Obecne kłopoty Janusza Danka to „déjà vu” w najgorszym – i zarazem najbardziej przewidywalnym – wydaniu. Były częstochowski radny SLD i prominentny działacz lokalnych struktur lewicy, Janusz Danek, ponownie znalazł się w centrum skandalu o podłożu finansowym. W 2014 roku Tygodnik 7 dni ujawnił jedną z najbardziej bulwersujących afer z jego udziałem, związaną z wyłudzaniem publicznych pieniędzy przy pomocy fikcyjnych faktur nieistniejącej firmy Kazmet z nieistniejącej ulicy Jarzynowej. Po 12 latach Danek z godną podziwu konsekwencją powraca na znaną sobie ścieżkę. Tym razem działa na szkodę Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji (MOSiR), w którym – jako zaufany człowiek lokalnego układu – był zatrudniony na intratnym stanowisku p.o. zastępcy dyrektora ds. marketingu. Pracę stracił 29 maja z powodu ciężkiego naruszenia dyscypliny finansowej. Zwolnienie dyscyplinarne to jednak najmniejszy z problemów Danka – sprawę przejmą organy ścigania: prokuratura lub Centralne Biuro Antykorupcyjne.
Zwolnienie dyscyplinarne Janusza Danka z częstochowskiego MOSiR-u to nie potknięcie, lecz klasyczny powrót do głębokich tradycji i sprawdzonych nawyków. Aby zrozumieć, dlaczego zaufany żołnierz lokalnej lewicy i Krzysztofa Matyjaszczyka („zawieszonego” w pełnieniu funkcji prezydenta) znów ląduje na bruku w blasku fleszy, musimy odbyć sentymentalną podróż do 2014 roku. To wtedy Tygodnik 7 dni rozbił w pył „dankowy” system kreatywnej księgowości.
Janusz Danek, prezes stowarzyszenia „Speedway Fan Club” fałszywymi dokumentami rozliczał publiczne pieniądze otrzymane z urzędu miasta m.in. na sportowe szkolenie dzieci i młodzieży. Problemy zaczęły się przy weryfikacji sprawozdań finansowych, gdy urzędnicy wykryli, że te same faktury posłużyły do rozliczania dwóch zupełnie różnych programów sportowych. Magistrat odrzucił sprawozdania i nakazał natychmiastową korektę pod groźbą zwrotu przyznanych pieniędzy. Wobec tej drobnej niedogodności Danek wdrożył plan awaryjny – bezczelny w swojej prymitywnej prostocie. Ordynarne oszustwo opierało się na poufnym (wśród swoich) usunięciu dublujących się dokumentów i wstawieniu w ich miejsce sfabrykowanych faktur na części rowerowe. Wystawcą była rzekomo firma Kazmet z ulicy Jarzynowej 22 w Częstochowie. Sęk w tym, że ani takiej firmy (w CEiDG), ani nawet ulicy w Częstochowie nie ma.
Afera ujrzała światło dzienne, gdy sprawą zainteresował się Tygodnik 7 dni, na początek składając zapytania prasowe o finanse klubu Danka za 2013 rok. W trakcie śledztwa dziennikarskiego wyszło na jaw, że stowarzyszenie Danka także we wcześniejszych latach (2011 i 2012) rozliczało się z urzędem miasta dokumentami „kosztowymi” fikcyjnej firmy Kazmet z nieistniejącej w Częstochowie ulicy Jarzynowej.
W magistracie wybuchła panika, a urzędnicy podjęli natychmiastową kontrolę wewnętrzną, bo papierowe fantazje prezesa Danka sami wcześniej skwapliwie opisywali, zatwierdzali i rozliczali. Mimo bliskich relacji towarzyskich i politycznych Janusza Danka z prezydentem Krzysztofem Matyjaszczykiem, potężna skala fałszerstw zmusiła władze miasta do zawiadomienia prokuratury, aby zapobiec oskarżeniom o tuszowanie przestępstwa kolegi partyjnego. Sprawa Danka najpierw trafiła do prokuratury w Częstochowie, lecz szybko została przeniesiona – by uniknąć jakichkolwiek powiązań – do prokuratury w Lublińcu. Danek usłyszał 6 zarzutów. Co prawda sąd uznał Danka winnym, stwierdzając, że dopuścił się przestępstwa posługiwania się podrobionymi dokumentami, ale postępowanie warunkowo umorzył na okres próby 2 lat. Dziś wychodzi na to, że wymiar sprawiedliwości był w błędzie. Wychowawcze potraktowanie procederu fałszowania faktur i wyłudzania miejskich dotacji było zdecydowanie zbyt pobłażliwe.
