Sprawy oczywiste są oczywiste, chyba, że władza ma na ten temat inne zdanie. Oczywisty jest sens art. 61 Konstytucji RP mówiący, że „Obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne.” W szczególności zasada jawności i przejrzystości dotyczy gospodarowania środkami publicznymi (art 33 ustawy o finansach publicznych). Nie jest to przywilej nadużywany przez obywateli dla nękania władzy, ale istotna cecha ustroju określanego jako demokratyczny.
To nie władza utrzymuje obywateli, rozdając pieniądze wydrukowane przez NBP, to obywatel łoży na utrzymanie władzy, fundując jej codziennie obiad i kolację, finansując rozmaite usługi publiczne, świadczenia i inwestycje. Na życzenie płatnika podatku, władza zobowiązana jest rozliczać się z każdej złotówki. Jest też oczywiste, że każde uprawnienie może być ograniczone innymi przepisami prawa. W tym wypadku decydujący jest art. 7 Konstytucji: organy władzy działają tylko na podstawie i w granicach prawa; obywatel może robić wszystko czego mu prawo nie zabrania. Zatem jeśli władza z jakiegoś powodu nie chce poinformować podatnika, ile kosztował obiad jakim prezydent podjął innego prezydenta, to musi wskazać przepis prawny uznający tego typu wydatek za objęty tajemnicą i uzasadnić go przekonująco, np. realnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa państwa.
Podatnik nie musi dowodzić swojego „interesu publicznego”, gdy zadaje pytanie o wydatki publiczne. Interes publiczny wynika z samego faktu, że płaci podatki. Wszelkie rewolucje zaczynały się od lekceważenia owego prawa podatnika. I wzajemnie, każda tyrania miała oparcie w niszczeniu ciekawości obywatela. Urzędnik pytający o interes publiczny obywatela ciekawego, ile wydano na skoszenie trawy na ulicy Łąkowej, może i powinien oczekiwać odpowiedzi typu: “a co cię to obchodzi”, bo pytający korzysta wprost z prawa zapisanego w Konstytucji. To raczej urzędnik musi się solidnie pomęczyć i udowodnić, że pytający nie jest obywatelem Polski, nie płaci podatków w Polsce i pyta o sprawy, od których zależy bezpieczeństwo ogółu mieszkańców.
Konstytucja mówi także o równości wszystkich obywateli. Nie jest tak, że prawo do otrzymania informacji mają wyłącznie przedstawiciele władzy nadrzędnej, posłowie, radni, dziennikarze. Urzędnik nie może sobie także rościć prawa do sprzedawania informacji. Podatnik już raz zapłacił płacąc podatki, ma prawo oczekiwać konkretnego rozliczenia.
To są oczywistości. Oczywiste jest także, że urzędnik odmawiający udzielenia informacji lub podający informacje nieprawdziwą popełnia, w myśl art. 286 i 287 Kodeksu Karnego, przestępstwo urzędnicze zagrożone karą więzienia do 5 lat. Owszem, nasze państwo jest jeszcze hybrydą półdemokratyczną i daleką od praworządności, zatem prokuratura przekonana jest do swej roli obrońcy władzy przed obywatelskim pospólstwem. Mimo tego, przestępstwo jest przestępstwem, ktoś kogoś kiedyś może wsadzić za szczególną arogancję. Można jedynie mieć nadzieję, że każdy człowiek obejmujący stanowisko urzędnicze zapoznał się z treścią art 286 KK: „Urzędnik, który przekraczając swą władzę lub nie dopełniając obowiązku, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze więzienia do lat 5.”
Wykręcanie się od udzielenia konkretnej informacje jest niedopełnieniem obowiązku, działaniem na szkodę interesu publicznego i prywatnego. Radził bym co niektórym, bać się, bo cela więzienna nie jest dobrym miejscem dla zakończenia kariery urzędniczej lub politycznej.
Jarosław Kapsa



