WESPRZYJ TYGODNIK 7 DNI NA ZRZUTKA.PL

Skontaktuj się z nami!

Reklama

To jest miejsce na Twoją reklamę

Kontakt

Tygodnik Regionalny 7 dni

Al. Wolności 22 lok. 12
42-217 Częstochowa

Redakcja

tel. 34 374 05 02
redakcja@7dni.com.pl
redakcja7dni@interia.pl

Biuro reklamy

tel. 34 374 05 02
kom. 512 044 894
marketing7dni@gmail.com
redakcja7dni@interia.pl

Edit Template

Czy miejski szpital w Częstochowie może być zagrożony?

Media krajowe donoszą, że na szpitale w Polsce spadł deszcz pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy, a jedyny problem tkwi w tym, czy wszyscy zdążą te ogromne kwoty wydać. Na inwestycje w ochronie zdrowia trafiło już 10 z 18 miliardów złotych. Minister zdrowia i posłanka ziemi częstochowskiej Izabela Leszczyna (PO) wylicza: „102 szpitale w kraju dostały pieniądze na onkologię, 80 szpitali na opiekę długoterminową i geriatrię”. A Częstochowa? Szpitale: miejski i wojewódzki dostaną… zero złotych.
Dziś jednak nie o tym. Miejski Szpital Zespolony w Częstochowie ma teraz inny, być może poważniejszy problem.
– Za chwilę, nie będzie w szpitalach pielęgniarek. Mieszkańcy, pacjenci nie zdają sobie sprawy z powagi sytuacji. We wszystkich trzech placówkach w ramach Miejskiego Szpitala Zespolonego jest ponad 200 pielęgniarek, z czego 58 osób jest zdecydowanych oddać sprawę do sądu. To już się dzieje, bo 35 osób jest u prawnika. W tym co powiem nie ma za grosz przesady – karetki zamiast przywozić chorych do szpitala będą ich z niego wywozić, z powodu braku personelu – mówi jeden z pracowników szpitala miejskiego.

Miało być tak pięknie, w Częstochowie: „dzięki KPO poprawi się kondycja szpitali”, „niebawem szpitale mogą otrzymać środki z KPO”, „inwestycje z KPO zwiększa przychody szpitali”. Liczyli, ale już nie liczą. Miejski Szpital Zespolony w Częstochowie (trzy lokalizacje: ul. Mirowska, ul. Mickiewicza i ul. Bony) – w związku z KPO – snuł plany o nowej onkologii i rozbudowie zakładu opiekuńczo-leczniczego z 60 do 90 łózek. Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. NMP w Częstochowie natomiast liczył na rozbudowę Jurajskiego Centrum Onkologii dla 50 łóżek i 29 stanowisk do chemioterapii. Ani miejski ani wojewódzki szpital nie dostaną środków unijnych.

Siarczyste policzki wymierzył resort zdrowia mieszkańcom regionu częstochowskiego. Z prawej, dostaliśmy od minister zdrowia i „naszej” posłanki Izabeli Leszczyny (PO), a z lewej od wiceministra zdrowia i senatora z Częstochowy Wojciecha Koniecznego (Lewica).

Dotację w wysokości ponad 20 milionów złotych otrzyma za to prywatna placówka Grupy Mazovia z siecią szpitali urologicznych w Warszawie, Katowicach oraz z jedną placówką w Częstochowie przy ul. Warszawskiej, działającą od 2022 roku. Jak poinformowała 7 dni rzeczniczka prasowa Mazovii, pieniądze przeznaczone zostaną na sprzęt, którzy posłuży pacjentom, leczonym na NFZ.

Porażka częstochowskich szpitali, nie kończy problemów lokalnej służby zdrowia, zwłaszcza zadłużonego na blisko 200 milionów złotych szpitala miejskiego. Fale niepowodzeń miejskiej placówki medycznej pod wodzą nowej dyrektor Beaty Szafraniec rozpoczęła desperacka decyzja pilnego szukania oszczędności, w wyniku czego zamknięto położnictwo i oddział leczenia noworodków na Mickiewicza.
Jest źle, ale może być jeszcze gorzej, gdy w szpitalu zagoszczą pustki nie z powodu braku pacjentów, a personelu.

