Zacznijmy od serii pytań. Kto reprezentuje Częstochowę na arenie krajowej, będąc głównym łącznikiem między samorządem a rządem, jako rzecznik interesów mieszkańców? Kto w obecnej kadencji (od kwietnia 2024 do dziś) w imieniu Częstochowy buduje wspólny front z innymi samorządami, walcząc m.in. o dotacje krajowe i unijne? Kto odpowiada za przenoszenie sprawdzonych w innych miastach rozwiązań – np. transportowych czy ekologicznych – bezpośrednio na grunt Częstochowy?
Spójrzmy z innej perspektywy. Czy mieszkańcy wiedzą, że interesy Częstochowy na poziomie ogólnokrajowym reprezentuje osoba, która nie zna problemów naszego miasta? Dlaczego w debacie o naszej przyszłości wiodący głos zabiera nikomu nieznana postać bez mandatu społecznego, a przez to niewiarygodna? Kim jest 60-letni archiwista z Bytomia, któremu urząd miasta Częstochowy zlecił występowanie w naszym interesie, za co Biuro Ładu Korporacyjnego płaciło mu około 5.000 złotych miesięcznie, pokrywając dodatkowo koszty wyjazdów m.in. do Sopotu, Gdyni, Kołobrzegu, Warszawy i Poznania?
Co mieszkańcom Częstochowy wiadomo o anonimowym graczu z importu Janie Czubaku?
Nie od dziś wiadomo, że w kupie siła. W żadnym ministerstwie głos pojedynczego burmistrza czy prezydenta nie ma znaczenia, ponieważ moc negocjacyjną mają wyłącznie organizacje reprezentujące miliony mieszkańców. Dlatego samorządy zrzeszają się m.in. w Związku Miast Polskich (Lobbing legislacyjny: obrona przed zmianami w podatkach i walka o subwencje rządowe), w Śląskim Związku Gmin i Powiatów (Integracja: wspólna polityka wobec rządu oraz wymiana doświadczeń) czy w Związku Subregionu Północnego Województwa Śląskiego (Unijne dotacje: wspólne inwestycji np. drogowe i ochrona interesów naszego subregionu). Do wszystkich tych organizacji należy Częstochowa i bierze udział w spotkaniach.
Z informacji, które uzyskał radny Piotr Wrona (PiS), Krzysztof Matyjaszczyk od kwietnia 2024 do lutego 2026 uczestniczył w 35 posiedzeniach. Naiwnie dajemy wiarę oficjalnym odpowiedziom Marka Czerwińskiego, p.o. dyrektora urzędu, choć porażająca częstotliwość wojaży Matyjaszczyka budzi uzasadnione wątpliwości. Przykładem jest maraton z 2024 roku: 18 czerwca Warszawa (Związek Miast Polskich), a zaledwie dwa dni później już Katowice (Śląski Związek Gmin i Powiatów). Jeszcze bardziej nieprawdopodobnie wygląda początek 2025 roku: w lutym Bruksela pod szyldem Związku Miast Polskich, a kilkanaście dni później, Będzin ze Śląskim Związkiem Gmin i Powiatów, by już 21 marca ponownie zameldować się w Warszawie na spotkaniu Związku Miast Polskich.
To jeszcze nic. Matyjaszczyk potrafił być w dwóch odległych miejscach jednocześnie. 5 lipca 2024 roku – prezydent rzekomo brał udział w spotkaniu Śląskiego Związku Gmin i Powiatów w Katowicach oraz – w tym samym czasie – reprezentował Częstochowę na posiedzeniu Związku Miast Polskich we Wrocławiu (tak wynika z posiadanego przez redakcję zestawienia).
Nigdzie nie jest powiedziane, że na wszystkie spotkania organizacji samorządowych musiał jeździć wyłącznie Matyjaszczyk. Zastępować go mogli wiceprezydenci lub upoważnieni urzędnicy. I tak też bywało, chociaż bardzo sporadycznie – na 59 spotkań tylko w 8 uczestniczyli inni pracownicy urzędu miasta. Wszystkie – prócz ostatniego wyjazdu Wolskiego (zastępca prezydenta) – dotyczyły tylko posiedzeń Śląskiego Związku Gmin i Powiatów. Aleksander Wierny był w Rybniku i Sosnowcu, Zdzisław Wolski w Jasienicy, Mstowie i Lublińcu, Marek Czerwiński i Wanda Kukla w Tychach oraz Łukasz Kot w Cieszynie.
