Tematem rozmowy jest pytanie: Kto w częstochowskim PiS-ie pozostał, a kto jest już poza nim?
Gościem TV 7 dni jest Paweł Ruksza, radny miasta Częstochowy i przewodniczący klubu radnych Prawa i Sprawiedliwości.
– Jest pan szefem klubu radnych Prawa i Sprawiedliwości, więc rozumiem, że ma pan ogólną orientację dotyczącą postawy radnych i nastrojów wśród sympatyków PiS-u. Od lat krytykujecie rządzącą miastem Lewicę i Koalicję Obywatelską, do tego stopnia, że wzywał pan do dymisji prezydenta Matyjaszczyka, po tym gdy został zatrzymany przez CBA. Mimo to, Lewica wciąż miastem rządzi. Dlaczego tak jest?
– Przyczyn takiego stanu rzeczy można poszukiwać w wielu różnych aspektach. Można wskazać sytuację ogólną polityczną, jaka jest w dużych miastach, choć Częstochowa nie jest takim ogromnym miastem, ale wszelkie zachowania elektoratu można tutaj przypisać do zachowań dużych miast. Jak na przykład w Warszawie. Cokolwiek nie zrobi Rafał Trzaskowski, to on zawsze tam wygra. Czyli tam kandydat PiS-u, niestety, ale nie wygra, jakikolwiek by to nie był kandydat. I podobnie zachowuje się elektorat w Częstochowie.
Podczas ostatnich wyborów, w drugiej turze mieliśmy starcie Krzysztofa Matyjaszczyka z Moniką Pohorecką z PiS-u. I Krzysztof Matyjaszczyk użył retoryki kampanijnej „czy chcecie innego miasta niż miasto PiS-u”. Pamiętamy te czarne bilbordy. Mieszkańcy w Częstochowie zagłosowali za Krzysztofem Matyjaszczykiem, zgodnie z jego hasłem.
A dla porównania, mieszkańcy powiatu częstochowskiego głosują za PiS-em, czyli zupełnie inaczej.
– Ale nie bardzo rozumiem retorykę Lewicy o mieście PiS-u. Przecież PiS nigdy – a mam na myśli ostatnie prawie 40 lat od upadku komuny – nie rządziło Częstochową…
– To jest retoryka strasząca, retoryka działająca tylko na emocje. Ta retoryka nie ma nic wspólnego z merytorycznym argumentem, ma działać tylko odstraszająco. Ona nie jest dobra czy zła, ona nie jest mądra. Ona jest skierowana do wyborców tylko po to, żeby uzyskać jeden efekt – zagłosowania na Krzysztofa Matyjaszczyka.
Ale druga sytuacja, która pozwala utrzymać się przy władzy Krzysztofowi Matyjaszczykowi przez 16 lat, to jest niewątpliwie sposób postępowania jego zaplecza, jego układu, jego strony politycznej. O ile krytykujemy wszelkie działania – niski poziom inwestycji, duże zadłużenie miasta, depopulację i wiele, wiele innych rzeczy, o tyle trzeba przyznać, że Krzysztof Matyjaszczyk i jego ekipa robią świetny PR, świetną promocję. Jest takie powiedzenie: „dobry PR, słaby real”. No i to niestety tak wygląda.
Szanowni Państwo i pani redaktor, proszę spojrzeć na te wszystkie rzeczy, które się dzieją poza sprawowaniem administracji w naszym mieście. Pan prezydent Krzysztof Matyjaszczyk rozdaje przed Świętami Bożego Narodzenia choinki, nie jedną, nie dziesięć, ale kilkaset sztuk. Na Placu Biegańskiego ustawia się po nie długa kolejka. Za czyje pieniądze rozdaje te choinki? Za swoje?
– Ale chyba nie chce pan powiedzieć, że rozdawanie choinek przekonuje ludzi do tego, że ten prezydent powinien rządzić?
– Choinka na Boże Narodzenie, na Wielkanoc są rozdawane jajeczka, a na Dzień Kobiet tulipany.
– Ale mamy brudne, zadłużone miasto, mamy dziury w drogach, brak inwestycji i ogólny marazm…
– Ale ja rozmawiam z ludźmi i słyszę jak mówią: „ja od pana prezydentem dostałam kwiatki w doniczce, od samego prezydenta dostałam tulipana”, itd. Prezydent nie ma czasu przychodzić na sesje, ale zawsze ma czas być na ulicy i mieszkańcom wręczać tanie gadżety. To są tanie chwyty.
Innym takim chwytem propagandowym są senioralia. Proszę zwrócić uwagę, że zawsze są planowane przed wyborami. Kiedykolwiek nie odbywają się wybory samorządowe, czy to na jesień, czy na wiosnę, to zawsze jest to powód, by zrobić senioralia. A teraz referendum mamy ogłoszone na 25 października, a 15 października jest również ogłoszona duża impreza. Z jakiej okazji? Z byle jakiej. Co prawda w programie obchodów 200-lecia połączenia starej i nowej Częstochowy nie było zbyt wiele atrakcji, ale nagle przed referendum pojawia się impreza. Podsumowując. To że prezydent rządzi od 16 lat zawdzięczamy strukturze elektoratu oraz sprytnym działaniom propagandowym prezydenta i jego zaplecza.
– Jaki był cel złożenia przez radnych PiS-u projektu uchwały o referendum odwołującym prezydenta Matyjaszczyka, skoro z góry wiadomo było, że większość rządząca miastem [Lewica i Koalicja Obywatelska] odrzuci ten projekt. Czemu to miało służyć?