O katastrofalnej sytuacji Miejskiego Szpitala Zespolonego – nie tylko finansowej – opowiadają jego pracownicy.

O co kruszą kopie?

– Nowa dyrektor miejskiego szpitala zespolonego w Częstochowie Beata Szafraniec wręczyła pielęgniarkom porozumienia, z których wynika, że zrzekają się podwyżki, która im się od lipca [2024 roku] należała ustawowo. Chodziło o to, żeby pielęgniarki dobrowolnie podpisały „ugodę”, że podwyżek nie chcą. Dyrekcja tłumaczyła to trudną sytuacją szpitala. Wiadomo, że sytuacja od dawna jest kiepska, ale wiele osób pomyślało: ok, nowa dyrektor przyszła z zewnątrz, coś tam działa, więc może jeśli przez te pół roku tytułem tych naszych pieniędzy coś wymyśli, żeby po nowym roku było lepiej – to zgodzę się na to porozumienie. I co ważne, porozumienie miało ramę czasową, zamykało się za pół roku.
Był to kredyt zaufania pracowników względem dyrekcji. Ale okazało się, że pani dyrektor wzięła palec, a za chwilę chciała całą rękę, a za moment to wdeptałaby nas jak peta między płytki chodnikowe.
Ja pracuję 30 lat w tym szpitalu i po raz pierwszy mi się zdarzyło, że o 19.15 wchodzą na oddział kadry i mówią „mamy dla pań propozycję porozumienia z dyrektorką”. Podtykają tę kartkę pod nos i wywierają presję „podpisuje pani, czy nie.” Ja mówię do niej „że muszę się zastanowić. Właściwie mam prawo wziąć to, przeczytać na spokojnie, przeanalizować, nawet z prawnikiem, i dać odpowiedź”. Na co ona: „nie nie, nie ma takiej możliwości, albo pani podpisuje albo nie”. No ludzie, litości…
Potem było już tylko gorzej. W grudniu okazało się, że dyrekcja chciała wręczyć pewnej grupie pielęgniarek nowe porozumienia, degradując je. Tego już nie podpisały. I w tym momencie pani dyrektor dała wypowiedzenia zmieniające warunki pracy i płacy, trzymiesięczne.
Dlatego za chwilę, nie będzie w szpitalach pielęgniarek, bo wiele z nich już odchodzi.
Mieszkańcy, pacjenci nie zdają sobie sprawy z powagi sytuacji. We wszystkich trzech szpitalach w ramach Miejskiego Szpitala Zespolonego jest ponad 200 pielęgniarek, z czego 58 osób jest zdecydowanych oddać sprawę do sądu i one tych porozumień na pewno nie podpiszą. To już się dzieje, bo 35 osób jest u prawnika i za chwilę te sprawy będą trafiać do sądu.
A przecież jest niedobór i pielęgniarek i salowych. Te, które pracują są coraz starsze, a młodych nie ma. Zwłaszcza, gdy słyszą jak my, po studiach jesteśmy traktowane (a nie ukrywam, że robiłam je, żeby podnieść sobie wynagrodzenie), to nie chcą w szpitalu miejskim pracować. Po prostu nie ma podań o pracę.
We mnie dlatego jest taki bunt, bo wszyscy się przyzwyczaili, że pielęgniarka to jest takie minimum. Minimalne zatrudnienie, minimalna wypłata, ale maksymalna robota, maksymalna wydajność. Komu dać dodatkowe obowiązki? No oczywiście pielęgniarce. Komu nie dać więcej pieniędzy? Pielęgniarce. A dlaczego nie lekarzom, dlaczego dyrekcja swojego uposażenia nie obetnie? Słyszeliśmy, że nowa dyrektorka zarabia ogromne pieniądze.
Z chwilą, gdy ogłosili, że Beata Szafraniec będzie dyrektorem szpitala, to wygooglowaliśmy sobie artykuł o niej, no i niestety był mocno niepochlebny, więc już wiedzieliśmy, co się tam działo i jak to jest, gdy pracodawca pokazuje swoją wyższość. Ja po każdym spotkaniu z panią dyrektor i rozmową z nią stwierdzam, że nie ma wiedzy o tym, co robi. Mnie po prostu ręce opadają, na jej przejawy indolencji. Niemniej jednak, skoro Urząd Miasta zatrudnił taką osobę, no to chyba wiedzieli kim jest.
Niestety, pierwsze od czego zaczęła nowa dyrektor swoje urzędowanie to od walki z ludźmi, a to nie jest stanowisko dla kogoś, kto widzi tylko cyferki. Placówka medyczna to korporacja.
Pracownicy wiedzą, że szpital miejski jest w złej sytuacji finansowej. Wiedzą, że kontrakt z NFZ nie pokrywa nawet kosztów pensji. A gdzie woda, prąd, naprawy? Nasz szpital nie jest jedynym szpitalem w Polsce, który ma długi. Jednak nigdy Policja, Straż Pożarna, Ochrona Zdrowia nie musiały przynosić zysku, bo my nie jesteśmy od tego, żeby zarabiać pieniądze. My, jak ratujemy człowieka bezdomnego, obcokrajowca to nie patrzymy, czy on jest ubezpieczony, tylko najpierw ratujemy życie, a potem się zastanawiamy nad pieniędzmi. Oddziały, które generują gigantyczne koszty to jest blok operacyjny i chirurgia, ale czy to oznacza, że mamy je zlikwidować? Zresztą…, one zostaną zamknięte, bo nie będzie miał kto pracować, a prawie na pewno nie będzie pielęgniarek. Przecież pracownicy nie uciekają ze szpitala dlatego, że dyrektorka tak dobrze ich traktuje? Tak, to prawda przychodzą nowi do pracy i wszystkich zatrudnia się na umowę zlecenie – pielęgniarki, salowe – a nie umowę o pracę, więc odchodzą.