Turystyka samorządowa za pieniądze Częstochowian
Lewicowy prezydent Częstochowy, Krzysztof Matyjaszczyk przez okres 16 lat rządów (nim usłyszał prokuratorski zakaz pełnienia funkcji prezydenta) wielokrotnie powtarzał, że w miejskiej kasie brakuje pieniędzy na inwestycje, oświatę, remonty dróg, czy chociażby oświetlenie uliczne. Swoją argumentację opierał na tezie, że pusta kasa miasta to efekt zmian w podatkach oraz zbyt niskich subwencji rządowych.
Tymczasem, zamiast zaprzęgnąć do pracy opłacanych już urzędników, w tym aż czterech wiceprezydentów, Matyjaszczyk wynajął Jana Czubaka z Bytomia, by ten w zastępstwie prezydenta walczył na arenie krajowej o interesy Częstochowy, skutecznie pozyskiwał fundusze oraz rozwiązywał problemy naszego miasta we współpracy z innymi samorządami.
W odpowiedzi na interpelację radnego Wrony, dyrektor urzędu Czerwiński nie zająknął się nawet, że to on „zatrudnia” urzędników, bo nadzoruje referat kadr w częstochowskim magistracie.
Pierwszy wyjazd, Czubak zaliczył tuż po wyborach samorządowych we wrześniu 2024 roku do Wałbrzycha. Ale turystyka samorządowa Czubaka rozkwitła w 2025: styczeń – Chełm, luty – Poznań, kwiecień – Sopot, maj – Warszawa, czerwiec – Kraków. Po przerwie wakacyjnej, pod koniec sierpnia – Nowa Sól, wrzesień – Kołobrzeg, październik – Zduńska Wola, grudzień – Ostrowiec Świętokrzyski.
Równie pracowicie zapowiadał się rok 2026. Jednak pod koniec lutego CBA zatrzymało prezydenta Matyjaszczyka, więc bez odpowiedzi pozostają pytania: kogo obecnie Czubak zastępuje i z czyjego upoważnienia? W styczniu był w Poznaniu, w lutym w Pucku i Warszawie, w marcu w Gdyni, w kwietniu w Sopocie, w maju w Krynicy Morskiej. Czubak zawsze reprezentował Częstochowę na posiedzeniach krajowego Związku Miast Polskich, a nigdy innych związków.
Jak podaje w odpowiedzi na interpelację radnego Wrony, Wanda Kukla sekretarz miasta, miesięczne wynagrodzenie Jana Czubaka (umowa zlecenie) pochodziło z budżetu Biura Ładu Korporacyjnego, którego dyrektorką była Joanna Matyjaszczyk z domu Iskierka, żona prezydenta. Reprezentant Częstochowy z Bytomia kosztował częstochowskiego podatnika około 100 tysięcy złotych. Miał on również zwracane koszty podróży, w tym noclegów, co potwierdza, że najczęściej nie były to jednodniowe wypady.
Za co Jan Czubak otrzymywał tak hojną zapłatę? Tak naprawdę trudno powiedzieć. Wiadomo jedynie, że regularnie podróżował do atrakcyjnych turystycznie miejsc w Polsce. Urzędnicy z Biura Ładu Korporacyjnego twierdzą, że merytoryczne dokumenty dla jegomościa z Bytomia przygotowywali pracownicy magistratu, ponieważ wiedza Jana Czubaka o Częstochowie pozostawiała wiele do życzenia. Gotowe opinie i stanowiska wystarczyło tylko zaprezentować na spotkaniach związku, co równie dobrze mógł robić każdy, nawet szeregowy urzędnik magistratu.
