas gdy w lokalnej Konfederacji kopano się po kostkach o stołki, mieszkańcy Częstochowy szukali w internecie, błąkali się po Placu Biegańskiego i „na kwadratach”, etc., próbując zlokalizować punkty zbiórki podpisów.
Stworzona specjalnie na potrzeby inicjatywy referendalnej strona internetowa (Referendum Częstochowa 2025) – mimo, że zawierała wiele ciekawych informacji, nie była rzetelna co do miejsca zbiórki podpisów, bowiem niejeden mieszkaniec pocałował kłódkę wynajętego do celów referendalnych biura w I Alei NMP 4. W ostatnich dniach akcji referendalnej, nawet tam nie można było złożyć podpisu. To już nie jest drobna wpadka, to totalny brak organizacji.

Szczytem nieudolności Konfederacji i Dariusza Goliszka był fakt, że żaden z inicjatorów referendum nie znał ostatecznego terminu przekazania do komisarza wyborczego zebranych od mieszkańców podpisów.
Ponieważ termin przypadał na sobotę, karty z podpisami można było oddać w najbliższy dzień roboczy, czyli w poniedziałek, a nie jak twierdzili inicjatorzy w piątek. Konfederacja z Tomaszem Stalą na czele nie skorzystała z prezentu trzech dodatkowych dni na uzupełnienie brakujących podpisów, bo już znacznie wcześniej wiedziała, że z referendum rezygnuje. Tym bardziej bezczelnym wydaje się wystąpienie działacza Konfederacji Marcina Barczyńskiego w portalu internetowym nawylot.pl, do którego doszło w czwartek, na dzień przed ogłoszeniem przez Konfederację abdykacji referendalnej. Barczyński wówczas powiedział: ”zebraliśmy odpowiednią liczbę osób, odpowiednią liczbę podpisów”.
Wypowiedź działacza Konfederacji wprost wprowadzała odbiorców w błąd. Nasza redakcja zapytała więc Barczyńskiego, jak to możliwe, że jednego dnia jest odpowiednia liczba podpisów, a w dniu kolejnym podpisów brak.
„Odpowiednia liczba nie oznacza, że wymagana. Dziennikarze nawylot.pl tak sobie to zinterpretowali. A tak w ogóle nie była to rozmowa o referendum, chodziło o ludzi zebranych wokół Konfederacji zaangażowanych w sprawę referendum. Ta rozmowa nie tyczyła się zbiorki podpisów. Ja tej wypowiedzi nie autoryzowałem.”

Na trzy dni przed ostatecznym terminem oddania do komisarza wyborczego podpisów (w piątek rano), Konfederacja częstochowska ogłosiła, że mimo złożenia przez zwykłych ludzi kilkunastu tysięcy podpisów, nie udało się doprowadzić referendum do końca. Zdecydowano też o zamknięciu pozostałych inicjatyw – dotyczących odwołania Rady Miasta i finansowania nielegalnej imigracji. Z treści oświadczenia, pod którym nikt się nie podpisał wynika, że odpowiedzialność za porażkę referendalną ponosi bliżej nieokreślony ktoś, kto nie udzielił wsparcia, ale na pewno nie inicjatorzy referendum z Konfederacją na czele.
Samorozgrzeszeniu autorów oświadczenia nie towarzyszyła żadna autorefleksja – tak jakby nic się nie stało.

Kto kim w PiS-ie kręci

Do klęski inicjatywy referendalnej więcej niż 5 groszy dołożył częstochowski PiS. W pierwszych tygodniach, po tym jak Dariusz Goliszek wyskoczył niczym zając z gąszczu, działacze partii Jarosława Kaczyńskiego unikali tematu referendum jak ognia. Teoretycznie powinni być w Częstochowie twardą opozycją wobec rządzących miastem Lewicy i Platformy Obywatelskiej, ale żaden polityk czy choćby sympatyk nie angażował się w zbieranie podpisów pod referendum odwołującym Matyjaszczyka z funkcji prezydenta miasta.

