Z dużym zainteresowaniem przeczytałem w poprzednim numerze „7 dni” obszerny artykuł Artura Sokołowskiego na temat projektu budżetu Miasta Częstochowa na rok 2014. Moje zaciekawienie i zadowolenie jest podwójne, bo to kolejny znak, iż trudne sprawy budżetowe interesują coraz szerszą grupę naszych mieszkańców. A, że są to sprawy najważniejsze starałem się i staram konsekwentnie przekonywać od wielu lat. Dlaczego budżet jest taki ważny? Bo to właśnie ten dokument decyduje niemal o wszystkich działaniach władzy publicznej. Władza pozostawiona bez kontroli zawsze wyda dwa razy za dużo do tego byle jak. Czy władza poddana kontroli wydaje lepiej? A to już inny temat. Nie będę odnosił się do bardzo ciekawych spostrzeżeń i tabel przedstawionych przez pana Sokołowskiego tydzień temu. Kto jest ich ciekaw, niech zajrzy do archiwum na http://www.7dni.com.pl Ja podzielę się za to moimi ogólnymi refleksjami. 1. Budżet jest procedowany w bardzo ściśle określony sposób. Na ten moment jest to tylko projekt, jaki ma obowiązek przedstawić Radzie Miasta władza wykonawcza. Projekt jest teraz w rękach władzy uchwałodawczej. A ta (jak pokazuje życie) bardzo rzadko korzysta ze swoich uprawnień. Poprawi parę krawężników, dokona przesunięć na 0,1% wartości i tyle. Najważniejszy etap zaczyna się później, czyli wtedy kiedy budżet pójdzie do realizacji. I tu bardzo ważna uwaga. Jak władza publiczna mówi, że coś zrobi to znaczy, że mówi. Życie pokazuje, że zrealizuje z projektu może 2/3 inwestycji, a innych w ogóle. Wiemy też, że na swoje własne potrzeby miasto na pewno wyda co najmniej 100% normy. W praktyce oznacza to tyle, że zbytnie przywiązywanie wagi do tego co władza obiecuje w jakimkolwiek projekcie (w tym budżetu) nie ma sensu. Poczekamy na owoce, czyli na raport z realizacji budżetu za rok 2013. I jak co roku w czerwcu zapewne pojawię się na sesji absolutoryjnej z oceną wykonania budżetu za rok poprzedni. Bo liczą się czyny nie słowa. A wieloletnie oceny potwierdzają, że projekt a realizacja to dwa osobne budżety. 2. Nie zmienia to faktu, że sama prezentacja projektu budżetu miasta jest jednym z najważniejszych momentów w pracy rady. Ze smutkiem patrzyłem na moment kiedy na mównicę wyszedł Prezydent, a większość radnych wyszła z sali. Wiem, że trudno się słucha o tym co stanie się z 1.000.000.000 zł naszych pieniędzy plus nie mniejszą kwotą w majątku miasta, w spółkach zależnych itd. Ale wypada choć stworzyć pozory zainteresowania. 3. Mimo wszystko na sesji doszło do bardzo istotnego dla nas wszystkich wydarzenia. Poddano głosowaniu stawki lokalnych podatków. I nagle radni w budżecie na rok 2014 (jakoś przypadkiem się składa, że to ostatni rok ich kadencji, rok wyborczy), postanowili zrobić przedsiębiorcom dobrze i poziom podatków lokalnych obniżyli o w sumie około 10 milionów złotych. Na marginesie Prezydent Matyjaszczyk i popierający go Klub SLD byli temu do końca przeciwni, co uczciwie trzeba poczytać im jako zaletę, bo chociaż mają jakieś konsekwentne i przewidywalne poglądy. A poglądy wszystkich lewic od wieków są jasne: zabrać ludziom jak najwięcej, opornych wyeliminować. Dla przypomnienia mniej uważnym obserwatorom lokalnej sceny politycznej, ci sami radni (PO i PiS) konsekwentnie przez 3 lata ustalali poziom podatków na najwyższym możliwym poziomie, popierali budżet, udzielali władzy za jego wykonanie