„Spadochroniarz” wie gdzie wylądować
Jan Czubak ma 60 lat i z zawodu jest archiwistą. Był bytomskim samorządowcem – radnym w latach 1994-2010. Nie przywiązuję wagi do wykształcenia, bo jak sam o sobie pisze „zabrakło mu cierpliwości na obronę pracy magisterskiej”.
Częstochowa nie jest pierwszym przyczółkiem Czubaka. Od 2011 do 2024 współpracował z prezydentem Krakowa Jackiem Majchrowskim. W chwili kiedy Majchrowski zrezygnował z ubiegania się o fotel prezydenta, Czubak rozpoczął karierę w częstochowskim magistracie.
Ponad 10 lat temu tak o Czubaku pisała Interia: „Tajemniczy reprezentant Krakowa. Na posiedzenie Związku Miast Polskich w Opolu zamiast prezydenta Jacka Majchrowskiego przyjechał Jan Kazimierz Czubak z Bytomia. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że nikt w krakowskim magistracie nie wie, kim jest tajemniczy reprezentant Krakowa”.
Tak naprawdę tajemnicy nigdy nie było. Jan Czubak niegdyś reprezentował Bytom w Związku Miast Polskich. Potem został członkiem zarządu Związku, którego wiceprezesem był prezydent Krakowa Jacek Majchrowski, a od czerwca 2024 jest nim Krzysztof Matyjaszczyk.
Jan Czubak w 1990 politycznie związał się z postkomuną. Był działaczem Socjaldemokracji Rzeczypospolitej Polskiej, Sojuszu Lewicy Demokratycznej, a teraz jest członkiem Śląskiego Zarządu Wojewódzkiego Nowej Lewicy, do której należał do niedawna Matyjaszczyk (z powodu zarzutów korupcyjnych został zawieszony przez szefa partii Włodzimierza Czarzastego).
Fundamenty sojuszu Matyjaszczyka z Częstochowy z Czubakiem z Bytomia to nie tylko światopogląd, ale przede wszystkim interesy.
Jan Czubak jest sekretarzem Stowarzyszenia Rzeczpospolita Obywatelska, które zrzesza działaczy samorządowych o lewicowych poglądach. Wiceprezesem tego stowarzyszenia jest nie kto inny jak Krzysztof Matyjaszczyk, a do 2024 roku prezesem był Jacek Majchrowski. Drogi obydwu włodarzy prócz stowarzyszenia, Związku Miast Polskich i Jana Czubaka połączył też Krakowski Holding Komunalny, w którego radzie nadzorczej zasiadał Matyjaszczyk dzięki uprzejmości władz Krakowa, z Majchrowskim na czele.
Operatywność prezydenta Częstochowy w szukaniu kasy dla siebie jest godna podziwu. Drugi po Matyjaszczyku wiceprezes Stowarzyszenia Rzeczpospolita Obywatelska – prezydent Będzina Łukasz Komoniewski również podzielił się wpływami z częstochowskim prezydentem. Matyjaszczyk był członkiem rady nadzorczej Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Będzinie.
Stowarzyszenie Rzeczpospolita Obywatelska, którego sekretarzem jest Jan Czubak, a wiceprezesem Krzysztof Matyjaszczyk, co roku wręcza wyróżnienia osobom fizycznym i prawnym za wybitne działania na rzecz wspólnot samorządowych w Polsce. Patronem nagrody jest… Norbert Barlicki – działacz niepodległościowy, minister rządu II RP i warszawski radny, który angażował się w tworzenie pierwszych struktur samorządowych w niepodległej Polsce.
W gronie dotychczasowych laureatów znajdują się zarówno jednostki samorządowe, jak i prezydenci miast, w tym prezydent Częstochowy Krzysztof Matyjaszczyk oraz… Stowarzyszenie Wspólnie dla Częstochowy, którego prezesem była małżonka prezydenta, Joanna. Stowarzyszenie otrzymało nagrodę w kategorii: organizacja pozarządowa w 2024 roku, co po ujawnionych przez redakcję 7 dni rewelacjach w sprawie 7-procentowych „haraczy” za posady pobierane przez polityczną przybudówkę państwa Matyjaszczyków, stawia całe to wyróżnienie w fatalnym świetle.
