Polityczni przedsiębiorcy uważają, że ludzie wierzą, w to w co chcą wierzyć i czynią wszystko, by ta wiara ludzka była zgodna z ich propagandą. Tak było od czasów greckich i jest to trwały element demokracji. Przypomina się czasami, że w drodze głosowania, nawet najbardziej demokratycznego, nie da się ustalić prawdy… Ale lud wie swoje.
Jaka jest prawda o naszej epidemii COVID-19, zależne jest od opinii ludzi kształtowanej rozmaitą polityczną propagandą. Gdy zachorowalność przekraczała 100 osób na dobę, wprowadzono rygory i wypuszczono na miasta policję informującą o stanie zagrożenia. Gdy w lipcu zachorowalność ponownie doszła do 300 na dobę, rygory w praktyce przestały istnieć, by lud mógł głosować nad swoją prawdą. Przy okazji demokratycznie okazał swoją niechęć jajogłowym medykom i ich pomysłom szczepionkowym (więcej głosów zyskał kandydat antyszczepionkowiec). Trudno temu się dziwić, polityczne starania, by zniszczyć autorytet wszystkich istniejących poza kręgiem władzy, musiały także zniszczyć zaufanie do specjalistów z zakresu medycyny.
Jako staro-datowiec, skonserwatywniały doświadczeniem, powtarzam jak mantrę: nie da się nic z niczym zrobić bez zaufania do fachowości. Jesteś chory: idź do lekarza i wierz, że zaordynowana przez niego terapia jest najlepsza. Ponieważ 60% młodych ludzi ma wyższe wykształcenie, a 100% sprawnie serfuje po internecie, rośnie przekonanie, że jesteśmy mądrzejsi od lekarzy, bo jakby co pomoże nam dr. Google… Nie neguję, że w niektórych przypadkach wiara ta się sprawdza.
Słyszałem o kierowcy, który od lat jeździł „na bani” i nikogo nie zabił, więc te ograniczenia trzeźwościowe miał prawo uznać za żydowski spisek. Zatem nawet jeśli Czytelnicy mi przedstawią 100 przypadków potwierdzających wyższość dr. Googla nad dr. Kowalskim, to i tak będę powtarzać, że skuteczność leczenia zależy od zaufania do żywego, dyplomowanego lekarza, a nie tego wirtualnego.
Podobnie na zaufaniu opierać się musi terapia zbiorowa. Rząd podobno powołał jakiś zespół do spraw „drugiej fali pandemii”, ale znów – tak jak w czasie pierwszej fali – zamiast sięgać do wiedzy profesorów medycyny, do doświadczenia praktyków-epidemiologów, stawia na policjantów i strażaków. Terapię „się wymyśli”, ważne jej skuteczne wdrożenie. Czy jest ona skuteczna czy nie skuteczna, na to pytanie odpowiedź da propaganda… Na jakiej podstawie chce się mnie przekonać bym miał zaufanie do takiej terapii, robionej przez znachorów, a nie specjalistów? Jeden główno-rządzący uważa, że się nie będzie szczepić, bo nie lubi, drugi obwieścił, że pandemia skończyła się „naszym zwycięstwem”, trzeci – nie mogąc wytłumaczyć się z przekrętów – zniknął z ekranów telewizorów. Dla rządu są ważniejsze zadania: obchody „bitwy warszawskiej”, likwidacja niepolskich mediów, centralizacja zarządzania przez mnożenie administracyjnych bytów – województw…
Nieśmiało się więc tylko przypominam, w trosce o stan zdrowia. Wyjmijcie w końcu z szuflady projekt złożony niegdyś przez waszego ministra Konstantego Radziwiłła, powołajcie Urząd Zdrowia Publicznego. Nie wyważajcie otwartych drzwi, wzorujcie się na Niemczech i Szwecji, wysłuchajcie praktyka – posła waszej partii – pana Sośnierza. Niech w końcu instytucja darzona zaufaniem zacznie tym wszystkim rzeczywiście zarządzać, niech specjaliści, a nie znachorzy, zajmą się terapią.