Z wypowiedzi pracowników wynika, że sprawa jest dalece zaawansowana – problemy na styku przełożony – podwładny narastają i już niewiele brakuje do jawnego konflikt i ostrych protestów. W tym miejscu zasadnym wydaje się pytanie o przyszłość miejskiego szpitala.

– W tym co powiem nie ma za grosz przesady – dojdzie do tego, że nie będzie miał kto pracować na oddziałach, karetki zamiast przywozić chorych do szpitala będą ich z niego wywozić. Sprawa jest naprawdę poważna, bo mówimy tu o wszystkich trzech szpitalach. Od dawna mamy do czynienia z chronicznym brakiem personelu, dyżury są niezabezpieczone i stan ten się pogłębia.
Znam oddziałową, która ogarnia oddziałostwo, sekretariat i jeszcze zostaje 12 godzin dłużej w pracy, bo inaczej oddział przestałby funkcjonować, gdy wszystkich pacjentów obsługuje tylko jedna pielęgniarka, a nie ma takiej możliwości.
W tym szpitalu na każdym kroku teoria mija się z praktyką. Na oddziale teoretycznie jesteśmy po trzy, natomiast jeśli coś komuś wypadnie, np. zachoruje, to nikt nie przychodzi na zastępstwo, musimy sobie radzić we dwie. Niebawem padniemy na twarz z przepracowania.
Podam kolejny przykład. W system wlicza się też tak zwaną pielęgniarkę opatrunkową, która tylko pobiera krew od nowo przyjętych, ale ona nie pracuje przy łóżkach pacjenta. Takich “białych stołków” jest znacznie więcej – niby ktoś jest na etacie, ale pracy przy pacjencie nie wykonuje. Tu jest pies pogrzebany.

Gwoździem do trumny w relacjach dyrekcji szpitala z pielęgniarkami stał się słynny – za sprawą debaty sesyjnej rady miasta Częstochowy – temat, roznoszenia posiłków pacjentom. Decyzją dyrektorki Beaty Szafraniec, podawanie chorym jedzenia ma być nowym obowiązkiem pielęgniarek, co wywołało w ich środowisku ostry sprzeciw.