***
Częstochowski układ z Bartłomiejem S., Łukaszem B., Dariuszem K., Januszem K., Kamilą P., Katarzyną D. oraz częstochowskimi przedsiębiorcami, a ostatecznie i Krzysztofem M. nie powstał w próżni. To element potężnej, wręcz systemowej ośmiornicy, której macki oplotły samorząd, spółki miejskie, państwowe oraz lokalny biznes. Kolejne zatrzymania Prokuratury Krajowej dowodzą, że nie mamy do czynienia z pojedynczymi przypadkami chciwości, lecz z drobiazgowo zaprojektowaną siecią wzajemnych powiązań i korzyści.
Jakby mało było nam rodzimych „chciwców” na horyzoncie pojawia się polityczny obieżyświat Jan Czubak. Ten wywodzący się z bytomskich struktur SLD działacz to idealny przykład zakulisowego beneficjenta. W tej grze więcej niż pięć groszy – w postaci chociażby rad nadzorczych – dorzucili ci, o których wiemy: Jacek Majchrowski z Krakowa i Łukasz Komoniewski z Będzina. Niebagatelną rolę odegrał Związek Miast Polskich i Stowarzyszenie Rzeczpospolita Obywatelska.
Częstochowa pod rządami koalicji Lewicy i KO przestała należeć do mieszkańców. Należy dziś do zamkniętego układu i takich ludzi jak Jan Czubak z Bytomia – politycznego nominata z wątpliwymi kwalifikacjami. To ponura ironia, że człowiek z zewnątrz, bezwstydnie wypowiada się na forum krajowym przed wysokiej rangi urzędnikami państwowymi i samorządowymi o sprawach miasta, o którego realiach nie ma pojęcia. Nic dziwnego, że Częstochowa od dawna stacza się po równi pochyłej, skoro kluczowe interesy miasta powierzono przypadkowej osobie z Bytomia.
Czy w Częstochowie naprawdę nie ma już mądrych, wykształconych i kompetentnych ludzi, którzy mogliby godnie reprezentować własne miasto?
Oczywiście, że są…
Renata R. Kluczna




2 komentarzy
Cytując powyższy artykuł “To jeszcze nic. Matyjaszczyk potrafił być w dwóch odległych miejscach jednocześnie. 5 lipca 2024 roku – prezydent rzekomo brał udział w spotkaniu Śląskiego Związku Gmin i Powiatów w Katowicach oraz – w tym samym czasie – reprezentował Częstochowę na posiedzeniu Związku Miast Polskich we Wrocławiu (tak wynika z posiadanego przez redakcję zestawienia)”, koniec cytatu.
Widziałem niedawno w telewizji, w jakimś programie publicystycznym dyskusję o głośnych ostatnimi czasy aferach w służbie zdrowia, bajońskich zarobkach niektórych lekarzy etc i tam często padało takie naukowe, specyficzne, chyba aktualnie modne, słowo. ale jakie? czego dotyczyło i co znaczyło? muszę wysilić swoją pamięć ram. o tak. już mam! BILOKACJA.
Pani redaktor wychodzi na to, że przed następnymi wyborami, czy sie referendum uda czy nie, na prezydenta miasta “7 Dni Tygodnik Regionalny” powinien wziąć na “spytki” wszystkich, a już na pewno przed 2 kluczową turą, kandydatów, żeby określili swoją kandydaturę. zestaw pytań musiałaby opracować nieoceniona Pani redaktor Renata Kluczna, ale chodzi mniej więcej o coś w stylu: “Czy może Pan/Pani zadeklarować, że nie będzie Pani zasiadać w kilku zarządach, radach nadzorczych przeróżnych spółek miejskich w innych miastach? A zyskany w ten sposób czas przeznaczy Pan/Pani na wysiłek, walkę o rozwój Częstochowy? Czy w Częstochowie pod Pana/Pani rządami nie będzie upolitycznienia spółek miejskich? Czy rozumie Pan/Pani pojęcie “odpowiedzialność polityczna” i czy zawsze, po prostu tak honorowo, bedzie potrafił Pan/Pani rozliczyć się ze swoich ewentualnych błędów? Czy Pan/Pani popiera ideę lokalnych referendów? czy gdyby takie referendum miało dotyczyć Pana/Pani osoby to czy Pan/Pani by je poparł? poddał się ocenie mieszkańców, wyborców? bo w referendum mogą oni przecież zagłosować ZA jak i PRZECIW? itd.
