Nie da się zawsze maską z uśmiechem przesłonić twarzy. Nie da się, pisząc z tygodniowym wyprzedzeniem, przewidzieć dramatu rzeczywistości. Stąd potem zderzenie lekkiego tonu mego listka-felietonu, ze słowami żegnającymi osobę mi bliską…
Wspominając Adama Banaszkiewicza konieczne jest odgrzebanie zapomnianych, anachronicznie brzmiących wyrażeń: autorytet moralny, dobro wspólne, polityka jako służba dobru, solidarność jako nakaz etyczny… Ot, po prostu: jak się zastanawiałem jak postąpić w danej sytuacji, kierować się etyką czy pragmatyką; to w takich chwilach rozważałem: a jak by postąpił Adam… Bo był jak strzałka kompasu wskazująca kierunek drogi… Drogi może niewygodnej, na której łatwiej zedrzeć buty niż dorobić się futra, ale pozwalającej idącemu nią bez wstrętu oglądać swoje oblicze w lustrze…
Gdy wspominaliśmy Adama, trwał dramat na szczycie 8-tysięcznika. Inne wspomnienia odżyły, bo zdobywca Broad Peak Maciej Berbeka był z tego światka i tego pokolenia,o który miałem honor się otrzeć. Ćwierć wieku temu byłem związany z koleżeńską paczką, której guru był Mirek Dąsal zwany Falco… Dryblas z ujmującym uśmiechem, jeden z najlepszych polskich wspinaczy wysokogórskich, przybyły do Częstochowy (i do Olsztyna) w ślad za żoną Elą. Przypominają się obrazy z olsztyńskiej chałupy, gdy Falco balladził z gitarą, a wzmożony trunkiem budził świat potężną pieśnią o Krywaniu… Był on jednym z tego pokolenia wyznaczonymi nazwiskami Krzysztofa Wielickiego, Leszka Cichego, Jerzego Kukuczki, Wandy Rutkiewicz, Dobrochny Miodowicz, Eugeniusza Chrobaka, Macieja Berbeki…W takim towarzystwie atakował K-2, Lhotse, Dhaulagiri, Mount Everest.
W końcu maja 1989 r. trwała u nas gorączka wyborcza, była szansa pożegnać ponury realsocjalizm, otworzyć drzwi do demokracji. W tym zamęcie z trudem przebijały się urwane wieści z wyprawy na Mount Everest, gdzie krakusy, a wraz z nimi nasz Falco, atakowali najwyższą górę świata, dziewiczą, najtrudniejszą, zachodnią granią. Euforia: góra zdobyta, na szczyt weszli Eugeniusz Chrobak i Andrzej Marciniak. Potem zaczął się dramat, lawina kamieni poraniła ciężko Chrobaka… Przyjaciół się nie zostawia, na ratunek wyszła czteroosobowa ekipa; pogrzebała ją lawina śnieżna… Pod śniegiem, u podnóża Mont Everestu, pozostał Mirek Dąsal i trójka jego przyjaciół; nie przeżył obrażeń także Chrobak. Był to największy dramat w historii naszego himalaizmu.
Najgorsze były dni oczekiwania. Co innego mówi rozum, co innego serce… Nadzieja zawsze pozostaje, dopóki trwa akcja, dopóki spod śniegu nie wydobędzie się ciał przyjaciół…
Nikt nie idzie w góry, by umierać, choć czasem życie jest ceną płaconą za wybór własnej drogi poszukiwania szczęścia.
Z każdym odejściem bliskiej osoby odczuwamy coraz boleśniejszą pustkę. Bo nikt nie zastąpi ich takimi, jakimi byli jako żywi. Śmierć nie nobilituje, wartość człowieka zależna jest od tego, jak przeszedł swoja drogę życia. Nasz dług wobec tych, co odeszli, spłacać musimy pamięcią.



1 Komentarz
“Z każdym odejściem bliskiej osoby odczuwamy coraz boleśniejszą pustkę. Bo nikt nie zastąpi ich takimi, jakimi byli jako żywi” – piękne i prawdziwe słowa.
Szkoda tylko, że Ci, którzy zaangażowali się w walkę o lepszą Polskę, odchodzą jednak w poczuciu, jeśli nie klęski, to porażki – piana płynie wierzchem brudnego strumienia…
“Z każdym odejściem bliskiej osoby odczuwamy coraz boleśniejszą pustkę. Bo nikt nie zastąpi ich takimi, jakimi byli jako żywi” – piękne i prawdziwe słowa.
Szkoda tylko, że Ci, którzy zaangażowali się w walkę o lepszą Polskę, odchodzą jednak w poczuciu, jeśli nie klęski, to porażki – piana płynie wierzchem brudnego strumienia…