Tajemnice współpracy „Solidarności” z władzami miasta w obszernym wywiadzie ujawnia Mirosław Kowalik, szef częstochowskiego Związku Zawodowego „Solidarność”. – Być może to subiektywne stwierdzenie, ale „Solidarność” nie miała w ostatnim czasie spektakularnych sukcesów…– Ja muszę mówić o sukcesach całego związku zawodowego regionu częstochowskiego, czyli o występowaniu w imieniu pracowników – podpisaliśmy ponadzakładowy układ zbiorowy dla pracowników pomocy społecznej. I to jest wielki sukces. Kolejnym sukcesem jest uratowanie miejskiego szpitala zespolonego. To jest taka permanentna walka, tak jak z tą wolnością – zdobyta raz, nie znaczy, że będzie wiecznie. Już prezydent Wrona próbował prywatyzować szpital, ale w końcowej fazie się z tego wycofał. Teraz temat wrócił. Na szczęście trochę nam się rzeczywistość prawna zmieniła, bo weszła ustawa, która zobowiązuje samorząd do pokrycia długów, a dług częstochowskiego szpitala jest znaczny. Wymyślono więc, rozdzielenie go na części. Udało nam się jednak tę sprawę też pozytywnie załatwić. – Dziś aktywność „Solidarności” jest niewielka, dlaczego?– Każda grupa, która ma wspólny interes organizuje się w celu obrony wspólnego interesu. Pracownicy znajdują wspólny interes w stosunku do pracodawcy, więc organizują się w związek zawodowy w tym zakładzie pracy, żeby wynegocjować sobie lepsze warunki pracy. Reprezentujemy tych, którzy są naszymi członkami. Byłem na sesji rady miasta, gdy była mowa o Promenadzie. Teraz przychodzą do mnie ludzie z Promenady i wylewają żale, że się dali oszukać. No kurcze…, co ja mam do tego, trzeba było się nie dać oszukać. Trzeba było sobie wziąć kancelarię prawną, doradców, iść do prezydenta i powiedzieć: jest tak i tak. A oni poszli w dwójkę czy trojkę, z drugiej strony cały sztab radców prawnych prezydenta i owinął ich wokół palca, a dzisiaj narzekają, że czynsz im wzrósł, że coś tam mają zapłacić. Żeby z samorządem negocjować trzeba się do tego przygotować i nie można mieć potem pretensji, że samorząd mnie oszukał, bo się dałem. – Wie Pan…, nie zakładam, że samorządowiec mnie oszuka, a samorząd będzie działał przeciwko mnie, mieszkance…– To mogła pani najpierw przyjść do mnie, a ja bym pani powiedział, że on tylko po to jest, by panią oszukać. I wtedy pani nastawienie byłoby inne. Ja nie zgodzę się z pani tezą, że samorządowiec reprezentuje moje interesy. Moje doświadczenie mówi, że samorządowiec nie reprezentuje interesów żadnych, oprócz swoich. – Wróćmy do sukcesów „Solidarności”, co musieliście za nie dać?– To dobre pytanie, oczywista oczywistość. Kosztowało nas to dużo nerwów, dużo wysiłku, dużo krwi i determinacji… Dużo nienawiści, dużo złości ze strony samorządu. Na początku tej władzy, tej kadencji, miałem wrażenie, że jest próba nawiązania dialogu, wymiany doświadczeń i perspektywicznego, pro rozwojowego spojrzenia na Częstochowę. To wrażenie miałem jednak krótko, jakieś dwa miesiące. Później już było tylko gorzej. A potem przyszedł czas na zemstę ze strony samorządu. – To znaczy?