Wierność jest najwyższą cnotą kibica. Kibicem się jest, a nie bywa, stoi się na straży honoru klubu w czasach dobrych i złych, nawet gdy sam honor w klubie jest towarem deficytowym. W sumie droga kibica jest ciężka i wyboista, dlatego nią nie wchodzę.
Rozumiem jednakże ciągłą niepewność wobec własnego ja. Kim, czym, jestem, jako X-ski, nie będąc kibicem Rakowa, Polakiem, wyborcą PiS lub KO lub też kimś lub czymś jeszcze innym, związanym uczuciami tożsamości zbiorowej. „Naszyzm” jest częścią świadomości, wierność obowiązkiem moralnym, wyższym od zasad wynikających z religii. „Naszyzm” tworzy naszego Boga, Boga zazdrosnego, głoszącego nie będziesz mieć Innego…
Był taki pan H., co Boga miał szczególnie wrednego. Nadokuczał Bóg panu H., aż mu się wszystkiego odechciewało. Przyszedł więc nieszczęśnik do Pana swojego, z żalami, ze skargą na niesprawiedliwość, dlaczego – wołał zrozpaczony. A Pan Bóg mu rzekł: „bo cię nie lubię, pogódź się z tym, albo spier…aj”. I co miał zrobić p. H. Uciec nie miał gdzie, zresztą gdyby uciekł to przestałby być sobą, stałby się wszędzie i dla wszystkich kimś Obcym. Z lęku przed utratą tożsamości pan H. pogodził się ze swym, złym Bogiem.
Tyle przypowieść, a raczej jej bezczelna parodia. Tło jest potrzebne, jeśli chcemy zadać sobie pytanie: czy mamy odwagę zerwać ze “złym Bogiem”? Jeśli Bóg nie potrafił zmienić nas w lepszych ludzi, to może czas zmienić Boga… To nie dotyczy religii, pytanie zawieszam w sferze świeckiej, w sferze życia zbiorowego: polityki, sportu, kultury, tożsamości narodowej lub innej. Ten kto „zmienia Boga” liczyć się musi z odrzuceniem przez swoich, polszczyzna zna tu szereg określeń negatywnych (zdrajca, renegat, przeniewierca, odstępca itd.), ale ani jednego pozytywnego. Sportu czepiać się nie będę, bo nigdy nie rozumiałem ludzi, których nie interesuje piękno gry, ale tylko zwycięstwo „naszych”. W polityce o pięknie nie ma mowy, są Bogowie i ich aparat kapłański, są wierni klaszczący i głosujący na rozkaz. Kim staje się wyborca PiS lub KO, gdy zrażony niesprawiedliwością swego Boga, odchodzi z „kościoła”, szukając innego lidera? Dla swoich to zdrajca, dla innych „osobnik niepewny”: kto raz zdradził, temu ufać się nie powinno.
Bycie w kręgu „naszych” jest wygodne i nie chodzi tu tylko o profity materialne. Ważniejszy jest obraz swój w swoich oczach, ważniejsze jest odbicie tego obrazu od „naszych” luster. Świat jest prostszy jeśli twoje przekonania są zgodne z przekonaniami tych, którymi się otaczasz, jeśli masz Wodza mówiącego to, co tobie się wydaje, że myślisz. Kibicujesz swoim przed ekranem, przyjmujesz z radością ostre zagrywki, „zaorywanie” przeciwników. Gra fair, gra nie fair, kłamstwo, prawda, jakie to ma znaczenie, liczy się zwycięstwo „naszych”. Bywa jednak, że trzeźwiejesz, widzisz niesprawiedliwość swego Boga. Podejmujesz trud przedarcia się przed barykady aparatu kapłańskiego, dotarcia ze swoimi skargami do samej Góry. I słyszysz: „pogódź się z tym, lub spie…aj”. A gdzie masz „spie…ać”, skoro poza Partią wszędzie będziesz obcy, wszędzie będziesz podejrzany, wszędzie niechciany.
Bywa tak, że chcąc zachować szacunek samemu do siebie, trzeba wykazać się odwagą bycia niewiernym. Dostrzec warto tę odwagę, nie dlatego, że „zdrajca” przeszedł na naszą stronę. Renegat odrzucił „naszość”, wybrał inne wartości niż zasadę ślepego kultu. I to jest miarą jego człowieczeństwa.
Jarosław Kapsa

5 komentarzy
Znakomite…
Brakuje mi tylko użycia w felietonie jednego słowa – kluczowego słowa – dla tożsamości dzisiejszej prezydencji z kapelanem, przydawką, cencolem, pobożym i paru innymi agentami wpływu…
To swojskie słowo to “kibol” – Polska będzie kibolska, albo nie będzie jej wcale.
Polska katofaszystowska z racami “oświecenia” i zdrajcami męczennikami na obczyźnie donoszącymi na prawowity rząd.
Polska gangsterska wpatrzona w światowego gangstera, oszołoma Trumpa, który chce “urządzić” Europę bez oglądania się na Europejczyków pod dyktando wschodniego zbrodniarza i ponownie nawiązać przyjacielskie stosunki z Rosją…
Fantastyka?
Nie, widmo tragiczno-groteskowej rzeczywistości pełnej łagrów, przemocy i śmierci niepodporządkowanym…
“Поживём — увидим, доживём — узнаем, выживем — учтём”.
„Pożyjemy – zobaczymy, dożyjemy – dowiemy się, przetrwamy – weźmiemy pod uwagę.”
Durnota nasza powszechna – narodowa!
Mario wstydź sie za użycie słow po rosyjsku.. To twój ID
Polska bedzie patobolszewicka?
Komentarz pozytecznego idioty wykształconwgo przez faszystów z Rosji.. Człowieku kto jeszcze sie posługuje tym zbrodniczym jezykiem. Od razu widać szkołę dla kogo sie pracuje lub pracowało.W Polsce jeżyk rosyjski uczono w szkołach tylko poto żeby poznać wroga
@karol , a fe…
@maciek
Jak mi was żal maciokarole – choć tak uboga wiedza w dzisiejszych czasach, to polska norma, ale wypadałoby choć deko rozumu mieć… a nie odsłaniać publicznie nagość pospolitego trepa polskiego z Pisdowa…
@karol
Już sama ksywa cię dyskwalifikuje w lepszym towarzystwie.
Podejrzewam, że nie rozumiesz znaczenia używanych przez siebie słów ani w sensie dosłownym, ani metaforycznym jako neologizm, np. piszesz “patobolszewicka”. Ale dzisiaj pisać każdy może, a więc pisz i ty – rozwijaj swój talent, ale na własny rachunek. Chyba, że masz “sponsora”, dla którego piszesz na zamówienie. To dzisiaj dość powszechne zajęcie dla kundli – mulić, mulić i ujadać …
@ maciek
Albo kaczystowska ideologia cię zaślepiła i straciłeś węch.
Przez dwie dekady siedział na stolcu kolesia prezia poprzednik gangusa, który w stopniu komunikatywnym używał języka rosyjskiego czym się chełpił i słusznie bo wypada znać jakiś język obcy oprócz ojczystego.
A dzisiaj w kancelarii KN co najmniej 3. czy 4. towarzyszy (A. Nowak, Przydacz, Cenckiewicz,..?..) dość swobodnie posługuje się językiem rosyjskim i nikt im tego nie wypomina.