W tym kotle wrzało od lat i właśnie doszło do eksplozji. Posłanka Lidia Burzyńska (PiS), szefowa zarządu okręgu 28, najwyraźniej nie zasłużyła na szacunek posła Szymona Giżyńskiego (PiS), a tym bardziej na miano lokalnej liderki partii Jarosława Kaczyńskiego. Poseł Giżyński w wydanym właśnie oświadczeniu brutalnie obszedł się z koleżanką z własnej frakcji. Równie lekceważąco potraktował trzeciego posła z PiS-u z naszego terenu, Andrzeja Gawrona. Z sarkastycznej, a jednocześnie dobitnej wypowiedzi Giżyńskiego wynika, że nie popiera trwającej właśnie w Częstochowie inicjatywy referendalnej i nie zamierza zbierać podpisów. Pierwszorzędne znaczenie ma moment, w którym ekslider PiS-u swoje oświadczenie upublicznił. Zrobił to tuż po konferencji prasowej Burzyńskiej i Gawrona, podczas której ogłoszono, że „środowisko polityczne Prawa i Sprawiedliwości Ziemi Częstochowskiej w pełni popiera inicjatywę odwołania Krzysztofa Matyjaszczyka z funkcji prezydenta miasta oraz rozwiązanie Rady Miasta Częstochowy”. Swoim oświadczeniem Giżyński obrócił „sojusz referendalny” w niwecz. Jarosław Kaczyński wraz ze zdezorientowanymi sympatykami PiS-u otrzymali jasny sygnał: w duchowej stolicy Polski, zamiast armii gotowych do boju „żołnierzy”, bytuje ferajna skłóconych wodzów, którzy prędzej przegryzą sobie krtań nawzajem, niż zaczną myśleć o jedności oraz wspólnym celu odsunięcia Lewicy i Koalicji Obywatelskiej od władzy. Dwugłos prawicowych działaczy oznacza, że częstochowskie struktury PiS-u weszły właśnie w fazę otwartej, bratobójczej wojny.
Posłanka Lidia Burzyńska podczas spotkania z dziennikarzami – prócz swobodnego przemówienia w swoim stylu – odczytała stanowisko zarządu Prawa i Sprawiedliwości w Częstochowie. Poinformowała też o powodach przyłączenia się PiS-u do inicjatywy referendalnej: „Środowisko polityczne Prawa i Sprawiedliwości już od lat wskazuje na konieczność usunięcia od władzy obecnej koalicji rządzącej w Częstochowie. Prezydent Krzysztof Matyjaszczyk, wspierany przez radnych Lewicy, Koalicji Obywatelskiej, Trzeciej Drogi oraz Wspólnie dla Częstochowy – nie możemy tutaj pominąć Polskiego Stronnictwa Ludowego – doprowadził nasze miasto do stanu krytycznego. Lawinowe zadłużanie, depopulacja, brak wizji rozwoju, skrajny nepotyzm i upolitycznienie stanowisk to rzeczywistość naszego samorządu. Dziś jednak najbardziej rażącym przykładem kompromitacji jest postawienie prezydentowi Krzysztofowi Matyjaszczykowi poważnych zarzutów o charakterze korupcyjnym, a także zakaz pełnienia funkcji prezydenta Miasta Częstochowy. Zarzuty korupcyjne postawiono również innym przedstawicielom władzy. (…) W związku z tym, w pełni popieramy inicjatywę referendum odwoławczego Krzysztofa Matyjaszczyka z funkcji prezydenta oraz Rady Miasta Częstochowy. Zachęcamy wszystkich mieszkańców oraz naszych członków i sympatyków do wsparcia działań na rzecz referendum i poprawy sytuacji w Częstochowie.”
W przemówieniu posłanka dodała, że to referendum nie jest przygotowywane przez żadną opcję polityczną, lecz stanowi inicjatywę obywatelską. Zaapelowała również do wszystkich partii o włączenie się do akcji. Burzyńska zapewniła, że porozumienie między Prawem i Sprawiedliwością a Komitetem Referendalnym oznacza, iż PiS włącza się w zbiórkę podpisów oraz bierze czynny udział w referendum. Sama zadeklarowała uczestnictwo w zbiórce, gdyż stała się właścicielką mieszkania i tym samym obywatelką Częstochowy.
