Afera wokół gigantycznej zbiórki influencera „Łatwoganga” i Fundacji Cancer Fighters przybiera dramatyczny obrót, i niestety jest związana – w pewnym stopniu – z Częstochową. O Fundacji Cancer Fighters głośno zrobiło się w kwietniu, gdy w ramach zbiórki zorganizowanej przez internetowego twórcę Piotra Hancke zwanego Łatwogangiem zebrano ponad 293 mln zł na pomoc dzieciom chorym na raka.
Ogólnopolskie media prześwietliły finanse spółki Boxing Challenge i powiązanej z nią fundacją. Jak ujawnia „Rzeczpospolita”, sporą część wydatków firmy, zamiast realnej pomocy chorym, stanowiła astronomiczna pensja prezesa spółki. Najbardziej bulwersujący jest jednak fakt, że tą kluczową postacią jest Jakub Michalski – obecny prezes żużlowego klubu Włókniarz Częstochowa.
Główne zarzuty „Rzeczpospolitej”
W 2025 roku całkowite koszty spółki Boxing Challenge (odpowiedzialnej za organizację charytatywnych gal boksu), której prezesem jest Jakub Michalski wyniosły 355,1 tys. zł. Aż 218,2 tys. zł brutto z tej kwoty stanowiło wynagrodzenie prezesa, który jest jedynym członkiem zarządu. Dziennikarze „Rzeczpospolitej” uważają, że pensja prezesa pochłonęła większość budżetu z filantropijnej działalności spółki, która winna przeznaczać zebrane pieniądze na pomoc osobom walczącym z chorobami nowotworowymi.
Funkcję prezesa w firmie Boxing Challenge pełni Jakub Michalski. Jest on jednocześnie dyrektorem zarządzającym Fundacją Cancer Fighters oraz współwłaścicielem agencji PR CloudEleven, z którą fundacja współpracowała w latach 2019–2026.
– To nieetyczne i rodzi bezpośredni konflikt interesów wynikający z kupowania usług „u siebie” – mówi “Rz” Katarzyna Batko-Tołuć z Watchdog Polska.
Gazeta ustaliła również, że spółka Boxing Challenge nie zatrudnia ani jednego pracownika, a organizacja czterech gal bokserskich kosztowała ją zaledwie około 137 tys. zł. Tak niskie kwoty budzą podejrzenia ekspertów.
– Koszty spółki organizującej gale wydają się niskie jak na skalę takich wydarzeń. Rodzi to podejrzenie, że dochodzi do nieoficjalnego wykorzystywania na ten cel zasobów statutowych fundacji, co jest niezgodne z prawem – ocenia w rozmowie z “Rz” Katarzyna Batko-Tołuć.
Sprawa wywołuje niemałe oburzenie opinii publicznej, ponieważ to właśnie Fundacja Cancer Fighters zarządzana przez Jakuba Michalskiego była beneficjentem spektakularnej zbiórki „Diss na raka” zorganizowanej przez Piotra Hancke („Łatwoganga”), w której Polacy z otwartymi sercami, w zaledwie kilka dni wpłacili potężną kwotę niemal 293 miliony złotych. Z samych tylko gal bokserskich, organizowanych przez spółkę Boxing Challenge, której prezesem jest Jakub Michalski, zebrano w 2025 roku kolejny milion złotych.
Częstochowski wątek
Jakub Michalski jest postacią doskonale znaną w świecie sportu – to obecny prezes żużlowego klubu Włókniarz Częstochowa. Objął funkcję prezesa częstochowskich „Lwów” w październiku 2025 roku. Jego nominacja była elementem głębokich zmian organizacyjno-właścicielskich klubu, na czele którego stanął nowy właściciel, Bartłomiej Januszka, szef firmy Krono-Plast.
Michalski, z wykształcenia dziennikarz i specjalista ds. komunikacji wizerunkowej, został sprowadzony do Częstochowy w jednym z najtrudniejszych momentów klubu. Włókniarz borykał się z poważnym kryzysem wizerunkowym, organizacyjnym, a w kuluarach głośno mówiło się o zadyszce finansowej oraz widmie spadku z PGE Ekstraligi.
Michalski od początku deklarował „odcięcie się od dotychczasowych schematów finansowych i skupienie na budowie stabilnych fundamentów kadrowych oraz sportowych w perspektywie wieloletniej.”
Dziś ujawnione przez ogólnopolskie media wątpliwości wobec Jakuba Michalskiego raczej Włókniarzowi się nie przysłużą.
Renata R. Kluczna




2 komentarzy
Kolejny przykład z tysięcy – jeśli podejrzenia zostaną potwierdzone – kombinatora cwaniaka i bezczela…
A swoją drogą może budzić “podziw” łączenie tylu funkcji i jawnych źródeł dochodów Jakuba Michalskiego generowanych przez ekosystem fundacji, spółki bokserskiej, prywatnej agencji PR i klubu żużlowego (kontrakt menedżerski”, które plasują go w gronie bardzo wysoko zarabiających menedżerów.
Szkoda tylko, że ta działalność wzbudza uzasadnione podejrzenia o brak przejrzystości powiązań funkcji i podmiotów oraz braku jawnych informacji o dochodach tego pana z działalności zwanej “charytatywną”.
Mam nadzieje, że organizacje strażnicze (watchdogi) utrudnią działalność takim i innym typom “charytatywnym”… żerującym na dobrej wierze darczyńców i obdarowanych.
Jak to robi świat:
Jak robi to świat?
Zamiast zakazywać zarobków czy limitować koszty administracyjne, dojrzałe systemy mówią fundacjom: „Możecie wydawać na biura i marketing tyle, ile uważacie za konieczne, by skutecznie działać. Ale musicie pokazać publicznie każdą wydaną złotówkę, każdego powiązanego biznesowo kuzyna i każdą pensję dyrektora. Jeśli przesadzicie, to nie prokurator, a sami darczyńcy odetną Was od pieniędzy”.
Zamiast surowych limitów procentowych, „cywilizowane kraje” radzą sobie z tym problemem za pomocą trzech potężnych narzędzi:
– bezwzględnej transparentności,
– niezależnych agencji oceniających (watchdogs) oraz
– rygorystycznego ścigania ukrytych korzyści majątkowych (konfliktów interesów).
W Anglii i Walii rynkiem steruje Charity Commission – niezależny organ rządowy o ogromnych uprawnieniach regulacyjnych.
• Rejestr publiczny: Charity Commission prowadzi centralny rejestr. Jeśli organizacja wykazuje nietypowy wzrost kosztów administracyjnych (w UK średnia dla mniejszych organizacji to 20-35%), regulator automatycznie wszczyna dochodzenie.
• Reguła Konfliktu Interesów: Brytyjskie prawo wyjątkowo surowo podchodzi do sytuacji, o których tu piszemy przy okazji Cancer Fighters (kupowanie usług przez fundację od prywatnych firm należących do jej dyrektorów). W UK każda taka transakcja wymaga oficjalnej zgody niezależnej rady powierników (Trustees), a w wielu przypadkach samej Charity Commission. Jeśli transakcja nie była rynkowa lub została utajniona, uznaje się ją za złamanie prawa powierniczego.
Sami spowodują że idea fundacji padnie.