Dlaczego Rosja rozpętała wojnę? Pruski teoretyk wojenny Carl von Clausewitz (1780-1831) w jednej ze swoich pracy napisał: „Wojna jest tylko kontynuacją polityki innymi środkami”. Po 200 latach słowa te są przerażająco aktualne. Wybitni naukowcy i historycy od wielu miesięcy głowią się nad ustaleniem: co było przyczyną wybuchu wojny na Ukrainie, kto jest winien i jakie już konsekwencje poniósł świat? Nic z tego – chociaż wydawać by się mogło, że odpowiedzi są proste to wcale takimi nie są. Aż trudno sobie wyobrazić, jak przedstawiana będzie napaść zbrojna Rosji na Ukrainę na lekcjach historii za 100 czy 500 lat, skoro współcześni nie są zgodni. Zdaniem Ukraińców za datę rozpoczęcia ataku na ich kraj należy przyjąć 1 marca 2014 roku (aneksja Krymu przez Rosję), a nie 24 lutego 2022 (inwazja Rosji na Ukrainę). Zdaniem eurosceptyków to polityka Unii Europejskiej, a zwłaszcza Węgier, Niemiec i Francji doprowadziła do rozlewu krwi na Ukrainie. Nie brakuje też takich, którzy winy doszukują się w relacjach USA z Rosją oraz NATO z Rosją. Ogólnoświatowa debata o wojnie dopiero przed nami. Na początku 2023 roku jednak wiemy na pewno – właśnie mija rok od napaści Rosji na Ukrainę i 9 lat od zajęcia Krymu, a jedynym winowajcą zbrodni na państwie i narodzie ukraińskim jest Rosja. Kiedy naprawdę powstała Ukraina? Nawet na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Spór o starożytność pozostawmy historykom, w tym dyskusje o protoukraińskości, miejscu Atlantydy sprzed 180 tysięcy lat p.n.e., początkach Rusi Kijowskiej, Hetmanacie – Siczy Zaporoskiej, Ugodzie Perejasławskiej, powstaniu w 1918 roku Ukraińskiej Republiki Ludowej czy traktacie w Rydze w 1921 roku. Ewentualności – kiedy tak naprawdę powstała Ukraina – jak widać, jest sporo. Z całą pewnością ważny – w odniesieniu do obecnych wydarzeń – jest rok 1954, w którym na polecenie Nikity Chruszczowa Ukraina otrzymała Krym, jako prezent na 300-lecie „zjednoczenia Ukrainy z Rosją” (choć zdania co do powodów są podzielone). Zresztą, jak można zaczerpnąć z przekazów historycznych, dla carów, „białych”, a nawet bolszewików, Krym wydawał się raczej kłopotliwym nabytkiem. Także Stalin miał problem z tym – jak na jego gust – niezbyt rosyjskim regionem. Dziś ten kawałek ziemi spływa krwią. Dla wielu rok 1991 jest datą powstania współczesnego państwa ukraińskiego. To wówczas Rada Najwyższa miejscowej republiki radzieckiej ogłosiła Akt Niezależności Ukrainy. W grudniowym referendum wybór niepodległości od Rosji poparły wszystkie regiony, nawet Krym. Na listach uprawnionych do głosowania znalazło się 37.885.600 osób, z których aż 31.891.700 wzięło udział w głosowaniu. Za niepodległością Ukrainy opowiedziało się 90,32% mieszkańców. Wybory prezydenckie wygrał jesienią 1991 Leonid Krawczuk (komunista orientacji niepodległościowej), a jednocześnie pierwszy prezydent niepodległej Ukrainy. W 1994 w wyborach prezydenckich zwyciężył Leonid Kuczma.Do tych wszystkich wydarzeń nie doszłoby, gdyby nie moskiewski pucz wiceprezydenta Giennadija Janajewa, który zburzył kruchą równowagę między Moskwą a ośrodkami władzy poszczególnych republik sowieckich. Nieudany przewrót był próbą powstrzymania rozpadu komunizmu. Ostatecznie o końcu Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich (ZSRR) zadecydowano na spotkaniu, do którego doszło pod koniec 1991 roku. W rozmowach uczestniczyli przywódcy Ukrainy – Leonid Krawczuk, Rosji – Borys Jelcyn i Białorusi – Stanisław Szuszkiewicz. Na podstawie podpisanego dokumentu, zwanego porozumieniem białowieskim, w miejsce ZSRR powołano Wspólnotę Niepodległych Państw. Nawet sojusznicy zawiedli Po odzyskaniu niepodległości na terenie Ukrainy znajdowała się broń