– Pielęgniarki, których jest zbyt mało, nie dość, że nie ogarniają swojej podstawowej pracy to jeszcze od 10 lutego dostały dodatkową robotę – roznoszenie posiłków. Firma cateringowa przywozi posiłki w jedno miejsce, salowe transportują je na oddział, pielęgniarki je przejmują i rozdają pacjentom.
Dyrektorka wprowadziła nowe obowiązki dla pielęgniarek z tak zwanego „buta”, decyzją z dnia na dzień i mówi „radźcie sobie”, po czym poszła na urlop. Tłumaczyła się oszczędnościami. Do tej pory firma cateringowa zatrudniała „panie kuchenkowe”, które odbierały od kierowcy posiłki, porcjowały, przeliczały i one je rozdawały. Dyrektorka zrezygnowała z tej firmy. Teraz prace kuchenkowych wykonują pielęgniarki.
Wie pani, były takie czasy, gdy posiłki rozdawały pielęgniarki, ale wtedy na dyżurze było nas 5, a czasem nawet 6, a teraz jesteśmy 2, zdarza się, że we 3. Kiedyś było 20 pacjentów i od 4 do 6 zabiegów, a teraz jest 11-12 zabiegów. Pacjenta trzeba przyjąć, a potem przygotować mu wypis i tak 11-12 razy w ciągu dnia.
Wszystko dlatego, że szpital teraz to biznes, a on się musi kręcić. Oddziały wyrabiają kontrakty, więc musi być „przemiał” pacjentów. Ma być dużo i szybko – przyszedł, ma być „zrobiony” i do domu, jak na taśmie.
Koleżanka mi opowiadała. Urywają się telefony – jednego pacjenta ma zawieść na blok, innego na salę zabiegową. A blok operacyjny jest na innym piętrze. Musi iść korytarzem szpitalnym, wsiąść w jedną windę, przejechać cały oddział ortopedyczny, wsiąść w drugą windę i dopiero jest na bloku. A to niestety trwa… i po tym wszystkim pacjenci skarżą się, że zupa chłodna.
I jeszcze jeden przykład, z geriatrii, na którym był armagedon. To jest duży oddział, mnóstwo leżących, starszych ludzi, otępiałych, też psychicznie chorych, takich, których trzeba nakarmić lub kanapkę posmarować. Trzeba też dać im leki. W jednym kącie ktoś krzyczy z bólu, w innej sali ktoś zasłabł, jeszcze dalej ktoś woła pomocy… I co ta pielęgniarka ma zrobić? Ona nawet nie słyszy, że ktoś prosi o pomoc. To jest dramat. Tak to wygląda.
O prawach pracownika to już nawet nie wspominam. Same nie mamy czasu zjeść śniadania.
Tak się nie da pani redaktor.
To prawda…, kiedyś owszem pielęgniarki roznosiły posiłki, ale życie było inne, żyło się wolniej, a w szpitalu było dużo mniej dokumentacji niż jest teraz.
A skoro wspominamy to przypomnę, że dawniej szpitale miały swoje kuchnie, było więcej pielęgniarek, były dwie salowe. Teraz jest jedna i jeszcze obsługuje dwa piętra. One też padają na pysk, bo pracują pięć razy w tygodniu nawet po 10 godzin, po dwóch dniach są wykończone.

Do tematu powrócimy.

Renata R. Kluczna

Udostępnij:

6 komentarzy

  • Kris

    To wszystko prawda.

  • Pracownik

    *******

  • mario

    Włosy stają dęba na głowie, gdy czyta się taki opis szpitalnictwa miejskiego w częstochowskim grajdole.
    Przyjdzie umierać we własnych odchodach na głodzie… szybko i efektownie, a może w męczarniach ze świadomością braku należytej opieki medycznej i pielęgniarskiej w szpitalu?
    Częstochowska nędza szpitalna przeraża, kto tam był … tracił szybko wszelkie nadzieje…
    Droga chorego do nieba-piekła wydaje coraz krótsza… w ostatnich 10 latach statystycznie średnio rocznie umierało tylko na choroby nowotworowe 767 częstochowian – średnio 2 osoby na dobę.
    Ogólnie każdej doby umiera średnio 8 częstochowian.
    To skala problemu umierania w mieście w ostatnich 10. latach.
    Szczęśliwi, którzy umierają w domu w otoczeniu bliskich kochających i pełnych poświęcenia ludzi.