Na marginesie…
Po serii bezkompromisowych artykułów śledczych w Tygodniku 7 dni, w których redakcja zarzuciła Januszowi Dankowi oszustwa przy rozliczeniach publicznych pieniędzy, ówczesny radny i prezes klubu sportowego wytoczył działa procesowe i oskarżył 7 dni o zniesławienie z art. 212 Kodeksu Karnego. Danek zażądał od redakcji opublikowania przeprosin, odwołania oskarżeń oraz usunięcia artykułów, które rzekomo naruszały jego “dobre imię, cześć i wizerunek”. Redakcja odpowiedziała, że jest gotowa stanąć przed obliczem wymiaru sprawiedliwości, by bronić racji zawartych w publikacjach prasowych i nie zamierza ulec szantażom, a tym bardziej zaprzestać publikacji artykułów interwencyjnych. Sądowa konfrontacja zakończyła się dla Danka szybko i boleśnie. Sąd z uwagi na bezsporne dowody (faktury nieistniejącej firmy Kazmet) oraz postawione Dankowi zarzuty prokuratorskie, postępowanie przeciwko redakcji umorzył.
Mimo wszystko Tygodnik 7 dni zaprosił Janusza Danka na wywiad. Chcieliśmy zapytać prezesa Stowarzyszenia, skąd wzięły się fałszywe faktury w rozliczeniach dotacji otrzymanych z urzędu miasta, kto je podłożył, gdzie są pieniądze przekazane nieistniejącej firmie z ulicy Jarzynowej za usługi i towary, jak to się stało, że nikt w magistracie nie zauważył fałszywych faktur aż przez trzy lata… Danek odmówił, ale przesłał do redakcji oświadczenie, w którym m.in. stwierdził: “Zażywam leki i pozostaję pod nadzorem lekarzy specjalistów i mimo wielkiego żalu, szanując ustalenia Sądu, piszę z ciężkim sercem te słowa, mimo ,,przetrwania” całego sezonu bez grosza dotacji z UM…”
Bezcenne wsparcie towarzyszy
Janusz Danek zbyt długo się nie smucił i zapewne leków nie zażywał, bo już w 2016 roku Stowarzyszenie Speedway Fan Club odrobiło finansowe straty. W zaledwie 2 lata od afery “fakturowej”, klub dostał rekordowe dotacje na szkolenie sportowe dzieci i młodzieży, udział w zawodach sportowych i przeciwdziałanie alkoholizmowi – na 34 tysiące złotych. Jak pokazują statystyki, była to najwyższa dotacja dla stowarzyszenia Danka od 10 lat. A i sam prezes Danek znów został przez kolegów z partii rządzącej miastem – doceniony. Wśród częstochowskich sportowców, trenerów i działaczy uhonorowanych przez lewicowego prezydenta podczas uroczystej gali w hali sportowej przy ul. Żużlowej znalazł się Janusz Danek, który otrzymał od Matyjaszczyka okolicznościową statuetkę i nagrodę pieniężną.
Mimo przestępczej przeszłości Janusza Danka matka-partia nigdy o nim nie zapomniała. Tuż po aferze “fakturowej”, towarzysze z KKW SLD Lewica Razem wystawili kandydaturę Danka na radnego miasta Częstochowy (ponownie) w jesiennych wyborach samorządowych 2014 roku. 4 lata później, przy kolejnych wyborach samorządowych, Danek znowu pojawia się na listach do rady miasta z listy lewicy. Nie inaczej stało się w 2024 roku, gdzie Danek ponownie ubiegał się o mandat radnego dla dzielnic: Mirów, Północ, Wyczerpy-Aniołów, Zawodzie-Dąbie, dzięki uprzejmości lewicowego aparatu partyjnego. Bez powodzenia.
Kto wpuścił lisa do kurnika?
Skandal wokół fałszywych faktur zamknął Januszowi Dankowi drogę do kariery politycznej, zwłaszcza gdy o jego awansie decydujący głos należy do wyborców. Nie umniejsza to jednak jego wpływów politycznych ani ochrony, jaką zapewnia mu zaplecze partyjne.
