Jeśli chodzi o marzec, to go nie lubię. Jest dłuuuugi, szary, ponury, brudny i nudny. Rozmarza mnie lipiec, rozkwieca maj, nawet luty ma jakieś atrakcyjne wyzwania. Ale marzec? Gdyby to ode mnie zależało to ten miesiąc byłby najkrótszy w roku.
Nawet debaty publiczne w marcu zioną brudem, nudą, szarością. Jakiś klub partyjny w Sejmie rozpadł się na pół, dając efekt genialny: dwa kluby. Gdyby się rozpadł niesymetrycznie, to na gruzowiskach byłby jeden klub i jedno koło, więc trzeba politykom bić oklaski, jak temu kapitanowi lotnictwa, co potrafił wylądować bez kół u samolotu. Kapitan uratował ludzi, politycy – posady, nie wiem co w aurze marcowej jest cenniejszym dorobkiem. Jeśli kogoś oburzy ten mój marcowy cynizm, równający ratowanie życia i ratowanie posad, to trudno: efekt marca. Politycy tak by tego tak nie przedstawili, oni ratując posady własne, kreują się na ratowniczych cudzego życia.
Tak już jest i tego nie zmienię. Kto ma telewizor widział przebierającego nogami Prezydenta RP pragnącego dostać się do rady wybranych, zwanym Radą Pokoju. Warunkiem pierwszym było wpłacenie 1 mld dolarów, by zasilić inwestycje amerykańskich deweloperów budujących w Gazie „riwierę” – nowy raj dla bogatych z całego świata. Pomoc pieniężna nie jest tu wystarczająca, bo problemem dla deweloperów są mieszkańcy Gazy (głodna i bezdomna hołota), których trzeba gdzieś przesiedlić. Myślę, że Prezydent RP gotów jest zrobić przysługę i przyjąć kilka tysięcy wysiedleńców do Polski. Ponieważ oni dobrowolnie nie chcą się wynieść ze swojej ojczyzny, a w dodatku Hamas dozbroił się w czasie rozejmu, wypadało by pomóc Amerykanom, wysłać tam jakiś „Grom” czy komandosów z Lublińca, by polski żołnierz bohatersko umierał dla dobra interesów amerykańskich deweloperów.
I takie suwerenne ciągoty ratowania życia (albo posad) ma pan Nawrocki powtarzający w kampanii wyborczej, że Polska nie jest i nie będzie gospodarstwem pomocniczym Ukrainy, że nie pozwoli by polski żołnierz ginął za interesy Ukraińców. Pojęcie suwerenności jest zatem inne w zależności od kogo mamy się odsuwerennić. Jeśli chodzi o Amerykę, to suwerennie gotowi jesteśmy być jej wiernym i pokornym wasalem. Za to Ukraińcy mają czarne podniebienia i jedzą suszone ryby, powinni się wynieść do Izraela albo na Madagaskar, a nie nasyłać na nas marcowej aury.
Marzec miesiąc depresji. Trzeba zatem znaleźć jakikolwiek objaw optymistyczny zanim Czytelnicy nie popełnią samobója rezygnując z czytelnictwa. Otóż, proszę Państwa, zjawiskiem godnym umieszczenia w katalogu 7 Cudów Świata jest Piwo Marcowe. Marcowe, bo robi się je w marcu, z zapasów słodu zgromadzonych jesienią Wyprodukowane w marcu ma czekać na wypicie do otwarcia Oktoberfest w Monachium, czyli do końca września. Taki cymes z istoty swojej jest rzadkością, prawdziwe Piwo Marcowe wyrabiano jedynie w dwóch miejscach na świecie: w Monachium i w Browarze Lwowskim należącym do słynnego, żydowskiego filantropa Roberta Domsa. Sto lat żyje, kto lwowskie piwo pije…
Jedni w marcu czuć mogą dumę z polskości, oglądając w TVP Prezydenta RP. Inni, ja na przykład, wolą w tej szarości marcowej, pomarzyć o marcu w garncu: dobre i zdrowe Piwo Marcowe, żyje bez troski, kto lubi browar lwowski.
Jarosław Kapsa