Ale na taki wywiad z Panią redaktor Renatą Kluczną, i tego typu, niewygodne pytania, jasne przedwyborcze deklaracje i zobowiązania, to chyba żaden kandydat, kandydatka nie znajdzie czasu. Łatwiej będzie rozdawać ulotki “na kwadratach” z długopisem i magnesem na lodówkę w bonusie. LOL. Pozdrawiam Panią redaktor oraz wszystkich czytelników.
Rewelacja ?!
Takich Czubaków w socjal-demokratycznym Pisdowie są … tysiące jeśli nie miliony…
I wiadomo o tym od ponad co najmniej 20… lat.
Jak widać po plonach niewielu czyli reszcie to przeszkadza…
Co prawda konsumują publiczny grosz i tędy i owędy, ale przecież nikogo nie zabijają.
Wielobarwny Pisdowianin = trep polski.
W życiu politycznym Kurdupel dodał mu odwagi – wypuścił dżina trepa z butelki – a pozostali “zagospodarowali” i teraz pleni się już wszędzie jako „My” (kochają AfD i Orbana – złodzieja też kurdupla, którego przepędzono na czas jakiś i kościół bez boga) i „Oni” czyli oponenci „Mych” rzekomo ciążący ku kacapii, i tym sposobem zachwaścił na amen tę nigdy wolną w istocie Rzeczpospolitą – przekupni zdrajcy znaleźli się tu zawsze i na metry.
Ów stale mutujący trep polski wedle obecnego stanu wiedzy… trudniejszy jest do odchwaszczenia od bardzo niebezpiecznego, wielce inwazyjnego chwastu – barszczu Sosnowskiego.
Sok zawiera furanokumaryny, które pod wpływem słońca powodują głębokie oparzenia skóry (pęcherze, blizny).
A co najgorsze jego toksyczne substancje działają nawet przy braku bezpośredniego dotknięcia, gdy wdychamy ich opary w upalne dni.
W Polsce vel Pisdowie rozplenila się nieludzka mutacja tego chwasta trepidus polonaise (w miejskim slangu: dzban genitalny; “trep/sarmata jebany” i inne mocno niecenzuralne wersje).
Gdzie nie spojrzysz w życiu publicznym i pseudo-politycznym nadmiar trepów rzuca się w oczy i uszy.
Nikogo obeznanego w zoologii naszego ekosystemu nie dziwią już takie tytuły prasowe czy inne medialne sieciowo doniesienia: „Dziewczynka z mikropenisem, chłopiec z dużymi piersiami. Szwedzka lekarka ostrzega rodziców” przed narażaniem swoich dzieci na “potężnie” działające leki hormonalne, które zażywają przede wszystkim ojcowie, by podnieść sobie poziom testosteronu w organizmie.
Czy ten dzisiejszy tytuł-pytanie felietonu aż tak dziwi i kogo: „Za co częstochowski podatnik płaci archiwiście z Bytomia?”, albo „Jak lewicowa władza karmi Aktywną Częstochowę?”
Czy też sztandarowe:
Sensacja! Giżyński poza PiS-em” !
Albo „Szydło na Tajwanie…”
albo “Pisu już nie ma !!!”
etc.
Jak pisał w 2017, Flanerski:
„Trepiarstwo polskie rośnie w siłę i nadaje ton.
Trep polski to figura nieusuwalnie powszechna w krajobrazie Katopolii.
To połączenie nieuctwa i kołtuństwa z przekonaniem o swojej wyjątkowości.
