Jak listopad to Niepodległość i flagi biało-czerwone, od Wszystkich Świętych po Dzień Podchorążych, ze szczególnym uwzględnieniem kopania piłki w meczu o wszystko. Listopad nie ma prawa do sennej szarości, lud się nie ogaca przed zimą, ale oflagowuje.
Patriotyzm, jak i inne mody, wkracza do nas z Ameryki. Tam flagi, umundurowane tło stojące za Prezydentem, pełne baloników konwencje partyjne, lawiny „fejków” internetowych itp. objawy „wzmożenia” są normalnością. Zatem nasi macherzy odtwórczo przenoszą obyczaje znad Potomacu nad Wisłę. Wygląda to sztucznie, bo pewnych niuansów nie da się zamalować. Widziałem amerykańską prowincję, gdzie flaga przed każdym domkiem była równie oczywista, jak wystrzyżony trawnik i siding na ścianie. Ponieważ ta prowincja zmieniana jest ciągłą wewnętrzną migracją, sąsiedzi witając plackiem ze śliwkami nowego osadnika, czujnie zerkają: co tydzień kosi trawę, ma flagę na ganku, przestrzega przepisów drogowych – to Swój, Amerykanin, można go na grilla zapraszać i wciągać do różnych komitetów.
Flaga w Ameryce to publiczne oświadczenie o wyznawanych amerykańskich wartościach. Wartości takie nie określają słowa Króla lub Cesarza, przeciwnie: zakodowana jest obawa przed niecnotą władzy centralnej, kulturę i popkulturę napędza tradycja buntu w imię wartości przeciw dyktaturze. Dobrym sąsiadem, bez względu na kolor skóry, religię, używany w domu język, jest ten, kto wartości amerykańskie przyjmuje jako własne i publicznie to oznajmia wywieszając flagę.
A co u nas znaczy flaga biało-czerwona? Czy są ogólnie akceptowane polskie wartości? Czy ktoś kto je wyznaje jest dla nas dobrym sąsiadem, bez względu na kolor skóry, religię, język, bez względu na to czy głosował na pana N. czy na pana T.?
U nas inny zwyczaj, u nas flaga sygnalizuje stosunek do władzy. Albo jest formą deifikacji władzy, wtedy dobrym patriotą jest ten, kto potrafi stać na baczność i powtarzać „tak jest”. Albo jest buntem przeciw władzy, formą wykluczającą tych „zdrajców” i „agentów” obcych sił. Nie ma to tamto, Polak ma służyć (komu? czemu? – nieważne) i bronić (kogo? co? – też nieistotne). Flaga jest symbolem przynależności do formacji obronno-służalczej, bo prawdziwy patriota ma walczyć, bić się nie pytając z kim i o co. Nieprawdziwego patriota, choćby się oflagował biało-czerwono, trzeba wyrwać jak chwasta i ziemię (ojczystą?) polać napalmem, by nie odrósł. Tak nam dopomóż Bóg i jego prorocy w osobie Bąkiewicza i Grzegorza Brauna oraz stada podobnych im prostytutek wiedzących, że najlepiej zarabia się żerując na ludzkich uczuciach.
Cywilizacja na świecie rozwija się na zasadzie odtwórczości, naśladownictwo jest motorem postępu. Naturalnym jest, że pod wieloma względami naśladujemy Amerykę, jedni marzą o naszej Dolinie Krzemowej, drudzy o naszych „marines”, są tacy, którzy chcą mieć polskiego Trumpa i tacy, udający ludzkie śmieci z Bronxu. Ale naśladownictwo bez empatii przyniesie nam sztuczny efekt: plastikową atrapę jabłka zamiast soczystego owocu.
Flaga to tylko kawałek płótna na kiju. Istotne są wartości, które symbolizuje. A jakże kochać i szanować coś, czego nie znamy, a być może nawet nie podejrzewamy, że istnieje.
Polskie wartości… Czy to coś określane w PLN-ach, czy także w euro, dolarach i bitcoinach…?
Jarosław Kapsa
