Tematem rozmowy jest udział Polski 2050 w akcji referendalnej przeciwko prezydentowi Częstochowy Krzysztofowi Matyjaszczykowi (Lewica) oraz radzie miasta.
Gościem TV 7 dni jest Piotr Strach, poseł Polski 2050.
– Zacznijmy od tematu gorącego, czyli od komitetu referendalnego. Nie ma w tym komitecie pana…?
– Wydaje mi się, że tam są po prostu mieszkańcy Częstochowy z różnych środowisk. Także moi znajomi, moi przyjaciele z różnych formacji, z lewicy, z prawicy, z centrum. Chodzi o to, żeby to był komitet nie bezpartyjny, ale komitet ponad podziałami, dla dobra miasta.
– Czy Polska 2050 i Piotr Strach popierają akcję?
– Oczywiście, oficjalnie poparliśmy ją podczas konferencji prasowej na Placu Biegańskiego. Całym sercem popieramy to, aby mieszkańcy zadecydowali o przyszłości miasta.
– Co znaczy „całym sercem”?
– Uważamy, że to jest ważne dla przyszłości miasta. To jest najbardziej istotna decyzja w najbliższych latach dla Częstochowian, jeśli chodzi o zmianę prezydenta i rady miasta, która od 16 lat betonuje korupcyjny układ, który w tym momencie w mieście panuje. Media ciągle donoszą o zarzutach prokuratorskich, dlatego to jest dla miasta bardzo istotne, aby odbić się od tego dna, na którym Częstochowa stanęła.
– …„całym sercem” to miałam na myśli, jakie działania podejmujecie?
– Przede wszystkim teraz jest ten etap, kiedy musimy zebrać podpisy. Potrzebnych jest 16 tysięcy ważnych podpisów. Polska 2050 i ja też osobiście włączyłem się w zbiórkę podpisów. Jesteśmy m.in. w alejach, przy Promenadzie Niemena, przy centrach handlowych, na różnych giełdach.
Teraz jest gorąco i lato, więc także przy różnych zbiornikach wodnych namawiamy Częstochowian do podpisywania się pod inicjatywą referendalną, aby na jesieni odbyło się w Częstochowie referendum i byśmy mogli zdecydować.
– Ile osób od pana zbiera podpisy?
– Kilkanaście osób z Polski 2050, ale też od większości różnych środowisk. Niestety nie wszystkie partie polityczne, nie wszystkie stowarzyszenia w zbiórkę się włączyły, ale te, które rzeczywiście chcą zmiany, które są poza tym układem – zbierają podpisy.
– Trochę pan umniejsza swoją rolę, a uważany pan jest za jednego z liderów tej akcji. Kto jeszcze jest?
– Czekamy na konferencje prasowe kolejnych stowarzyszeń miejskich. Wiem, że Grupa Elanex na swojej stronie internetowej poparła referendum. Wiem, że poprzedni komitet, ruch miejski Wybieram Częstochowę także włączył się w referendum, ale czekamy na te duże partie polityczne.
Może się nie doczekamy, ale trudno. My, czyli Polska 2050, jako jedyny koalicjant rządowy popieramy tutaj w Częstochowie referendum, które ma odwołać reprezentantów – naszych koalicjantów w Warszawie.
– Czy były rozmowy z PiS-em, z Konfederacją, z PSL-em?
– Wydaje mi się, że przedstawiciele komitetu próbowali rozmawiać z niektórymi organizacjami, partiami, ze stowarzyszeniami…, ale efekt jest na razie taki jest.
– Czy Piotr Strach zamierza kandydować na prezydenta Częstochowy?
– To jeszcze za wcześnie pani redaktor. Wydaje mi się, że jest dużo kandydatów, którzy myślą o tym. Ja nie wykluczam, ale jeszcze jest trochę czasu. Przede wszystkim trzeba odwołać tę władzę.
– Wcale tak dużo czasu nie ma, bo gdyby wybory miały się odbyć, to odbyłyby się wiosną przyszłego roku…
– Nawet wcześniej, ja myślę, że to nawet byłby styczeń lub luty. Na pewno najważniejsze jest to, aby skupić się na odsunięciu obecnego układu, aby nie było takiej sytuacji, że odsuwamy prezydenta, który tyle lat rządził w Częstochowie i wybieramy jego kolegę, wiceprezydenta. Więc tak naprawdę ci ludzie, którzy skupili się na zmianie, powinni wybrać jednego kandydata, by zwyciężyć. Czy to będę ja, czy to będzie jakiś inny przedstawiciel, który będzie chciał tej zmiany – to nie ma do końca większego znaczenia, najważniejsza jest ta zmiana.
– …muszę nacisnąć. Nie myślał pan w ogóle o tym?