To nieszczęście Polski – głąb uświęcony…”
Skoro niejaki Czubak od lat ogrywa niegdysiejszą skarbniczkę czy nad skarbniczkę, a dzisiaj symboliczną dyrektorkę Urzędu to co trzeba by powiedzieć o zatrudniających na intratnych stanowiskach archiwistę Cenckiewicza ? … może nie te kwoty, ale mechanizm ten sam – opanowany do perfekcji na różnych szczeblach partyjnych nomenklatur i sitw…
Zasada prosta jak konstrukcja cepa, kto na kogo ma więcej haków ten ma wyższe dochody osobiste – często dożywotnie, a emeryturę wspartą dodatkowymi „symbolicznymi” etatami zależnie od okoliczności, bezczelności i wagi dowodów.
Czubak to członek „samorządowej ośmiornicy” kogóż on nie zna (nawet Majchrowski to jego kumpel), a jego prawie nikt.
Archiwista bez dyplomu magisterskiego.
Kandydat do Rady Miejskiej w Bytomiu w wyborach samorządowych w 2024 r.
Kandydat nie uzyskał mandatu.
Miejscowość zamieszkania: Bytom
Wiek: 57 lat (2024).
Nazwa komitetu
KOALICYJNY KOMITET WYBORCZY LEWICA /KKW LEWICA
Nr na liście: 1
Liczba głosów na kandydata: 195
Procent głosów na kandydata: 2,30%
Dla zainteresowanych karierami w pseudopolityce „jego zapiski uczesane”: pisze tam o Trumpie:„Łubu dubu, łubu dubu, niech nam żyje prezes naszego klubu! Niech żyje nam!. Wyobraźcie sobie” […], o Bidenie: “Przyznam się, lubię Joe Bidena. Głównie, dlatego że nie jest i nigdy nie był pieszczochem partyjnych elit. Musiał walczyć o swoje nie tylko z przeciwnikami politycznymi, ale także z ostrożną niechęcią elit własnej partii politycznej” i o Obamie: “gdy jego [Bidena] ówczesny szef prezydent Obama dość obcesowo wyjaśnił mu, że najlepiej, aby przeszedł na zasłużoną emeryturę. Poza tym dla zwolenników Hillary Clinton był [Obama} za bardzo progresywny, a dla tych, którzy popierali Bernie Sandersa był za mało progresywny”. I o Harris: “Z niezbędną, zatem ostrożnością twierdzę, że Kamala Harris wygra listopadowe wybory. Będzie to z jeden strony potwierdzenie mądrości i przenikliwości Joe Bidena, a z drugiej dowód, że czasami po prostu trzeba znaleźć się we właściwym miejscu o właściwym czasie. Jak to mawiał Winnetou? Howgh!”(/b) – pisze w swoich “memoirsach” Czubak.
I wszystko się zgadza, bowiem w innym miejscu pan Czubak pisze: “W pewnym sensie mogę uznać, że Trump mnie nie zawiódł. Moja babcia mawiała o takich ludziach, iż mają fiksum-dyrdum.
Jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że nie pełnię żadnej ważnej funkcji publicznej i nie liczę na żadne granty z amerykańskich instytucji. Nie muszę, zatem zastanawiać się nad każdym słowem, aby nie urazić kogoś za wielką wodą”.
O innych trepach, Januszach biznesu i atencjuszach, właśnie przebudzonego kolejną medialną woltą, frontu populizmu polskiego: Morwie, Dżeku S.. Psie i innych kundlach może napiszę innym razem.
‘A co na to zamieszanie pan Tusk:
“Zapytany na konferencji prasowej w Głuchołazach, czy rozłam w PiS zmieni znacząco polską scenę polityczną, Tusk powiedział, że “nie będzie płakał po PiS-ie“, choć przyznał też, że “nie ma się z czego cieszyć“, ponieważ sprawa dotyczy największej partii opozycyjnej.
Tusk: Nie spodziewałem się, że sprawy zajdą tak daleko
Wszyscy wolelibyśmy, żeby polityka wyglądała trochę inaczej – stwierdził premier.
W ostatnich kilkunastu godzinach dowiedziałem się od niektórych polityków PiS, że pan Morawiecki jest moim agentem i agentem niemieckim. Tego się naprawdę nie spodziewałem, że aż tak daleko sprawy zajdą – ironizował szef rządu’.
I tak się toczy świat polityki dużej i małej i szybko nie będzie inaczej.
Dżin wylazł z flaszki i rozrabia…