absolutorium itd. Podsumowując ten wątek – 10 milionów złotych pozostanie w naszych kieszeniach, a nie w ich (urzędników) i na pewno wydamy je lepiej, z czego należy się bardzo cieszyć. Pełnią szczęścia byłoby konsekwentne wskazanie miejsc, w których zredukuje się wydatki. Ale może ktoś przekonująco wytłumaczy mi, dlaczego ci sami radni nie zrobili tego przez poprzednie 3 lata, a robili dokładnie odwrotnie? Pozwolę sobie na przedstawienie kilku hipotez. * Może jednak więzy z tzw. „korytami” (miejscami w Spółkach, radach, w urzędzie) przez te 3 lata były mocniejsze a stanowiska dla samych siebie, rodziny i znajomych były ważniejsze od losu lokalnej gospodarki?* Może po prostu liczą na naszą krótką pamięć, wystarczy zamazać tamto złe wrażenie?* Może politycy każdego szczebla po prostu mają taką naturę?* A może masowo się nawrócili i teraz będą myśleć już tylko o losach lokalnej gospodarki, a nie o swoich drobnych profitach z władzy? Wracając do samej prezentacji Pana Prezydenta wysłuchałem jej z uwagą. Cieszę się, iż wiele miejsca poświęcono przedstawieniu wskaźników makroekonomicznych, a w nich podkreślono wolę wyhamowania dynamiki wzrostu deficytu (nie mylić z obniżką) oraz poprawy innych wskaźników. Do tego już widać pozytywną zmianę jakości naszych dróg, mamy nadzieję na kontynuację niezbędnych remontów. I mówiąc szczerze, jeśli niektóre zapowiedziane wskaźniki udałoby się osiągnąć, byłoby to sukces władzy. Słowo „jeśli” jest tu kluczowe. Bo w naszej praktyce można się spodziewać, że z zapowiedzi niewiele wyjdzie. A jeśli wyjdzie to poprzez drastyczną obniżkę poziomu inwestycji, który i tak został zaplanowany na niskim (bo poniżej 20%) poziomie. Pożądany efekt nastąpiłby w wyniku jakże wskazanych oszczędności w wydatkach bieżących, czyli w ogromnym uproszczeniu w ograniczeniu nieuzasadnionej konsumpcji, poprawie organizacji i wydajności pracy, redukcji zbędnych wydatków na rozrośniętą biurokrację itd. Nie wnikając w trudne analizy zapewne można by tu wydać 20-30% mniej i równocześnie zapewnić wyższy standard obsługi dla mieszkańców (temat na osobny artykuł). To bardzo trudne, ale niezbędne do wykonania zadanie na szczeblu każdej gminy, a i państwa. Niestety można się spodziewać, że gmina pójdzie prostszą drogą, np. tą z roku 2012, czyli nie wykona 40% planowanych inwestycji. Że to droga donikąd? To wiemy. Podobnie jak wiemy do czego prowadziła każda kreatywna ekonomia, o czym boleśnie przekonaliśmy się choćby na przykładzie Ministra Rostowskiego. Aby działać inaczej trzeba narazić się krzykliwym i skutecznym lobby związkowym, partyjnym i wpływowym korporacjom i skończyć z rujnującym naszą gospodarkę etatyzmem. A tego od 20 lat nikt nawet nie spróbował zrobić. Nawet nie próbował głośno o tym pomyśleć. I sitwa się umacnia. PodsumowanieNasze miasto się kurczy. Deklaracje dotyczące wywozu śmieci nie kłamią. Może są zaniżone o kilka procent, na pewno nie kilkadziesiąt. Ilość mieszkańców spadła bardziej niż wynika to z oficjalnych danych. Bezrobocie rekordowe, nie spadła chińska manna z nieba, nie działa perpetuum mobile do pobudzania energii. Wszystkie zaklęcia i hasła, pracy i nadziei ludziom nie dają. W tej sytuacji należy postawić dużo poważniejsze pytanie: a co zrobić, żeby negatywne trendy odwrócić? Odpowiedź na to kluczowe pytanie to materiał na wiele artykułów. A nawet jak się