Prezydent wysyłając do Trybunału Konstytucyjnego ustawę przeciw mowie nienawiści, zrobił, co musiał zrobić. Przyjął na własną pierś zarzuty, że chroni hejterów doprowadzających dzieci do samobójstwa, nie opowiedział się, ani za ani przeciw. Zwalił sprawę na TK, wiedząc, że jego orzeczenie lub jego brak, nie ma zupełnie znaczenia, bo nie jest przez rząd publikowane.
Leczenie społeczeństwa przez chorych lekarzy, skutków zdrowotnych nie przynosi. Mowa nienawiści dla niektórych to język debaty parlamentarnej, zatem zakazywanie jej trąci hipokryzją: nam wolno, ale pospolitemu chamstwu – nie. Ta nierówność wyraża się też katalogiem środowisk i ich cech, bronionych przed hejtem (czyli chamstwem). Rudego mogę bezkarnie wyzwać od judasza – fałszywca, bo atakowanie białego koloru skóry (i anglo-germańskiego upierzenia) nie jest rasizmem. Za to ze szczególną uwagą muszę zidentyfikować osoby o odmiennej orientacji seksualnej, bym je przypadkowo nie uraził „nienawiścią”.
Ponieważ „pyskówki” mają tradycje sięgające bibilijnego raju, możemy poznać różnorodne doświadczenia w walce z „mową nienawiści”. Nie była to tylko banalna chłosta lub widowiskowe palenie na stosie, ale i kary świadczące o inwencji i humorze prawodawców. Wytarzanie w smole, smarowanie języka mydłem lub dziegciem, odszczekiwanie słów spod stołu itd.: aż się prosi, by takie obyczaje wnieść do parlamentu. Skoro posły potrafią ryczeć jak owce, to i szczekanie mogą sobie przyswoić. Z parlamentem jednak nie problem, bo przynajmniej widzimy, kto jest chamem.
Zjawiskiem wrednym naszych czasów jest anonimowość lżących hien. Dawniej donos-anonim miał ograniczony kręg odbiorców, zazwyczaj kończył w koszu na śmieci. Dziś pętak z dostępem do internetu może na cały świat wysyłać kalumnie, świat nie sprawdzi ich prawdziwości, a pętak korzysta z osłony przybranej ksywki. Co może obrażony? Nie może domagać się od jakiegoś tam instrumentariusza (twittera czy fejsbuka), by ten przeprosił za znieważające treści. Instrumentariusz uważa się tylko za pośrednika, nie odpowiada za zamieszczanie treści. Nie może też ujawnić tożsamości pętaka-obelżysty, bo to by mu interes popsuło. Obsobaczony musi zatem iść na policję lub prokuraturę i negocjować z nimi stwierdzenie faktu przestępstwa lub wykroczenia. Jeśli to się uda, co dla zwykłych ludzi bywa niemożliwe, policja może zażądać od instrumentariusza ujawnienia danych obelżysty. Jeśli akurat instrumentariusz będzie w dobrym humorze, to dla świętego spokoju ujawni. Wtedy prokurator może go ścigać w naszym imieniu.
Po wielu trudnych bojach uzyskamy po latach satysfakcję w postaci ogłoszenia na nieczytanym portalu: informujemy, że nasze informacje o tym, że K. jest rasistą, militarystą, pedofilem, agentem chińskim itd. w pewnym stopniu odbiegały od prawdy, zatem jeśli czuje się urażony, to przepraszamy. Satysfakcja, przyznajmy dość ułomna, bo kalumnia miała siłę rażenia bomby atomowej, a jej odwołanie jest cichsze od pisku myszki. Większą radość sprawiłoby mi danie po pysku obelżyście lub przynajmniej wyczyszczenie mu jęzora szarym mydłem… Ale wiecie, rozumiecie, cywilizacja, państwo prawa, szacunek i tolerancja wobec każdej istoty ludzkiej itd.
I przez tą całą cywilizację parlament musi się męczyć pozorowaniem walki z mową nienawiści.
Jarosław Kapsa

1 Komentarz
Jeśli dobrze rozumiem, to autor ma jakieś humanitarne i realistyczne rozwiązanie dla “pętaków z dostępem do internetu”?
Czy pan uważa, że żyjemy w państwie zapewniającym swobodę wypowiedzi, również dla ludzi krytycznie myślących, i dosadnie krytykujących poczynania władzy i absurdy życia publicznego?
Przypomnę, że żyjemy w czasach partyjniackich autorytatur i ich aparatów, których głównym zadaniem jest wskazywanie “wrogów ustroju”, ich piętnowanie i przykładne karanie a wcześniej niejednokrotnie zastraszanie “pisarza” i jego rodziny… nie jest jeszcze tak jak “za komuny”, ale przecież do tego zmierza (vide USA i usuwanie nieprawomyślnych książek z bibliotek szkół !!! czy praktyki Muska na X)…
Nie potępiałbym w czambuł instytucji pseudonimu “literackiego” czy obywatelskiego donosu…
A moderatorzy winni – dla trzymania “poziomu” – temperować autorów wpisów i eliminować internetowych trolli… to trudna i niewdzięczna rola, ale alternatywą jest zamknięcie forum dla “świętego spokoju”.