  • Poldek

    Zachowanie i rządy tej pani to istna porażka. Zwolenienie części położnych i rzekome zawieszenie oddziałów. Osób które podnosiły swoje kwalifikacje, studiowałaby i uczyły się i robiły wszystko dla tego szpitala pracując lata. A na oddział ginekologiczny (pozostawiony) przetransferowano panie które miały zostać (koleżeństwo i układy, wyróżnienie byłych oddziałowych które pozbyły się części pracownic). Brak jasnego kryterium co do zwolnień.

  • Majka

    Jaki pan taki kram

  • Zenek

    Nie chce się wypowiadać na temat zasad zatrudniania i wynagradzania w szpitalach w Częstochowie.
    Szkoda, że w artykule zabrakło porównania obowiązków personelu i WYMAGAŃ z innymi placówkami w województwie. Nie od dziś wiadomo jaki jest stan kadry w szpitalach i jak są traktowani pacjenci. Nie tak dawno miałem okazję obserwować co dzieje się na SOR . Ludzie czekający godzinami mają szansę wyrobić sobie opinie o jakości pracy pielęgniarek i ich stosunku do pacjenta. Proszę porównać miejski szpital ze szpitalami w innych miastach województwa w zakresie kompetencji i jakości obsługi PACJENTÓW. Straszenie pacjentów, że nie będzie pielęgniarek w szpitalu, bo dyrektor wprowadza zmiany jest trochę bez sensu. Może warto zapytać pacjentów, jak oceniają jakość obsługi. W końcu nie są tam petentami, a klientami hojnie finansującymi NFZ i etaty tych Pań. Pieniądze w służbie zdrowia są z naszych podatków, a często pacjent traktowany jest jak niechciany petent. Proponuje ankietę satysfakcji wśród pacjentów/klientów szpitala. Gdyby tylko był wybór wielu z pacjentów nigdy z własnej woli nie chciałoby leczyć się i korzystać z “uprzejmości” personelu tego szpitala.
    Polecam szczególnie recepcję SOR i podejście do pacjenta. Przez kilka godzin obserwacji można sobie wyrobić zdanie.

  • matkens

    jedyna kompetencja dyrektorki to umiejętność zwalniania i zastraszania ludzi. dramat. brawa dla pani leszczyny. tak to jest jak nauczycielka polskiego bierze się za ministerstwo zdrowia. konieczny z lewicy co przecież był dyrektorem szpitala, czy jest nadal. ogólnie co jeden to mądrzejszy. trzeba stąd uciekać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Dołącz do nas!

Zapisz się do Newsletera

Udało się zasubskrybować! Ups! Coś poszło nie tak...
Archiwum gazety
Edit Template
Materiały audio
Materiały wideo

Kontakt

Tygodnik Regionalny 7 dni

Al. Wolności 22 lok. 12
42-200 Częstochowa

Biuro reklamy

tel. 34 374 05 02
kom. 512 044 894
e-mail: marketing7dni@gmail.com
e-mail: redakcja7dni@interia.pl

 
Redakcja

tel. 34 374 05 02
e-mail: redakcja@7dni.com.pl
e-mail: redakcja7dni@interia.pl

Wydawca 7 dni

NEWS PRESS RENATA KLUCZNA
Al. Wolności 22 lok. 12
42-200 Częstochowa
NIP: 949-163-85-14
tel. 34/374-05-02
mail: redakcja@7dni.com.pl

Media społecznościowe

© 2023 Tygodnik Regionalny 7 dni
Partnerzy: Serwis drukarek i laptopów Optima-MD
Przejdź do treści