Tematem rozmowy jest pytanie o zapowiadaną przez władze miasta budowę stadionu, ale też o szanse referendum.
Gościem TV 7 dni jest Albert Kula, prezes Stowarzyszenia Kibiców Wieczny Raków.
– Dyskusja na temat budowy stadionu piłkarskiego w Częstochowie toczy się już od dawna. Na jakim etapie jesteście dziś i dlaczego trwa to tyle lat?
– Nieraz apelowaliśmy do władz miasta o to, żeby stadion powstał, nie tylko dla Rakowa, ale wszystkich mieszkańców. Parę ładnych lat temu, jako radny miasta Częstochowy nieraz zabierałem głos w tej sprawie, że warto wdrożyć jakieś działania, warto pochylić się nad tym tematem, żeby koncepcja nowego stadionu powstała. Pomimo tego, że wtedy Raków był w niższych ligach.
Zaraz potem do klubu wszedł Michał Świerczewski. Wiedzieliśmy, że ma plany na Raków, plany na rozwój piłki nożnej w Częstochowie, dlatego też apelowaliśmy do władz miasta o to, żeby stadion powstał.
– I co się stało, że nie udało się panu przekonać władz?
– Być może była to jakiegoś rodzaj niechęć do tego, żeby Raków rozwijać, żeby urósł w siłę.
Wtedy był Włókniarz, był AZS, były inne kluby, gdzie być może bardziej się zgadzał interes polityczny. Być może to, nie wiem, ciężko teraz odpowiedzieć na to pytanie. Natomiast było czuć niechęć do nas kibiców, do włodarzy klubu, na zasadzie, „że niech sobie ten Raków gra w tych niskich ligach, niech lepiej się nie wybija. Po co nam to, tam nie mamy za bardzo interesu politycznego”, bo nie ukrywajmy, jakikolwiek polityk by nie przychodził na mecz, to oklasków nie dostawał. Nie oszukujmy się, taka prawda.
Było za mało wsparcia, jeżeli chodzi o kwestie finansowe, ale również nie było woli budowy stadionu, zwyczajnie nie było chęci.
– Teraz mamy już inną sytuację, bo jest zakupiony teren Elanexu, i co Wieczny Raków na to? Powstanie tam stadion, czy nie, bo głosy są różne?
– To prawda, różne są głosy. My też tak naprawdę się niepokoimy, bo nie wiemy w 100%, co tak naprawdę się wydarzy. Mamy władze miasta bez prezydenta, który zresztą ma zakaz wstępu do urzędu. Tak jak my jako kibice miewamy zakazy stadionowe, tak on ma zakaz urzędowy. Nie wiemy, kto tak naprawdę rządzi miastem w tym momencie, bo jest pan Wolski, ale pan Wolski nie został wybrany przez mieszkańców, a pan Matyjaszczyk.
I teraz jest pytanie, gdzie jesteśmy, na co możemy liczyć? Owszem, są rozmowy miasta z klubem, bo jesteśmy informowani na bieżąco, że te rozmowy są, podobno są też chęci. Czy szczere? Nie wiem, nie dam sobie palca uciąć.
– W tej sprawie jest wiele wątków – konserwator zabytków, nie do końca zdiagnozowany teren. Jeszcze podobno nie wiadomo, co tam pod ziemią się kryje. Czy znane są możliwości techniczne?
– Z tego co czytałem, trwają tam prace specjalistów, którzy ten teren badają. Stąd to nasze zaniepokojenie, bo okej, miasto kupiło teren, natomiast co na nim powstanie? Pan Kot mówił o jakiejś przędzalni. Szczerze powiedziawszy zastanawiam się, i całe środowisko nie jest tego pewne. Bardzo byśmy chcieli, żeby ten teren został zagospodarowany i powstał tam m.in. stadion.
– A pan uważa, że to jest dobre miejsce, czy może powinno być zupełnie inne?
– Myślę, że to jest bardzo dobre miejsce. Nawet z tego względu, że niedawno powstał tam łącznik-wiadukt między ul. Krakowską a 1-go Maja, który został nazwany imieniem śp. Jacka Magiery, byłego piłkarza Rakowa. Zresztą jako stowarzyszenie postulowaliśmy o nadanie właśnie takiej nazwy. Zatem stadion w tym miejscu byłby pięknym zwieńczeniem.
Kolejna sprawa. Przecież wiemy, jak ten teren wygląda, tam jest Hiroshima. A można by te zabytki wkomponować w stadion. Myślę, że miasto zyskałoby na tym wizerunkowo.