jądrowa. W chwili rozpadu Związku Sowieckiego młode państwo stało się trzecim mocarstwem atomowym świata. Na jej terenie pozostało z epoki sowieckiej w sumie ponad 1.800 strategicznych głowic jądrowych – więcej niż całe arsenały jądrowe Chin, Francji i Wielkiej Brytanii razem wzięte. Ukraina miała też taktyczną broń nuklearną i środki do jej transportu, m.in. ponad 60 bombowców Tu-22M3.W roku 1994 sporządzono dokument, tak zwane Memorandum Budapesztańskie o mocy traktatu, na którym pojawiły się cztery ważne podpisy: prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmy, prezydenta USA Billa Clintona, prezydenta Rosji Borysa Jelcyna i premiera Wielkiej Brytanii Johna Majora.Traktat miał gwarantować Ukrainie suwerenność i integralność terytorialną. Przystępując do układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej Ukraina przekazała Rosji całość posiadanego potencjału atomowego, zobowiązała się także bezwzględnie do nieprzyjmowania, nieprodukowania i nienabywania broni jądrowej. W zamian USA, Rosja i Wielka Brytania (później pod tym dokumentem podpisały się także Francja, Kanada i Chiny) obiecały Ukrainie m.in. poszanowanie niepodległości, suwerenności, nienaruszalności granic, powstrzymywanie się od użycia siły lub groźby jej użycia, powstrzymywanie się od przymusu ekonomicznego. Ukraina otrzymała od Rosji, Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii gwarancje bezpieczeństwa. Ze swojej strony natomiast Ukraina przekazała Rosji całą broń atomową, którą miała w posiadaniu z czasów sowieckich. A tak na marginesie, w 2014 roku, tuż po aneksji Krymu, Rosja odmówiła konsultacji w sprawie podpisanego Memorandum Budapesztańskiego, a sygnatariusze traktatu, mimo wezwań Rady Najwyższej Ukrainy, nie podjęli żadnych działań. Aktualnie broń atomową posiada dziewięć państw: USA, Rosja, Wielka Brytania, Francja, Chiny, Indie, Pakistan, Izrael i Korea Północna. Na kilka dni przez napaścią Rosji na Ukrainę, w lutym 2022 roku, prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski odwołał się, podczas Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium, do Memorandum Budapesztańskiego. Zełenski przypomniał, że rezygnując z trzeciego na świecie arsenału nuklearnego, Ukraina otrzymała gwarancje bezpieczeństwa. „Tamtej broni nie mamy, ale bezpieczeństwa też nie mamy. Nie mamy też części terytorium o powierzchni większej niż Szwajcaria, Niderlandy czy Belgia. A co najważniejsze, nie mamy milionów naszych obywateli”. „Niesiemy Ukrainie pokój, zabijając „ukraińskich nazistów” Tak zwana myśl polityczna, którą należy interpretować jako ambicje polityczne, odpowiada za każdy konflikt między mocarstwami na przestrzeni wieków. To właśnie ona nie pozwala snuć wygodnej opowieści o wojnie, jako starciu dobra ze złem. Myśl polityczna, która od dawna kiełkowała w umyśle Władmira Putina padła na podatny grunt. Nie kto inny, jak Putin stwierdził, że Rosjanie i Ukraińcy, to „jeden naród o wspólnej historii”, a upadek Związku Radzieckiego nazwał „największą geopolityczną katastrofą stulecia”.Tę myśl polityczną Putina i jego watażków, sączono Rosjanom do głów od wielu lat, od rana do wieczora, przez siedem dni w tygodniu, w prasie, radiu i telewizji. Machina propagandowa z każdym przekazem posuwa się dalej: „Ukraina jest państwem upadłym, u władzy są uzurpatorzy „faszyści/nacjonaliści”, którzy dokonywali ludobójstwa na Rosjanach w Donbasie i nie chcą się poddać, nie chcą się zgodzić na rosyjskie postulaty „demilitaryzacji” i „denazyfikacji” kraju. To dlatego Rosja musiała rozpocząć tzw. specjalną operację wojskową”. Natarczywe powtarzanie, że władze ukraińskie to „faszyści” jest nawiązywaniem do zwycięstwa nad Niemcami