Głos zabrał również poseł PiS-u Andrzej Gawron: „Radni Prawa i Sprawiedliwości zgłaszali wniosek na radzie miasta o to, żeby pan Krzysztof Matyjaszczyk sam podał się do dymisji. Zgłaszali też wniosek o referendum przeprowadzane właśnie z inicjatywy rady. Niestety zawsze w działaniu byli sami. A już kuriozum było udzielenie prezydentowi votum zaufania i absolutorium na sesji rady miasta. Przez referendum głos oddajemy mieszkańcom, to oni muszą zdecydować o przyszłości Częstochowy”.
Konferencja prasowa na Placu Biegańskiego miała scalić funkcyjnych członków. Jednak nie uczestniczyli w niej ani poseł Szymon Giżyński, ani senator Ryszard Majer. Zabrakło również radnych miasta z klubu PiS.
„Zawodowemu” posłowi niemiła konkurencja
Niby nie za bystry, ociężały, wygłaszający niezrozumiałe tyrady, zmanierowany w mowie i geście oraz znany z co najmniej jednej słabości… a mimo to musi mieć głowę na karku, skoro utrzymał się na politycznym szczycie przez ponad 30 lat. W zachowaniu wysokiej pozycji przysłużyła się mu znajomość z braćmi Kaczyńskimi, która sięga lat 90-tych z czasów Porozumienia Centrum. A mowa o Szymonie Giżyńskim, który zasiada w ławach poselskich od 2001 roku i przez lata postrzegany był jako lider Prawa i Sprawiedliwości w regionie częstochowskim.
Nazbyt inteligentni i kreatywni działacze nie byli przez politycznego dinozaura mile widziani w lokalnych strukturach PiS-u. Jaskrawym przykładem jest Jakub Michalski. Energicznemu młodzieńcowi dość szybko nie było po drodze z posłem Giżyńskim. Powody szorstkiej przyjaźni są co najmniej dwa. W wyborach parlamentarnych w 2015 roku kampania Michalskiego była tak wyrazista, że brutalnie obnażyła bezbarwność reszty kandydatów z listy PiS – z samym liderem Giżyńskim na czele. W kuluarach szeptano głośno, że ambitny chłopak wywołał u posła paniczny lęk przed wyrastającą mu konkurencją. Oliwy do ognia dolał sam Michalski, który rzucił Giżyńskiemu rękawicę i wystartował przeciwko niemu w wyborach na szefa lokalnych struktur. Uspokoiło się, gdy pokonany Michalski odsunął się od polityki. Przez dekady wydawało się, że nic Giżyńskiego nie złamie, chociaż chętnych było wielu.
Dopiero pod koniec 2024 roku Szymon Giżyński musiał uznać wyższość kogoś innego niż on sam. Zdetronizowała go posłanka Lidia Burzyńska, protegowana europosłanki Jadwigi Wiśniewskiej (PiS). Przejęła włości Giżyńskiego i została niekwestionowaną liderką częstochowskich struktur PiS-u. Giżyński musiał przełknąć gorzką pigułkę, tym bardziej nieprzyjemną, że Burzyńska miała odmienną wizję działań partii na gruncie lokalnym. Nie chciała pytać starego barona o zgodę na zmiany, zwłaszcza że rozpościerał się nad nią polityczny parasol Wiśniewskiej, która bardziej niż Burzyńska nie pałała sympatią do byłego guru. Wśród niezadowolonych z obrotu sytuacji – prócz samego posła – była częstochowska lewica, dla której „plastyczny” Giżyński był przez dekady wymarzoną „opozycją”. Powszechnie wiadomym było, że członkowie i sympatycy PiS-u, bezwstydnie kolaborują z lewicą dla posad i szemranych układów. Oficjalnie Giżyński stał w sprzeciwie do takich praktyk, ale tak naprawdę udawał, że nie widzi patologii we własnych szeregach. Zresztą sam robił to samo – syn posła dostał od władz zatrudnienie w miejskiej spółce CzPK (2016 rok), a dziś także pracuje w zależnej od miasta jednostce – Muzeum Częstochowskim, na stanowisku do spraw promocji.
Nowa prezes zarządu okręgu 28 przejęła po Giżyńskim kadrę wyższego szczebla i szeregowych aktywistów, w tym radnych w powiatach częstochowskim, kłobuckim, lublinieckim i myszkowskim, ale także w mieście Częstochowa. Dlatego dziś Burzyńska ma prawo żądać od swoich działaczy bezwzględnego posłuszeństwa, również w sprawie trwającej w Częstochowie inicjatywy referendalnej.