– Ja nie jestem ani kibicem piłki nożnej, ani Rakowa…
– …nie każdy jest idealny…
– …więc dlaczego mnie mieszkańce Częstochowy powinno zależeć na budowie tego stadionu?
– Stadion, jak inne stadiony w Polsce, ale też w Europie, czy też na świecie pełnią funkcje różne, nie tylko sportowe, ale na przykład też rozrywkowe, gdzie mogą się odbywać imprezy, koncerty itp. W Częstochowie nie ma miejsca z prawdziwego zdarzenia, gdzie można by dużą imprezę, pod gołym niebem zorganizować. Owszem są hale, ale 8 tysięcy miejsc to trochę mało. A na stadionie są też przecież sale konferencyjne, bankietowe i całe zaplecze. Zyskaliby na tym nie tylko mieszkańcy, ale też przedsiębiorcy. Dlatego chciałbym uspokoić wszystkich mieszkańców, bo utarło się, że to stadion tylko dla Rakowa. Nie tylko, wszyscy mieszkańcy zyskają na tym, że w mieście będzie stadion z prawdziwego zdarzenia.
Choć teraz to miejsce jest bardzo zaniedbanie, to warto w nie zainwestować i przywrócić tam życie, bo Częstochowa to dobre miasto.
– Co kibice myślą o braku stadionu dla swojego klubu?
– Nie raz wywieszaliśmy transparenty, nie raz na meczach śpiewamy, co myślimy o braku stadionu.
– Nie będę prosić, by pan tu śpiewał…
– To nie jest dobry czas, ale gdy będą rozgrywane mecze Rakowa będziemy śpiewać, bo do końca będziemy walczyć o to, żeby stadion powstał – dla Rakowa i dla mieszkańców. Jeździmy po całej Europie, jesteśmy w wielu miastach i widzimy tych ludzi, którzy są dumni ze swojego klubu, ale też stadionu, że mogą „tracić czas” w fajnym miejscach. Tam można przyjść z dzieckiem, można zjeść normalnie kiełbasę, a nie pod gołym niebem, gdzie za chwilę zacznie padać i trzeba się zawijać do domu, tylko w miejscu, w którym nie trzeba się obawiać, że człowiek zmoknie, czy coś innego mu się przydarzy.
– Zapytam o referendum. Stowarzyszenie poparło referendum i zbierało podpisy. Dużo ich zebraliście?
– Około 2,5 do 3 tysięcy jako Wieczny Raków, ale podczas meczów były zbierane podpisy od kibiców przez inne grupy. Więc trochę ich zebraliśmy.
– Czy prócz braku stadionu, dostrzegacie inne braki w mieście i to czego władza się dopuściła?
– Oczywiście, że tak, jesteśmy przecież mieszkańcami tego miasta. Jesteśmy lokalnymi patriotami! Kochamy Polskę, ale też naszą małą ojczyznę Częstochowę. Zawsze staramy się godnie reprezentować nasze miasto i nasz klub. Nieraz pokazaliśmy, że potrafimy fajnie reprezentować Częstochowę.
– Popierając inicjatywę referendum, kierujecie się wyłącznie brakiem stadionu?
– To jest nasz główny zarzut, ale są też inne rzeczy. Chociażby brak miejsc pracy. Jest wielu kibiców Rakowa, którzy mieszkają w innych miejscach w Polsce, czy też na świecie. Musieli stąd wyjechać, bo nie mogli znaleźć tutaj pracy, z której byliby zadowoleni.
Kolejna sprawa, o czym już wspomniałem, nie wiadomo, kto nami zarządza. Pan prezydent w tym momencie nie może pełnić swojej funkcji. Z tego co wiemy, rada miasta też nie działa w pewnym składzie. To też nam bardzo przeszkadza.
Moim zdaniem jest to także główny argument za tym, żeby referendum przeprowadzić. Nie może tak być, że nie ma zarządcy miasta i nie ma pełnej rady miasta. Naprawdę zdziwiłbym się, gdyby mieszkańcy nie wzięli w referendum udziału. Na pewno jakaś część nie pójdzie, ale zdziwiłbym się, gdyby nie było frekwencji, bo choćby te dwa powody, o których przed chwilą powiedziałem, są wystarczające i powinny dać ludziom do myślenia.
Szanowni Państwo: mamy ewidentny problem w Częstochowie, samorządowy problem, który nie wiadomo, jak się zakończy. Władza tego sama nie zrobi, bo jak widać nie ma tych przysłowiowych jaj, dlatego musimy zrobić to my, mieszkańcy!
– Dziękuję za rozmowę.
Renata R. Kluczna