9. września, pod presją środowisk prawicowych i opinii publicznej, szefowa Prawa i Sprawiedliwości w okręgu częstochowskim, posłanka Lidia Burzyńska upubliczniła stanowisko Zarządu Okręgu, w którym poinformowała o przyłączeniu się lokalnych struktur PiS-u do inicjatywy referendalnej. Wydawało się, że od teraz akcja zbierania podpisów ruszy z kopyta, bo kto jak kto, ale PiS ma doświadczenie, zaangażowanych sympatyków i dostęp do miejsc, w których podpisy zbiera się szybko, rzecz jasna za zgodą biskupa. Nic takiego się nie wydarzyło.
Zamiast setek osób, docierających bezpośrednio do tysięcy mieszkańców Częstochowy, politycy PiS-u ograniczyli się do udostępnienia kart referendalnych w biurach poselskich, w godzinach gdy są czynne, od 9.00 do 15.00.

Spośród 9 miejskich radnych PiS-u widoczną aktywność wykazali: Paweł Ruksza, Piotr Wrona, Katarzyna Jastrzębska, Karolina Stępień, Monika Pohorecka i Alan Piotrowski. Mimo polecenia służbowego przełożonej posłanki Burzyńskiej, część radnych do końca pozostała bierna. Autorytet posła Szymona Giżyńskiego zwyciężył nad posłuszeństwem wobec szefowej okręgu. Stosunek Giżyńskiego do inicjatywy referendalnej znany był już w połowie września. W jednym z wywiadów poseł stwierdził, że „referendum będzie korzystne dla Częstochowy jeżeli doprowadzi do przełomu. Silne jest jednak zagrożenie, że w obecnym kształcie i okolicznościach, skutkiem referendum może się okazać – sukcesja.” Innymi słowy, martwił się o to, kto po Matyjaszczyku będzie rządził w mieście, a nie tym, co zrobić, by Lewicę odsunąć od władzy. Giżyński wypowiadał się zachowawczo i układnie, a z całości materiału wynika, że – w przeciwieństwie do Burzyńskiej – referendum nie popierał. Dla przypomnienia. Szymon Giżyński to ostatni wojewoda częstochowski. Odegrał istotą rolę w referendum przeciwko prawicowemu prezydentowi Tadeuszowi Wronie w 2009 roku. Podejrzewany o kolaborację z SLD został na kilka miesięcy zawieszony w prawach członka PiS. To właśnie działania sympatyzujące z ówczesnym SLD dały lewicowemu Matyjaszczykowi już 15-sty rok prezydentury.
Ten sam kierunek, co Giżyński obrali też niektórzy radni, którym zabetonowany układ z Lewicą jest bardzo na rękę.

Dwubiegunowość poglądów w szeregach lokalnego PiS-u miała wpływ na liczbę zebranych podpisów. Konfederacja twierdziła, że zaangażowanie lokalnych polityków Kaczyńskiego dało zaledwie kilkadziesiąt nazwisk mieszkańców Częstochowy. PiS natomiast twierdził, że zebrał kilka tysięcy podpisów. Jedni i drudzy mijali się z prawdą.
Dla PiS-u zdobycie 16 tysięcy podpisów, przy zaangażowaniu wszystkich dostępnych w Częstochowie sił i środków – to niczym splunąć.

Ciężko to przyznać – Matyjaszczyk z laurem zwycięstwa

Pod koniec sierpnia, gdy Dariusz Goliszek rozpoczął szaleństwo referendalne, mieszkańcy którym leży na sercu dobro Częstochowy, liczyli na sukces referendum odwołującym Matyjaszczyka z funkcji prezydenta miasta. Stało się inaczej. Lewica osiągnęła miażdżące zwycięstwo nad PiS-em i Konfederacją. Z badań sondażowych bowiem wynikało, że gdyby referendum doszło do skutku Matyjaszczyk straciłby fotel prezydenta, co nie było dla Lewicy wiedzą tajemną. Lęk przed przegraną, dziś zastąpiła pewność siebie, a ego towarzyszy partyjnych przewyższa Himalaje.

W zupełnie odmiennej sytuacji jest obecnie PiS, który z dobrze zorganizowanej, karnej partii stał się w oczach częstochowian nieskutecznym, podzielonym produktem propagandy krajowej.
Najgorsza konfiguracja polityczna przypadła Konfederacji, która już na początku tworzenia własnych struktur lokalnych, okazała się być pozbawiona charakteru, miękka i bezbarwna. Zmiana wizerunku, jeśli przeciwnicy polityczni na to pozwolą, będzie trwała lata.

