Wielu, którym zależy na pomyślności Częstochowy zastanawia się, czy organizatorzy referendum przeciwko prezydentowi Krzysztofowi Matyjaszczykowi (Lewica) zdążyli już uzbierać wymaganą liczbę podpisów, a potrzeba minimum 16.044. Dariusz Goliszek, szef grupy referendalnej miał na to 60 dni, od chwili złożenia na ręce komisarza wyborczego w Częstochowie pisma o chęci przeprowadzenia takiej inicjatywy. Czas więc jest teraz kluczowy, zwłaszcza że się kończy. Licząc matematycznie, termin złożenia do komisarza wyborczego kompletu wymaganych podpisów upływa 18 października, a że jest to sobota (dzień wolny od pracy) – termin przechodzi na kolejny dzień roboczy, czyli na poniedziałek. Tym samym inicjatorzy referendum przeciwko prezydentowi Matyjaszczykowi dostali w prezencie od losu trzy dodatkowe dni: piątkowe popołudnie, sobotę, niedzielę i do południa w poniedziałek. 20 października przed godziną 15.30 na biurku komisarza wyborczego musi znaleźć się wniosek (m.in. z pytaniem referendalnym i wariantami do wyboru). Do niego Goliszek dołączyć musi pakiet kart z minimum 16.044 podpisami, wyłącznie mieszkańców Częstochowy, bo to o odwołanie ich prezydenta chodzi.
Pogłoskom – złym i dobrym – na temat gromadzenia podpisów przez inicjatorów referendum nie ma końca. Jedni twierdzą, że zebranie 16 tysięcy podpisów to dużo, inni że niewiele. To jednak nie widzimisię komisarza wyborczego w Częstochowie, a przepisy, które mówią, że do referendum może dojść przed zebraniem przez organizatorów co najmniej 10% podpisów od mieszkańców uprawnionych do głosowania w danym mieście. A że w Częstochowie 160.440 osób ma prawo wyborcze, stąd wynik 16.044 mieszkańców, którzy muszą podpisać się pod inicjatywą referendalną.
Mimo wielu przeciwności (złowrogie plakaty spółki podległej Matyjaszczykowi z hasłem Uważaj na oszustów – chroń swoje dane osobowe czy niesprzyjająca pogoda), których przez ostatnie 60 dni doświadczyli inicjatorzy referendum – na końcówce los się do nich uśmiechnął. Przepisy mówią: jeżeli koniec terminu do wykonania czynności urzędowej przypada na dzień uznany ustawowo za wolny od pracy, np. na sobotę, to ostateczny termin przesunięty zostaje na następny dzień roboczy, który nie jest dniem wolnym od pracy. Tym samym Dariusz Goliszek i jego ekipa referendalna ma do dyspozycji dodatkowe trzy dni na zbieranie podpisów. A każdy polityk wprawiony w bojach wyborczych wie, że podpisów musi być więcej, w zapasie. Okazać się bowiem może, że ktoś podpisał się dwa razy, a liczy się tylko raz, że ktoś podpisał się, choć nie jest mieszkańcem Częstochowy, a musi nim być. Trzy dni, to wbrew pozorom bardzo dużo i niejedno jeszcze może się zdarzyć.
Dla przypomnienia. Komitet referendalny przeciwko prezydentowi Matyjaszczykowi zawiązali: Dariusz Goliszek (pełnomocnik), Grażyna Frankiewicz-Kabzińska, Jadwiga Grabarczyk, Jadwiga Hajdas, Janusz Karczewski i Jerzy Zimny. W akcję referendalną Goliszka włączyły się lokalne partie – Konfederacja i PiS.
W sprawie referendum przeciwko prezydentowi Krzysztofowi Matyjaszczykowi (Lewica) wiele rozstrzygnie się w najbliższy poniedziałek, chociaż to dopiero początek drogi. Po przyjęciu przez komisarza wyborczego w Częstochowie kompletu dokumentów (wniosku i podpisów) od pełnomocnika inicjatorów Goliszka, urzędnicy będą mieli 30 dni na zweryfikowanie wpisanych w karty danych mieszkańców Częstochowy. Po tym czasie komisarz wyda postanowienie o przeprowadzeniu referendum lub odrzuceniu wniosku o referendum.
Jeśli wszystko pójdzie po myśli inicjatorów i komisarz ogłosi, że do referendum dojdzie, tak naprawdę dopiero wówczas organizatorzy będą mogli odtrąbić sukces. A potem, za 50 dni odbędzie się w Częstochowie referendum.
I jeszcze gwoli przypomnienia w sprawie referendum numer 2 za odwołaniem rady miasta Częstochowy. Termin złożenia kompletu dokumentów (wniosku i podpisów) do komisarza wyborczego upływa w kolejny poniedziałek 27. października. Również jest przesunięty z soboty 25. Tym razem ciężar odpowiedzialności spoczywa na Konfederacji.
Renata R. Kluczna