Odchodzący do lamusa architekt częstochowskiej prawicy… przemówił
Zaraz po tym, gdy posłowie Burzyńska i Gawron ogłosili światu przyłączenie się PiS-u do inicjatywy referendalnej w Częstochowie, potwierdzając tym samym, że będą dążyć do zmiany rządzącej miastem koalicji Lewicy-Koalicji Obywatelskiej, poseł Szymon Giżyński upublicznił odmiennej treści oświadczenie. Zarzucił w nim „mieszkance Skrzydlowa”, posłance Burzyńskiej i „mieszkańcowi Kochanowic”, posłowi Gawronowi, że przystępując do referendum „poświęcają partykularne interesy Prawa i Sprawiedliwości, składając, na ołtarzu lokalnej historii, głowy kilku radnych PiS”. Giżyński najwyraźniej obawia się, że poddany surowej ocenie mieszkańców częstochowski PiS nie zdoła powtórzyć wyborczego sukcesu z 2024 roku i ponownie wprowadzić do rady miasta aż dziewięciu radnych. Tylko – na logikę – jaka to różnica, czy w 25-osobowej radzie miasta zasiądzie dziewięciu, siedmiu czy pięciu radnych PiS-u? Przy tej arytmetyce prawica i tak skazana jest na wieczną opozycję, a jej radni nie mają najmniejszego wpływu na wynik jakiegokolwiek głosowania. Skoro jednak przy liczebności klubu jesteśmy, to posłowi Giżyńskiemu wypada brutalnie przypomnieć, że to właśnie za jego rządów w lokalnym PiS-ie klub radnych, liczący początkowo 10 członków, skurczył się o dwie szable. Artur Gawroński i Andrzej Sowa z PiS-u bezceremonialnie przeszli do obozu „Wspólnie dla Częstochowy”, utworzonego przez lewicowego prezydenta Krzysztofa Matyjaszczyka.
W dalszej części oświadczenia poseł Giżyński oskarża swoją szefową Burzyńską i posła Gawrona, że jakoby próba zmiany władzy w mieście „zapewni dalsze włodarzowanie w Częstochowie – na kolejne sześć lat – Platformie Obywatelskiej, wraz z przyległościami.”
Absurd tej tezy nie tylko poraża, ale doskonale obnaża intencje autora. Obwieszczając rychłe zwycięstwo w Częstochowie partii Donalda Tuska, były lider nie bawi się w merytoryczną analizę możliwości posłanki Leszczyny (KO), lecz uprawia polityczny sabotaż, torpedując referendum własnej partii. Nikt nie zaprzeczy, że chodzi o utrzymanie dawnego status quo – bez odpowiedzialności, obowiązków z zachowaniem wygodnego, budowanego latami paktu o nieagresji z władzą. Zresztą nie po raz pierwszy.
Przez dekady poseł Szymon Giżyński ścierał się z Tadeuszem Wroną (prezydentem Częstochowy i posłem) oraz jego frakcją Wspólnotą Samorządową. Do apogeum konfrontacji pomiędzy panami doszło w 2009 roku podczas referendum przeciwko Wronie, ówczesnemu prezydentowi Częstochowy. Udowodnił on, dzięki wewnętrznemu postępowaniu rzecznika dyscypliny partyjnej PiS, że poseł Giżyński wspierał potajemnie akcję referendalną. Wieści dotarły do kierownictwa PiS-u, do braci Kaczyńskich, za co Giżyński został ukarany zawieszeniem w prawach członka partii. Karę nałożył prezes Jarosław Kaczyński, a upublicznił ją rzecznik klubu parlamentarnego PiS, poseł Mariusz Błaszczak. O dobrych relacjach prawicowego Wrony z Kaczyńskimi (których to zależności nie doceniał Giżyński) świadczy fakt, iż Wrona po przegranym referendum został doradcą prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego.
Historia w częstochowskim PiS zatoczyła koło. Tak jak w 2009 roku Szymon Giżyński potajemnie sabotował prawicowego prezydenta Tadeusza Wronę, za co został zawieszony przez samego Jarosława Kaczyńskiego, tak dziś torpeduje referendum własnego ugrupowania. Dla Giżyńskiego wróg nie stoi u bram – wróg siedzi obok niego w poselskich ławach PiS-u.
W jego oświadczeniu nie było ani krztyny błyskotliwego sarkazmu czy humoru – to był obraźliwy atak w mało wyszukanym stylu. Dla odpowiedzialnego polityka powinno być jasne, że Częstochowa nie może ani dnia dłużej niż to konieczne, tkwić w korupcyjnym układzie i chaosie organizacyjnym. Giżyński, z racji swojego stażu na Wiejskiej, na pewno to rozumie, więc czemu tak naprawdę próbuje zapobiec?
Renata R. Kluczna



