Program „Samodzielność – Aktywność – Mobilność!” mający na celu wsparcie osób z niepełnosprawnościami w zakupie dostosowanych samochodów, budzi wiele emocji. Zgodnie z oficjalnymi założeniami, wnioski o dofinansowanie można składać do 31 sierpnia 2025 roku.
Celem programu jest umożliwienie osobom z ograniczeniami ruchowymi swobodnego przemieszczania się i zwiększenie ich niezależności. Niestety, już w pierwszych minutach po starcie programu pojawiły się liczne wątpliwości dotyczące jego sprawiedliwości i faktycznej dostępności.
Teoria vs. rzeczywistość
Choć program zakładał, że wnioski będą przyjmowane przez cały miesiąc, wiele sygnałów wskazuje, że pula środków mogła wyczerpać się w zaledwie kilka minut od otwarcia naboru (1 sierpnia). Taki scenariusz stawia pod znakiem zapytania deklarowane równe szanse dla wszystkich. Zamiast tego, o kolejności przyznania dofinansowania mogły zadecydować czynniki techniczne, a nie rzeczywiste potrzeby beneficjentów.
Jednym z najpoważniejszych problemów, na które skarżą się zainteresowani, jest niestabilność systemu składania wniosków. Osoby próbujące złożyć formularz tuż po godzinie 10:00 napotykały na trudności techniczne – zacinającą się stronę, problemy z logowaniem i wysyłką dokumentów.
W sytuacji, gdy o dofinansowaniu decyduje kolejność zgłoszeń, sprawność i szybkość łącza internetowego, to stawia w gorszej sytuacji wiele osób, które z różnych przyczyn nie mogły skorzystać z najszybszego łącza lub mieli pecha natrafić na awarię systemu.
Niespełnione obietnice i frustracja
Sytuacja ta prowadzi do ogromnej frustracji wśród osób, dla których dostosowany samochód jest często jedyną szansą na pełniejszy udział w życiu.
Program, który miał być symbolem włączenia i mobilności, w rzeczywistości staje się źródłem kolejnych barier, tym razem o charakterze cyfrowym i biurokratycznym. Takie problemy podważają zaufanie do systemów wsparcia i prowadzą do pytania, czy obecne rozwiązania są faktycznie dostosowane do potrzeb beneficjentów.
Programy pomocowe, szczególnie te o tak dużym znaczeniu, powinny być projektowane w sposób, który minimalizuje ryzyko wykluczenia z powodów technicznych i zapewnia sprawiedliwy dostęp dla każdego.
Cyfrowe wykluczenie: bariera nie do przejścia
System składania wniosków, oparty wyłącznie na drodze elektronicznej, stworzył nowe, niewidzialne bariery. O powodzeniu w staraniach o dofinansowanie nie decydowała potrzeba, a czynniki techniczne:
• Szybkość internetu. Mieszkańcy dużych miast, z dostępem do szybkiego łącza, mieli nieuczciwą przewagę. Osoby z terenów o słabym zasięgu, szczególnie wiejskich, były skazane na porażkę, zanim w ogóle mogły rozpocząć proces.
• Awaryjność strony. System od samego początku nie wytrzymał obciążenia. Wiele osób nie mogło wczytać strony przez długie minuty. To sprawia, że o sukcesie decyduje szczęście, a nie sprawność w wypełnianiu wniosku.
53 miliony – kropla w morzu potrzeb
„Już wcześniej zastanawialiśmy się, czy kwota 53 milionów złotych to wystarczająca pomoc. Dzisiejsze wydarzenia brutalnie pokazały, że jest to zdecydowanie za mało. Aby zaspokoić potrzeby większości wnioskodawców, potrzebna jest kwota około 500 milionów złotych. Zamiast tego, program, który miał być formą realnego wsparcia, okazał się niewystarczającą loterią. Wszystko to prowadzi do wniosku, że program „Samodzielność – Aktywność – Mobilność!” nie jest rozwiązaniem systemowym, a jedynie doraźną, źle zorganizowaną akcją.
W swojej obecnej formie, zamiast likwidować bariery, tworzy nowe, które wykluczają z udziału osoby, które ze względu na swoją niepełnosprawność najbardziej potrzebują wsparcia.
To smutny paradoks i dowód na to, że nawet najlepsze intencje mogą zostać zniweczone przez brak odpowiedniego planowania i realnej oceny potrzeb – czytamy na fejsbookowej grupie „Częstochowa- Niepełnosprawni miejsce wymiany doświadczeń – Pomoc Najbardziej Potrzebującym”.
red.


