Programy PFRON stały się generatorem gigantycznych kolejek, w których pacjenci walczą nie o zdrowie, a o pieczątkę. Mechanizm wymuszania zaświadczeń sprawia, że gabinety specjalistyczne pękają w szwach od osób, które muszą tam być tylko po podpis.
Lekarz zamieniony w urzędnika
Zamiast diagnozować i leczyć, ortopedzi, neurolodzy i inni specjaliści tracą czas na wypełnianie druków, bez których nie można złożyć wniosku w systemie SOW. Często dochodzi do kuriozalnych sytuacji: lekarze widzą te druki pierwszy raz na oczy i nie wiedzą, jak je uzupełnić, co wydłuża wizytę i frustruje obie strony.
Wymóg aktualności zaświadczeń to potężna bariera biurokratyczna. Przy składaniu wniosków do dwóch lub trzech różnych programów w różnych turach naboru, pacjent jest zmuszony do odbycia minimum dwóch wizyt u specjalisty w krótkim odstępie czasu.
Łańcuszek skierowań
Aby dostać się do specjalisty po zaświadczenie, pacjent najpierw musi odstać swoje w kolejce do lekarza rodzinnego (POZ) po skierowanie. Jeśli termin nie pokrywa się z możliwością wizyty u lekarza, u którego pacjent stale się leczy, idzie on z nowym skierowaniem do przypadkowego medyka tylko po to, by zachować ważność zaświadczenia.
Nowy lekarz, nieznający historii choroby, ma naturalne opory przed wypisaniem zaświadczenia od ręki. Powoduje to kolejną falę frustracji, konieczność przeprowadzania niepotrzebnych badań i stratę czasu.
Efekt jest opłakany. Pacjent wraca do kolejki u specjalisty po raz drugi lub trzeci w tym samym roku w tej samej sprawie. Tysiące wizyt realizowanych na zlecenie PFRON blokują publiczną służbę zdrowia. Osoba z nagłym bólem czy urazem nie może dostać się do gabinetu, ponieważ terminy zajmują petenci urzędu.
Wypychanie do sektora prywatnego
Gdy termin wizyty w ramach NFZ przypada po zakończeniu naboru wniosków, pacjent jest zmuszony zapłacić za wizytę prywatną. To ukryty, niesprawiedliwy koszt bezpłatnego z założenia dofinansowania.
Bariery zamiast ułatwień i brak zaufania
Dla osoby z dysfunkcją narządu ruchu każda wyprawa do przychodni to logistyczny i fizyczny koszmar. System zupełnie ignoruje fakt, że pacjent posiada już orzeczenie o znacznym stopniu niepełnosprawności. Dlaczego przy schorzeniach trwałych trzeba co roku udowadniać u specjalisty, że wciąż potrzebuje się wózka? To jawny brak zaufania państwa do własnych dokumentów orzeczniczych.
Co musi się zmienić?
Aby odblokować dostęp do lekarzy i przestać maltretować pacjentów biurokracją, system powinien wydłużyć ważność zaświadczeń do minimum 24–36 miesięcy w przypadku schorzeń trwałych i nieodwracalnych. Ponadto wprowadzić elektroniczną wymianę danych między placówkami medycznymi a systemem SOW. Pozwoliłoby to wyeliminować papierowe druki, które i tak muszą być później ręcznie wprowadzane do systemu.
red.