– Są osoby, które mnie namawiają. Co prawda ja jestem teraz trochę spoza Częstochowy, bo zostałem wybrany na posła z innego okręgu, aczkolwiek dalej tutaj mieszkam, tu mam swoje biuro poselskie, jestem tutaj aktywny, więc są takie osoby, które mówią, żebym wrócił, bo byłem samorządowcem w latach 2014-2018, ale od tego czasu w samorządzie nie funkcjonowałem.
Są głosy, które mówią, że „znasz się na samorządzie, jesteś w Częstochowie, tu miałeś swoją firmę”, więc żebym wrócił, ale jeszcze takiej decyzji nie podjąłem.
– Jak pan w częstochowskim układzie, upatruje Platformę Obywatelską?
– Trochę mi przykro, że koalicjant w Warszawie jednak w Częstochowie sobie słabo radzi i nie był w stanie postawić się tej – nazwijmy to – lewicowej stronie. Choć to też koalicjant. Słyszałem, że marszałek Czarzasty zawiesił Krzysztofa Matyjaszczyka w członkach Lewicy, więc tutaj troszeczkę sprawy wyczyścił. W przypadku Platformy Obywatelskiej jeszcze się to nie wydarzyło i niestety Platforma legitymizuje tę władzę, więc jestem troszeczkę zawiedziony.
– W jaki sposób legitymizuje?
– No, chociażby głosując w absolutorium, udzielając wotum zaufania prezydentowi, który nie może w ogóle wejść do urzędu. To jest niesłychane, że osoba, która ma zakaz wstępu do swojego miejsca pracy, dostaje takie zaufanie ze strony drugiego największego klubu w Radzie Miasta.
– Pana zdaniem, co Platforma powinna zrobić? Jak się powinna zachować?
– Powinna po pierwsze zagłosować za referendum. Kiedy było to głosowanie, tylko jedna radna Platformy zagłosowała za referendum, a pozostali się wstrzymali, przez co de facto zagłosowali przeciw, bo jest potrzebna kwalifikowana większość. To był pierwszy krok, który powinni zrobić. No, a ten krok teraz, udzielenie wotum zaufania i absolutorium dla prezydenta Matyjaszczyka, to jest skandal. Obecnie Platforma powinna poprzeć referendum i zbierać podpisy. To jest moim zdaniem oczywista oczywistość, ale nie wiem, czy oni nie mają instynktu samozachowawczego, czy po prostu mają jakieś dziwne interesy. Trudno mi powiedzieć. Ja tego nie rozumiem. Ja jestem po stronie referendum.
– W ostatnim czasie wypłynął filmik z jednym z członków Komitetu Referendalnego Marcinem Drygasem i co wy na to?
– Pani redaktor, to jest tak zwany kompromat, czyli w polityce są osoby, które zbierają haki i różnego rodzaju prowokacyjne materiały na potencjalnych konkurentów. No i w tym momencie film sprzed iluś tam lat został wykorzystany przeciwko de facto zupełnie innej sprawie, bo tamten temat dotyczył prywatnych spraw pana Drygasa. Próbuje się to przypisać komitetowi referendalnemu i wmówić, że to jest jakaś świeża, bieżąca sprawa dotycząca sprawy referendum. Nie, jest to zupełnie sprawa niezwiązana z referendum.
Co więcej, referendum dotyczy osób publicznych, dotyczy prezydenta i rady miasta. Referendum nie dotyczy członków komitetu, bo my nie wybieramy członków komitetu. Oni są wyłącznie wyrazem głosu mieszkańców i osób, które zgadzają się na zadanie pytanie: czy zgadzasz się na przedterminowe wybory na prezydenta i na radę miasta? To jest pytanie referendalne i to popierają mieszkańcy.
Nie głosujemy na nikogo z członków komitetu. Oni są wyłącznie narzędziem, wyrazem zdania mieszkańców w sprawie prezydenta i rady miasta, a nie w sprawie indywidualnych, jakichś starych, prywatnych wydarzeń z życia poszczególnych członków komitetu. Równie dobrze można pisać zupełnie o czymś innym i próbować to przypisać sprawie referendum. To jest zupełnie coś innego.
– Wspomniał pan o radzie miasta i tutaj mamy pewien problem. Tak jak referendum przeciwko prezydentowi Matyjaszczykowi jest dosyć oczywiste dla większości mieszkańców, tak w sprawie rady miasta głosy są podzielone, zwłaszcza wśród członków rady.
– Niestety, ale rada miasta jest organem kolegialnym, więc jeśli organ kolegialny nie działa, to mówimy o radzie miasta. Nie da się odwołać, czy powtórzyć wyborów na poszczególnych jej członków. Można powtórzyć łącznie na całość.