– Na nas związkowcach pracujących w regionie, nie związanych z żadnym zakładem pracy, trudno się zemścić. Można to zrobić na „Solidarności” i taką zemstą było wyrzucenie z art. 52 Staśka Psykały z CzPK, który do dziś jest bezrobotny. Ale kilka słów wstępu. Układ polityczny wprowadza do CzPK nowych ludzi – pracuje tam żona radnego Jerzego Nowakowskiego (PiS), pracuje Edward Kędzierski bliski PiS-u i jeszcze pewnie mnóstwo innych ludzi z nadania politycznego, o których nie wiem. A człowiek – mam na myśli Staśka – który ma wilczy bilet, nie udowodniono mu niczego – został wyrzucony na bruk. Próbowaliśmy, jako „Solidarność”, zawrzeć z miastem kompromis. Mówiliśmy: zatrudnijcie tego człowieka, wszystko jedno gdzie, niech to będzie nawet umowa śmieciowa z minimalnym wynagrodzeniem, ale pozwólcie mu rodzinę utrzymać. Nie było mowy. Do dziś jest osobą bezrobotną. – Za każdym członkiem się tak wstawiacie?– Tak, za każdym… – Nie wiem, czy się Pan ze mną zgodzi, ale kiedyś jeszcze kilka lat wstecz, „Solidarność” w Częstochowie była nie tyle aktywniejsza, co skuteczniejsza…– Nie mam takiej statystyki, dlatego nie jestem w stanie merytorycznie uzasadnić teraz – tyle protestów w tamtym okresie, tyle w tym. Wspomnę np. protesty, „noclegi” w urzędzie miasta. Tadeusz Wrona odbierał to jako policzek, że „Solidarność” – prawicowe ugrupowanie bardzo mu bliskie, AWS, kiedyś te drogi były wspólne – i teraz ci ludzie z „jego” matecznika przyszli do urzędu i leżą w magistracie. To był dla niego policzek. Robił więc wszystko, byśmy z urzędu wyszli. Natomiast teraz w przypadku lewicowych władz im zupełnie to nie przeszkadza, a nawet podnosi ich autorytet. Kiedyś przyszedł dyrektor urzędu i mówi, że mamy wybory w urzędzie – chyba to były do parlamentu – „i musimy jakoś uzgodnić z wami stronę organizacyjną. Powinna być strefa, po której wy się będziecie poruszać, a po innej urzędnicy”. Stwierdził, że chodzi też o bezpieczeństwo dokumentów wyborczych, więc na schodach przeciągną taśmę i po jednej stronie my mieliśmy się poruszać, a po drugiej oni. Ta władza doszła do wniosku: chcecie sobie leżeć w urzędzie, leżcie do woli – tu będzie woda, kubeczki, papier toaletowy… – To pewnie stąd pogłoska, że „Solidarność” niezłe dogaduje się z lewicą…?– Najwięcej problemów mamy zawsze z politykami, a i my nie jesteśmy wolni od polityki, ponieważ wszystko co robimy jest ze sobą powiązane. Ja nie znam merytorycznych zarzutów, że układamy się z samorządem. Ja powiem tak – układamy się z każdym.Ja nie widzę wizji Częstochowy, obojętnie jaka to jest partia polityczna, czy to jest Prawo i Sprawiedliwość, czy to jest Platforma, czy SLD. Nie widzę tam człowieka, który miałby jakiś pomysł i chciałby zrealizować coś w Częstochowie. Ja widzę jedno, że oni świetnie się porozumiewają i sobie świetnie wymieniają stołki. Dzisiaj zatrudnienie mają ludzie z PiS-u w spółkach miasta, gdzie właścicielem jest lewicowy prezydent. – Nie tylko z PiS-u, ludzie PO też pracują w spółkach…– I dlatego trzeba na kogoś zrzucić, że jest źle. „Źle jest dlatego, że „Solidarność” dogadała się z lewicowymi władzami i nie walczy o pewne rzeczy”. Udają ślepców, a to oni sobie handlują tą Częstochową, to oni stołki obsadzają swoimi ludźmi, a tak naprawdę to jest skok na kasę i wyciągnięcie dla siebie jak najwięcej. – Czyli idealne pole do działania dla „Solidarności”…– Związek zawodowy, to nie jest pierwszy sekretarz Mirosław Kowalik i region częstochowski. My próbujemy pomóc członkom związku nie tylko wtedy, gdy już mają problem, np. organizujemy