Nieprawdą jest, co twierdzi urząd miasta w materiale pod znamiennym tytułem „Liczba mieszkańców Częstochowy dużo wyższa niż oficjalne statystyki”, który na początku lipca pojawił się na stronie urzędu. Już pierwsze zdanie, z premedytacją wprowadza czytelnika w błąd; „Faktyczna liczba mieszkańców Częstochowy to ok. 225 tysięcy osób.”
Jak informuje redakcję 7 dni rzecznik prasowy GUS, nowatorskie badanie miało na celu podanie liczby osób przebywających na danym terenie, niekoniecznie zameldowanych, czy nawet zamieszkujących. Liczba 225 tysięcy w przypadku Częstochowy to składowa 199.529 obywateli Polski i 25.484 obcokrajowców, którzy w 2025 roku przebywali w Częstochowie.
– Nowatorska, pierwszy raz zastosowana przez GUS metoda, nie ma wiążącego, oficjalnego charakteru. Niepodważalne dane daje jedynie metodą bilansowa, której wyniki podawane są w kolejnym roku za pełny rok ubiegły.
Eksperymentalny sposób zastosowany przez GUS, na podstawie „śladów życia”, miał odpowiedzieć na pytanie: ile osób przebywa w Polsce i konkretnej gminie? Liczyliśmy wszystkich – zarówno Polaków, jak i cudzoziemców – mówi Krzysztof Jedlak, rzecznik prasowy GUS.
W tekście magistratu można jednak znaleźć źdźbło prawdy.
„Według statystycznych danych GUS, ustalanych tzw. metodą bilansową, mieszkańców Częstochowy na koniec ubiegłego roku było 201.439, a dane z ewidencji ludności mówiące wyłącznie o osobach ze stałym zameldowaniem już od dawna są znacząco poniżej 200 tysięcy (na koniec 2025 r. było to 188,3 tys.).”
Prawdą jest także, o czym Tygodnik 7 dni pisał rok temu, że w Polsce istnieje obowiązek meldunkowy i dotyczy wszystkich osób mieszkających w Polsce, bez wyjątku – mówi o tym zarówno ustawa z 2010 roku o ewidencji ludności, jak i Rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z 2017. Niestety problemem jest brak możliwości egzekwowania obowiązku meldunkowego. Zatem obowiązek ten istnieje tylko teoretycznie, a ponieważ nie ma kary – nie wszyscy przepisy respektują. A to poważny kłopot dla samorządów, które muszą planować działania i realizować zadania publiczne w oparciu o realną liczbę mieszkańców m.in. w zakresie gospodarki odpadami, oświaty czy transportu publicznego.
Niestety z urzędem miasta jest jak z nałogowym kłamcą – jak się nie pomyli, to prawdy nie powie. „Fakt znacznie wyższej niż oficjalna liczby mieszkańców Częstochowy, zgodny z widocznymi trendami (np. duża liczba powstających w mieście nowych mieszkań), jest oczywiście pozytywny. Świadczy o ciągle znacznej sile przyciągania Częstochowy, jako subregionalnego centrum pracy, edukacji i usług. Wyniki badań GUS przeczą również w dużej mierze tezie o masowych wyjazdach młodych ludzi z miasta, bo oczywiście część osób wybiera studia w większych ośrodkach i tam nierzadko zostaje, ale do Częstochowy także przyjeżdża spora grupa młodych ludzi, żeby uczyć się tu i studiować, wiążąc swoją przyszłość z naszym miastem.”
Do kogo ta mowa…? – „kreatywną interpretacją” badań GUS nikogo urząd miasta już nie oszuka.
Propagandowy wpis urzędników o „sile przyciągania miasta” i rzekomym napływie młodzieży to ordynarna próba tuszowania katastrofy, która rozgrywa się na naszych oczach. Młodzież przyjeżdżająca na tutejsze uczelnie to przecież nie mieszkańcy Częstochowy, lecz okolicznych wsi i miasteczek. Oni nie wiążą z naszym miastem żadnej przyszłości. Po dyplomie większość z nich ucieknie do realnych metropolii. Młodzi Częstochowianie natomiast masowo emigrują na studia do Krakowa, Wrocławia czy Warszawy i z powodu kompletnego braku perspektyw zawodowych, nie wracają tu nigdy. Wiązanie świetlanej przyszłości miasta z którąkolwiek z grup – to czysta fantastyka.
Zaklinanie rzeczywistości nowymi mieszkaniami absolutnie nie świadczy o „znacznej sile przyciągania Częstochowy”. Deweloperzy budują nowe bloki nie dlatego, że do Częstochowy walą drzwiami i oknami nowi obywatele. Powód jest prozaiczny: rodowici Częstochowianie uciekają ze zrujnowanych, przestarzałych blokowisk, a zamożniejsi lokują topniejący kapitał w betonie. Te puste metraże w żaden sposób nie przekładają się na mityczny wzrost populacji pod Jasną Górą.
Efekt wieloletnich zaniedbań magistratu i urzędniczego samozadowolenia jest opłakany. Częstochowa błyskawicznie się starzeje, tracąc swoje dawne funkcje subregionalne i polityczne znaczenie na mapie Polski. Oficjalne statystyki kapitulują przed biologiczną prawdą – dramatycznie ujemnym przyrostem naturalnym, gdzie liczba zgonów drastycznie przewyższa liczbę urodzeń. Minusowy bilans demograficzny w 2025 wyniósł ponad 2 tysiące osób.
Zamiast prężnego centrum, magistrat funduje nam pogrążający się w niebycie, wielki ośrodek dla emerytów.
Renata R. Kluczna




1 Komentarz
Bardzo mocny, bezkompromisowy i niezwykle potrzebny artykuł! Pani Renata Kluczna trafnie punktuje urzędniczy triumfalizm i „kreatywną interpretację” eksperymentalnych danych GUS. Próba przedstawiania faktu przebywania w mieście obcokrajowców czy studentów jako mitycznego wzrostu populacji to rzeczywiście odciąganie uwagi od realnego problemu. Wyjeżdżanie młodych ludzi do większych metropolii, starzenie się lokalnej społeczności oraz ujemny przyrost naturalny to wyzwania, przed którymi stoi dziś wiele polskich miast subregionalnych, a udawanie, że problemu nie ma, tylko pogłębia kryzys. Mamy drugą połowę lipca 2026 roku, środek urlopowego sezonu, kiedy Częstochowę odwiedza wielu pielgrzymów i turystów, co na chwilę stwarza pozory tętniącej życiem metropolii, ale codzienne statystyki nie kłamią. Sama jako zorganizowana osoba cenię szczerość w debacie publicznej i mądre zarządzanie budżetem. Zresztą sprytne podejście mam też do domowych finansów – przed zakupem prasy, książek czy artykułów papierniczych w sieci moim stałym nawykiem jest wpadanie na portal ekupony.pl. Bardzo często czeka tam świetny ekupon rabatowy lub kody zniżkowe na księgarnie i wydawnictwa, co pozwala dbać o wiedzę i portfel jednocześnie. Dziękuję Redakcji za ten chłodny, merytoryczny prysznic! 🌸📊