Rada miasta Częstochowy jest skompromitowana i to pod wieloma względami. Po pierwsze, jest to przewodniczący rady miasta. Z 25 radnych de facto na salę sesyjną prawo wstępu ma tylko 24, bo przewodniczący ma postawione zarzuty prokuratorskie. Poza tym jest jeszcze inny radny, który też ma postawione zarzuty. Co więcej, rada miasta nie zgodziła się na referendum w sprawie odwołania prezydenta, broniąc go. A teraz jeszcze do końca skompromitowała się tym, że udzieliła mu wotum zaufania prezydentowi. Naprawdę, rada miasta jest skompromitowana, a że jest to organ kolegialny, to próbujemy. Nie o to chodzi, żeby ich wszystkich wyrzucić, po prostu trzeba zrobić nowe wybory. Jeśli nie mają prawomocnego wyroku o przestępstwo, to oni mogą dalej startować. To jest normalna procedura.
– …i poddać się ocenie mieszkańców.
– Zgadza się. To nie jest tak, że ktoś jest przypisany do fotela, jak w średniowieczu szlachta, czy arystokracja do ziemi. Nie. To są ludzie w demokracji wybrani głosami mieszkańców. I mieszkańcy mają do tego procedurę, żeby ich odwołać – z czego teraz korzystają, ale mają też możliwość wyboru ich jeszcze raz. Jeśli te osoby będą miały prawo wyborcze do startowania, to będą mogły również ponownie być zweryfikowane. Tak wygląda demokracja, tak wygląda praworządność.
– To, że podpisy zostaną zabrane to jest prawie pewne, bo minęło raptem dwa tygodnie, a już jest około 5 tysięcy podpisów, więc najprawdopodobniej ponad 16 tysięcy zabranych zostanie. Natomiast jest kwestia, czy referendum będzie skuteczne. Jak pan to ocenia?
– Ja myślę, że na razie mamy jednak ten pierwszy krok w postaci zbiórki podpisów. I to nie jest takie pewne, bo część podpisów zawsze jest z błędem, nieważnych, bo ktoś źle wpisał cyferkę w PESEL-u lub ktoś źle wpisał adres. Więc my musimy uzbierać z górką. Żeby być pewnym, musimy mieć co najmniej dwadzieścia tysięcy podpisów, więc my cały czas walczymy i zachęcamy do tego, żeby wszyscy mieszkańcy się podpisywali. A dodam, że podpisy są bezpieczne. Nie ma tutaj żadnego zagrożenia związanego z wyciekiem danych. Naprawdę wszystko zrobione jest bardzo porządnie.
A co do tego drugiego etapu, czyli frekwencji podczas samego referendum… Ono będzie prawdopodobnie na jesieni, czyli pewnie październik. To jest rzeczywiście duże wyzwanie, bo do urn musi pójść ponad 46 tysięcy mieszkańców. To jest prawie 30 procent frekwencji.
Troszeczkę wyższa jest frekwencja wymagana przy radzie miasta niż przy prezydencie, ale mimo wszystko to jest ogromne wyzwanie, by zmotywować tak dużą ilość osób do wyjścia z domu i pofatygowania się do lokali wyborczych. Niemniej jednak my będziemy dalej pracować. Referendum i wybory potem, to jest długi marsz, bo my musimy zrobić krok pierwszy w postaci
zbiórki podpisów. Krok drugi, czyli zmotywować mieszkańców do zagłosowania, ale potem krok trzeci, czyli wybrać nowe, dosłownie nowe, czyli inne niż obecne władze. Bo ja sobie nie wyobrażam sytuacji, że ludzie zbierają podpisy, odwołują Matyjaszczyka, a za chwilę wybierzemy jego kolegę, który zabetonuje ten układ na kolejne lata. Zatem ten trzeci krok jest równie ważny jak ten obecny, czyli zbiórka podpisów i jak kolejny, czyli frekwencja.
– Wszyscy bardzo źle mówią o prezydencie Matyjaszczyku. Czy byłby pan w stanie wymienić trzy rzeczy, które przez 16 lat zrobił dobrze?
– Nie, ponieważ gdyby on zrobił te swoje rzeczy przez cztery lata, to rzeczywiście można powiedzieć, że jest jakiś sukces. Ale jeśli on przez 16 lat to robił, to niestety wszystkie jego mniejsze, czy średnie sukcesy można po prostu wyrzucić do kosza.
Największym problemem jest kwestia zadłużenia miasta. Zadłużenie polega na tym, że ono blokuje możliwość nawet na przyszłość jakichkolwiek inwestycji. Zadłużając miasto, prezydent Matyjaszczyk sprawił, że zdolność kredytowa nam bardzo spadła i nawet gdybyśmy chcieli teraz coś zainwestować, to jest dużo trudniej. Więc on nie tylko nie zrobił tych rzeczy, ale on w dużej mierze zablokował pewne inwestycje na przyszłość, bo nie będziemy mieli tych środków, na przykład na strefę inwestycyjną, czy na wyremontowanie jakiegoś obiektu. Wydaje mi się, że ten grzech zaniechania w przypadku prezydentury Krzysztofa Matyjaszczyka odbije nam się jeszcze w przyszłości.
– Dziękuję za rozmowę.
Renata R. Kluczna