– Gdyby nie było tego projektu, to można by było nam zarzucić, że nic nie robimy w tym kierunku. Złożenie projektu pokazuje, że mamy takie zdanie w tej materii. Czym innym oczywiście jest przyjęcie go, czyli zdanie większości, ale nie możemy tkwić w bezczynności i mówić, że nic się nie uda. Możemy choćby nawet wypowiedzieć polityczne swoje zdanie. Polityczne w tym sensie, że takie mamy stanowisko, taką mamy wolę.
– Czy widzi pan sprzeczność? Z jednej strony złożyliście projekt uchwały o referendum odwołujące prezydenta Matyjaszczyka, z drugiej – obywatelską inicjatywę referendalną, też o odwołanie prezydenta Matyjaszczyka – radni PiS nie poparli.
– Proszę mi wskazać stanowisko radnych PiS nie popierające tej inicjatywy. Nie ma żadnego stanowiska. Jest jedno stanowisko Prawa i Sprawiedliwości w Częstochowie, którego autorami są radni PiS-u, więc mówienie, że nie poparliśmy, nie jest zgodne z prawdą.
– Jest zgodne z prawdą. Gdybyśmy w kuluarach porozmawiali z radnymi PiS-u – bo publicznie tego nie powiedzą – to by się okazało, że oni referendum nie popierają…
– Ale rozmawia pani ze mną i ja popieram referendum.
– Jest pan jedynym spośród radnych PiS-u, który oficjalnie referendum poparł. Jest pan rozczarowany postawą swoich kolegów radnych?
– To, czy jestem rozczarowany, czy nie jestem, to zostawiam zupełnie na boku. Dla mnie najważniejsze jest, żeby odsunąć tę władzę. Władzę, która jest nie tylko nieskuteczna, ale która jest władzą skompromitowaną poprzez postawienie zarzutów korupcyjnych szerokiemu gronu osób sprawujących tę władzę. Więc to punkt widzenia opowiedzenia się albo „za” korupcją i poparcia ludzi, którzy mają przedstawione prokuratorskie zarzuty o charakterze korupcyjnym, albo bycia „przeciw”. Ja się lokuję przeciw sprawowaniu władzy przez osoby, które w taki sposób rządzą naszym miastem.
– Poseł Szymon Giżyński w liście otwartym stwierdził, że niekoniecznie jest mu po drodze z referendum, za co został zawieszony w prawach członka partii Prawa i Sprawiedliwości przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego. I to jest jedna strona. Po drugiej stronie stoi szefowa lokalnych struktur PiS-u posłanka Lidia Burzyńska, która z kolei popiera referendum i publicznie o tym mówi. Po środku mamy natomiast stojących w rozkroku radnych, którzy nie bardzo wiedzą, w którą stronę pójść. Jak ta sytuacja – z pana wiedzy – jest oceniana przez sympatyków, elektorat PiS-u?
– Musiałbym dysponować badaniami opinii publicznej. Spotykam się z grupą osób, z którymi współpracuję. To oni pomogli mi zebrać kilkaset podpisów pod akcją referendalną. Ci ludzie nie wyobrażają sobie, żeby PiS nie poparł inicjatywy odwołania takiego prezydenta, jakiego mamy w Częstochowie i oni dają mi sygnał zwrotny: „Tak, trzeba poprzeć i to nie tylko mówiąc o tym, ale też czynem”. Więc ja mam taki odbiór elektoratu, żeby jak najbardziej nie stać biernym, ale być czynnym.
– Mówimy o referendum, a ja mówię też o tym wewnętrznym konflikcie w częstochowskim PiS-ie i ocenie tej sytuacji przez sympatyków Prawa i Sprawiedliwości?
– Ja bym nie nazywał tego konfliktem, to raczej różne zdania. Jeżeli mamy różne zdania na jakiś temat, to ja nie uznawałbym tego od razu za konflikt, każdy ma prawo mieć swoje zdanie i ma prawo postępować, tak jak uważa. Jednak trzeba powiedzieć, że jeżeli się należy do jakiejś organizacji, a ta organizacja ma określone swoje wewnętrzne reguły w postaci statutu, w postaci podejmowanych decyzji, to jeżeli należymy do tej organizacji to podporządkowujemy się tym regułom. Stanowisko PiS-u jest takie, że referendum związane z odwołaniem prezydenta Matyjaszczyka, popieramy.
– Poseł Szymon Giżyński przeszedł do Rozwoju Plus Mateusza Morawieckiego. Podobno pan też miał chrapkę na Rozwój Plus, czy zastanawia się pan nad odejściem z PiS-u?
– Myślę, że wszyscy ludzie przyglądali się tej inicjatywie i do pewnego momentu Rozwój Plus był w ramach Prawa i Sprawiedliwości, a Mateusz Morawiecki był wiceprezydentem PiS-u, więc była dyskusja, w którą stronę idzie to stowarzyszenie i co dalej będzie się działo.
– Czy myśli pan o odejściu z PiS?
– Nie myślę.
– Czy chciałby pan być kandydatem na prezydenta miasta Częstochowy?
– Jest takie powiedzenie, że „każdy szeregowiec nosi w plecaku buławę marszałkowską i młotek, żeby wybić mu to z głowy”.
– Rozumiem, że ma pan te wszystkie akcesoria u siebie w plecaku?
– Buławy nie mam.
– Dziękuję za rozmowę.
Renata R. Kluczna