Zwieńczeniem tej politycznej sielanki było ulokowanie Janusza Danka w strukturach miejskich, a konkretnie w Miejskim Ośrodku Sportu i Rekreacji. Człowiek, który dekadę wcześniej potrafił rozliczać sport dziecięcy lewymi fakturami, otrzymał nadzór nad marketingiem instytucji zarządzającej milionowym budżetem i kluczowymi obiektami w mieście (w tym Parkiem Wodnym czy Halą „Polonia”). Wybór stanowiska zastępcy dyrektora ds. marketingu MOSiR-u dla człowieka z wyrokiem za wyłudzanie dotacji z urzędu miasta od początku brzmiał jak ponury żart lokalnego układu.
Do naszej redakcji dotarły szokujące informacje, związane z obsługą pływalni krytej “Sienkiewicz Częstochowa”, która podlega MOSiR-owi, chociaż nie tylko. Pracownicy zewnętrzni wykonywali dodatkowe zadania na polecenie marketingowca Danka, podczas gdy koszty ich roboczogodzin na rzecz zewnętrznego podmiotu w całości pokrywał MOSiR. Coraz to nowe projekty, łącznie z obsługą kolejnych pokazów i sweet focie z lewicową władzą to sprawnie działający mechanizm nadużyć. Publiczne fundusze przeznaczone na bezpieczeństwo miały de facto służyć budowaniu pozycji politycznej nie tylko gościa od afery fakturowej, ale i obozowi władzy w Częstochowie. Z wiarygodnych informacji, do których udało się dotrzeć redakcji 7 dni wynika, że powodem dyscyplinarnego zwolnienia Janusza Danka miały być poważne naruszenia obowiązków pracowniczych oraz nadużywanie zajmowanego stanowiska w MOSiR Częstochowa. System działał bez zarzutu przez lata, ponieważ gwarantował tzw. święty spokój i korzyści każdej ze stron. Sprawa się rypła, kiedy pojawił się nowy gracz spoza układu. Choć dyrekcja MOSiR-u miała twardy orzech do zgryzienia, jego szefostwo już wie, że tego tematu nie da się wyciszyć. Stąd zdecydowane kroki wobec Danka, z dyscyplinarką włącznie. Na jaw wychodzi odrębny wątek w tej sprawie, uderzający bezpośrednio w związki zawodowe. I tu pojawia się nazwisko innego działacza lewicy Tomasza Blukacza. Niestety przewodniczący związków zawodowych nie odbiera telefonów, więc redakcja 7 dni nie potwierdziła, kiedy i czy w ogóle Blukacz (bliski znajomy Danka) przyjął kolegę do związków, czym zmieniłby pozycję „negocjacyjną” Danka w przypadku jego pójścia do Sądu Pracy przeciwko MOSiR-owi.
Redakcja 7 dni dla potwierdzenia posiadanych już informacji zwróciła się do częstochowskiego MOSiR-u z zapytaniami prasowymi, m.in:
* Prosimy o szczegółowe przedstawienie wszystkich naruszeń jakich ewentualnie dopuścił się Janusz Danek w związku ze zwolnieniem dyscyplinarnym (w tym dyscypliny finansowej).
* Czy w związku z naruszeniami, do których doprowadził Janusz Danek (jeśli do nich doszło), kierownictwo MOSiR poczyniło kroki prawne, a jeśli tak, to jakie?
* Czy w MOSiR Częstochowa działają związki zawodowe? Jeśli tak, to prosimy o ich wskazanie oraz podanie z imienia i nazwiska przewodniczących tych związków.
* Czy Janusz Danek należy do związków zawodowych? Jeśli tak, to od kiedy?
Czekamy na odpowiedzi MOSIR-u.
Janusz Danek od 2016 roku jest wiceprezesem Regionalnej Rady Polskiego Komitetu Olimpijskiego w Częstochowie. O komentarz do kolejnych nadużyć Danka tym razem w MOSiR-ze poprosiliśmy prezesa Rady, posła Andrzeja Szewińskiego.
– Zostanie zwołany zarząd Regionalnej Rady Polskiego Komitetu Olimpijskiego i wówczas podejmiemy decyzję w sprawie dalszych losów Janusza Danka. Myślę, że nastąpi to szybko, jeszcze w czerwcu, bo sprawa jest poważna. Chciałbym podkreślić, że idea olimpijska opiera się na rywalizacji sportowej w duchu fair play i takim też zasadom powinien hołdować każdy członek rady – mówi poseł Szewiński.
Do tematu powrócimy.
Renata R. Kluczna



