Brutalna wojna polityczna w gminie Poczesna w związku z trwającą kampanią referendalną o odwołanie wójta Artura Sosny, wkroczyła w fazę karną. Urząd gminy oficjalnie przyznał: zdjęcia wykorzystane do internetowego linczu na pracowniku samorządowym, to nagrania z gminnego monitoringu. Sprawą zajmuje się już Prokuratura Rejonowa w Częstochowie. W tej sytuacji należy zadać pytanie o władzę nad publicznym mieniem. Urzędnicy musieli prosić najemcę budynku o klucze, aby zabezpieczyć własny sprzęt monitorujący.
Polityczne uderzenie Komitetu Inicjatywy Referendalnej obróciło się w kryminalną aferę.
Wszystko zaczęło się od bezczelnego, podszytego jadowitą ironią wpisu na facebookowym profilu „Odwołujemy Wójta Gminy Poczesna”. Komitet Inicjatywy Referendalnej wrzucił do sieci dwa kadry (stopklatki filmu). Widać na nich kobietę stojącą przy tablicy ogłoszeniowej oraz zaparkowane auto. Autorzy, zaserwowali internautom seans publicznego linczu:
„Czy ktoś kojarzy tę społeczniczkę ;), która z takim zaangażowaniem przemierza naszą gminę i zakleja plakaty informujące o referendum swoimi? Prosimy o informację na priv lub naszego maila”.
Publikacja miała rzekomo dowieść, że tajemnicza „społeczniczka” nielegalnie zakleja plakaty przeciwników władzy. Dziś znamy już oficjalne fakty, które całkowicie zmieniają optykę tej sprawy.
Gmina potwierdza: To był nasz monitoring i nasz pracownik
W oficjalnej odpowiedzi na interpelację radnego gminy Michała Kałki, wójt Sosna przecina spekulacje. Kobieta ze zdjęć to etatowy pracownik urzędu gminy, która 19 czerwca 2026 roku wykonywała oficjalne polecenie służbowe. Rozwieszała plakaty informujące o wyjeździe mieszkańców na protest do Warszawy w obronie granic gminy. Urząd kategorycznie zaprzecza, jakoby pracownica niszczyła materiały referendalne.
Co najważniejsze: zdjęcia opublikowane w sieci to bezsprzecznie zapis z monitoringu stanowiącego własność gminy Poczesna. Kamera znajduje się na komunalnym budynku przy ul. Okólnej 12 w Korwinowie.
Radny Kałka w swojej interpelacji nie pozostawia wójtowi pola do manewru i serwuje urzędnikom prawdziwy kwestionariusz śledczy. Żąda od władz gminy pilnych wyjaśnień. Pytań jest aż 22, a każde uderza w sedno. Kałka domaga się również natychmiastowego zabezpieczenia całej historii przeglądania i eksportu nagrań oraz weryfikacji haseł dostępowych.
Własność gminy, ale klucze ma kto inny
Najbardziej porażający w całej sprawie jest wątek technicznej kontroli nad systemem bezpieczeństwa. Gmina oficjalnie oświadczyła, że nie nadała nikomu uprawnień do przeglądania czy zgrywania zapisów z kamery w Korwinowie. Jak więc nagranie trafiło w ręce osób nieuprawnionych? Skąd komitet referendalny miał obraz z monitoringu?
O ironio…, urzędnicy wójta nie mają dostępu do tych nagrań. Z ustaleń wynika, że podgląd i kontrolę nad rejestratorami w tym rewirze ma sołectwo Korwinów z sołtysem Marcinem Puchałą mężem radnej Justyny Krawiec-Puchały. Powszechnie wiadomo, że małżonkowie z Korwinowa to zdeklarowani przeciwnicy obecnej władzy. Jeśli grzebanie w gminnym monitoringu przez osoby nieupoważnione potwierdzi się, mamy do czynienia z przestępstwem. Sprzęt kupiony za publiczne pieniądze do walki ze złodziejstwem i wandalizmem został użyty jako polityczny bat do inwigilacji ludzi.
Jednak to dopiero początek paradoksu pocześniańskiego. Gdy 20 lipca pracownicy urzędu pojechali na miejsce zabezpieczyć rejestrator, odbili się od drzwi. Najemca części budynku, dysponujący kluczami do pomieszczenia, gdzie stoi wideo rejestrator, uzależnił wpuszczenie urzędników od złożenia oficjalnego wniosku. I tu niespodzianka… Najemcą jest Stowarzyszenie Słowikor, którego prezesem jest nie kto inny, jak radna Justyna Krawiec-Puchała. Trwa kuriozalna wymiana pism, a kluczowy dowód w sprawie potencjalnego przestępstwa wciąż znajduje się poza fizycznym zasięgiem władz gminy.
Budynek mieszkalny z parterem użytkowym jest w całości własnością gminy, podobnie jak znajdujący się w środku obiektu sprzęt monitorujący, zakupiony za publiczne pieniądze. Choć umowa najmu chroni przestrzeń stowarzyszenia, to nie może służyć za tarczę do blokowania dostępu właścicielowi do urządzeń rejestrujących, zwłaszcza gdy w grę wchodzi podejrzenie popełnienia przestępstwa. Fakt, że radna – powołana przecież do ochrony i kontroli majątku gminy – odcina właściciela od jego własnych urządzeń, drastycznie wypacza ideę mandatu zaufania publicznego. Sytuacja, w której wójt musi oficjalnie prosić własną radną o klucze do własnych drzwi, aby zabezpieczyć własny dysk, brzmi jak scenariusz kiepskiej komedii.
Oko Wielkiego Brata patrzy, ale prokuratura widzi więcej
Wójt nie czekał na rozwój wypadków i 3 lipca skierował zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa do Prokuratury Rejonowej w Częstochowie. Sprawa ruszyła z kopyta z art. 267 Kodeksu karnego (nieuprawnione uzyskanie dostępu do informacji) oraz art. 107 ustawy o ochronie danych osobowych.
Równolegle wewnętrzne śledztwo prowadzi Inspektor Ochrony Danych Osobowych. Urząd wprost nazywa działanie komitetu referendalnego „doxingiem” – czyli bezprawnym publicznym nękaniem i szczuciem na funkcjonariusza pblicznego, ktorym jest urzednik gminy – poprzez ujawnianie jego wizerunku oraz prywatnego auta.
Jak na razie otwartym pozostają pytania: kto wyniósł nagrania z monitoringu i kto udostępnił je w internecie? Być może częstochowska prokuratura wcale nie będzie miała trudnego zadania. Dostęp do pomieszczenia z wideorejestratorem miała bowiem radna Justyna Krawiec-Puchała wraz z mężem Marcinem Puchałą, sołtysem wsi Korwinów. W tym układzie krąg podejrzanych kurczy się. Koniec zabawy w chowanego – teraz ruch należy do prokuratury.
To nie jest zwykła pyskówka
Przykład z gminy Poczesna bezpowrotnie niszczy mit o bezpiecznym i kontrolowanym monitoringu publicznym. Skoro nagrania z gminnych kamer mogą bez wiedzy urzędu stać się amunicją w kampanii politycznej, zagrożony jest każdy mieszkaniec.
Wójt Artur Sosna nakazał już pilny przegląd uprawnień i haseł we wszystkich gminnych obiektach. To jednak za mało. Prokuratura musi bezwzględnie wskazać osobę, która zgrała film i wyniosła go z budynku przy ul. Okólnej 12.
Do tematu wrócimy, gdy śledczy postawią pierwsze zarzuty.
Renata Kluczna