A Częstochowa…? Jest bez szans…, bo jak śpiewał Muniek: Częstochowa to miasto czerwono-czarnej mafii.

Renata R. Kluczna

Udostępnij:

4 komentarzy

  • czytelnik

    Niebywała porażka, która ujawniła marazm i niezdolność częstochowskich tzw. liderów do skutecznego działania. Podstawowe pytanie co tacy ludzie robią w lokalnej polityce czy samorządzie skoro nie mają żadnej skuteczności, nie są w stanie zadbać nawet o swój własny wizerunek bo ta porażka uderzyła w nich samych. Obnażyła wewnętrzne podziały, chaos, brak logiki, jakiejkolwiek siły przebicia. Na tle innych miast, które podjęły się referendum, podstawowego narzędzia obywatelskiego, Częstochowa została skompromitowana. Czas pokaże, kto skorzystał na haśle “Referendum 2025” czy pójdą za tym profity i w czyje ręce. Wnioski nasuwają się same. Przegrała Częstochowa, Częstochowianie

  • Patryk

    Stala z Barczynskim to dno.Dwóch nieudaczników,którzy nic nie osiagneli i nie osiagna w polityce- tej lokalnej a cenntralnej to juz nie mowie.Sciagneli kiedys Grzesia Płaczka,ktory jak widac tez nie ma pojecia o samorzadzie bynajmniej to mozna wywnioskowac po jego wypowiedziach i w koncu pan Mentzen stawiajacy na takich jak Stala.Pamietajmy,ze Mentzen nigdy nie wsparl oddziału a tym samym Czestochowy w kwestii referendum.podziekujmy im za to w przyszlosci.Stala położyles referendu i odzial w Czestochowie.Ludzie nie chca z Toba wspolpracowac.Gdybys mial honor to juz dawno bys sie wycofal.Nigdy posłem nie bedziesz – ty sie nawet na przewodniczacego dzielnicy nie nadajesz.Co przez te lata zrobiles dla tego miasta?Ile pism czy zapytan poszlo z Twojej skrzynki do Urzedu Miasta czy spolek ktorymi zarzadzaja?Co zrobiles dla mieszkancow??Na ilu sesjach RM byles?Jestes nieudolny!

  • Ulka

    Pan Tomasz Grzegorz Stala to osoba,która położyła oddział Nowej Nadziei w Częstochowie.Zobaczcie kim sie otoczył – radny z Balchownii zwiazany z komuchem,upadłosciowiec z Myszkowa ktory byl juz w PISie a pozniej w Nowoczesnej.Tak sie kladzie partie,ktora moglaby byc trzecia sila jak nie pierwsza w Polsce.Ale dzieki takim blaznom jest jak jest…

  • Marcin Kebab

    Stala to zawodnik pierwsza klasa.Ludzi wysyłal na zbiorke podpisow a sam sie nagrywac jezdzil do Warszawy.ochotnicy spoza Czestochowy przyjezdzali zbierac w czasie kiedy sie nagrywal.Druga sprawa-pojechal zbierac do Sosnowca przed i po meczu.Ludzie to sie w pale nie miesci.Nie potrafic zorganizowac zbiorki u siebie na miejscu tylko jechac 50km poza Czestochowa.Mistrz jednym slowem jest jeden.

  • Henryk Grzebłowicz

    *******

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Dołącz do nas!

Zapisz się do Newsletera

Udało się zasubskrybować! Ups! Coś poszło nie tak...
Archiwum gazety
Edit Template
Materiały audio
Materiały wideo

Kontakt

Tygodnik Regionalny 7 dni

Al. Wolności 22 lok. 12
42-200 Częstochowa

Biuro reklamy

tel. 34 374 05 02
kom. 512 044 894
e-mail: marketing7dni@gmail.com
e-mail: redakcja7dni@interia.pl

 
Redakcja

tel. 34 374 05 02
e-mail: redakcja@7dni.com.pl
e-mail: redakcja7dni@interia.pl

Wydawca 7 dni

NEWS PRESS RENATA KLUCZNA
Al. Wolności 22 lok. 12
42-200 Częstochowa
NIP: 949-163-85-14
tel. 34/374-05-02
mail: redakcja@7dni.com.pl

Media społecznościowe

© 2023 Tygodnik Regionalny 7 dni
Partnerzy: Serwis drukarek i laptopów Optima-MD
Przejdź do treści