A musisz wiedzieć, że dzień święty trzeba święcić… Zdarzało nam się w młodości usłyszeć takowe pouczenie. Musisz wiedzieć – zatem należy to do zakresu wiedzy niezbędnej, by uznawać się za człowieka ucywilizowanego. Człowiek musi wiedzieć o wielu rzeczach, nie wpływających istotnie, na jego życie: musi wiedzieć, że Ziemia się kręci, że gdzieś na południowej półkuli znajduje się Australia, że ciało wrzucone do wanny wypiera wodę… Święcenie dnia świętego nie należy do konstytucyjnych obowiązków obywatela, lecz do faktów społecznych, o których musimy wiedzieć.
Nasza wiedza może być rozbieżna w wyborze owego dnia i metodach jego święcenia. Są święta ustanowione – religijne, państwowe, narodowe, lokalne, branżowe itp., do tych świąt dodano właściwe rytuały. W ustanowionym przez władze państwa Święcie Niepodległości rytuałem są pochody i akademie, mogę jednak, zachowując szacunek dla obywateli i władzy, nie brać udziału w tych ceremoniach, święcąc sobie dzień na własną modłę. Nie wiem, kto formalnie ustanowił Wigilię, Wieczerzę rybno-postną przed Bożym Narodzeniem, kto określił szczegółowy regulamin zachowań i jadłospis, wiem, że należy to do sfery tradycji, o której „muszę wiedzieć”, by nie urazić nieświętowaniem cudzych uczuć, bo te „cudze uczucia” bywają bliższe niż miłość własna.
Z doświadczenia wiem, że właściwe świętowanie wymaga odpowiedniego wysiłku fizycznego i materialnego włożonego w przygotowanie, lecz takowa inwestycja przynosi satysfakcjonujący zwrot: chwile radości. Sekret udanego świętowania Wigilii wynika z tego, że nikt niczego nikomu nie narzuca, wysiłek inwestycyjny i radość z efektu to zjawiska dobrowolnie tworzone.
Zatem musisz wiedzieć, że udane świętowanie dnia świętego wynika z dobrowolności przyjętych reguł. To nie jest oczywiste, bo świat przepełniają jednostki ambitne, gotowe innym urządzać życie.
Ktoś kiedyś, dawno temu w Ameryce, w tamtejszym poradniku korporacyjnego menadżera napisał, że firmowa Wigilia jest doskonałym narzędziem integracji pracowników biurowych. W ślad za tym wskazaniem, działy HR, także w naszych firmach, zamawiają catering z koreczkami serowymi, śledzikami, pierogami z grzybami, coca-colą z Mikołajem itp., open room uprząta się z krzeseł, puszcza się „last christmans”, a Prezes składa życzenia, by wskaźniki rozwoju firmy poszybowały, jak te aniele pod niebiosa. Niższy personel techniczny już się nie dziwi, że w takim klimacie wzrasta zanieczyszczenie środowiska toaletowego.
Podejrzewałem współrządzącą, doktrynalną lewicę, że wykorzysta dzierżenie MEN: okazując komsomolską ideowość, zakaże organizacji Wigilii w szkołach. Sam mam do takowych stosunek wstrzemięźliwy, ta sztucznie kreowana radość dzieci łączy się z wykorzystaniem niewolniczej pracy ich rodziców (makowce same się nie upieką, karpie nie ubiją). Ale skoro taka tradycja jest, i sprawia radość, to może i warto się wykorzystać. Dzieci w zamian też ochoczo dają się wykorzystywać, prezentując nam jasełka, pochody Trzech Króli i mini-festiwale na Dni Babci. Życzenia składane przez Dyrektorkę Szkoły na ogół brzmią przyjemniej od mowy Prezesa, choć nie jest to reguła.
MEN na szczęście nie wystąpiło z doktrynalnym zakazem, bo ubiegli ich inni braciano-siostrzani doktrynerzy postulujący zakaz pracy w Wigilię, by ludziom żyło się fajniej. A skoro fajnie świętować w Wigilię, to nie wypada zakazywać tego w szkołach. I dobrze.
Bo musisz wiedzieć, że dzień święty trzeba święcić.
Jarosław Kapsa




1 Komentarz
Tak na marginesie wigilijnych absurdów…
Tak jak Polacy nie mają dystansu do siebie. Najbardziej bawi ich głupszy od nich. Tak też – jak wskazują liczne badania – “komunikaty ironiczne nie zawsze są odczytywane jako ironiczne. Choć ironia polega na przekazywaniu stanowiska innego niż wyrażonego słowami, to część odbiorców może traktować przekaz dosłownie. A to prowadzi do nieporozumień. “Owo ryzyko nierozpoznania ironii skłoniło nawet amerykańskie władze do uznania lotnisk za strefy wolne od używania ironii (no-irony zones) w rozmowach z personelem” .
Profesor Janion twierdziła, że “w naszym polskim życiu zanika zdolność do przeżywania ironii, wyrażania jej i rozumienia“.
A propos ironii… dawno – ponad 11 lat temu – Tomasz Piątek poczynił m.in. taką ciągle, niestety, aktualną uwagę:
“Gdybyśmy mieli prawdziwą edukację: dobrze opłacanych i wyszkolonych nauczycieli, rozwijający program edukacyjny ukazujący bogactwo ludzkich kultur, poglądów i postaw, program oparty na nauce myślenia, a nie na zakuwaniu do debilnych testów z klucza, program wychowujący nie tylko do rywalizacji, ale także do kooperacji, program zawierający elementy terapii i autoterapii emocjonalnej, której dzieci i nastolatki potrzebują, niestety, od wczesnego wieku (konstruktywne przepracowywanie buntu, gniewu, złości, nienawiści, poczucia upokorzenia) i do tego jeszcze dodatkowy, obowiązkowy program dla rodziców (kursy uczące, jak szanować dziecko, jak przepracowywać negatywne emocje w kontaktach z dzieckiem, jak wpajać dziecku odporność na medialny i internetowy bullshit) – gdybyśmy mieli takie programy, do tego odpowiedzialne media szerzące ideę solidarności, a przede wszystkim: gdybyśmy mieli wyższe pensje i więcej zabezpieczeń społecznych – to przestraszeni, upokorzeni, szukający zastępczego wroga i nierozumiejący ironii ludzie stanowiliby margines. (…)
O ironio, jakże przecenialiśmy twoją zrozumiałość! “