– W ciągu roku, kierownictwo placówki doprowadziło trzech pracowników do leczenia antydepresantami. Zarówno ja, jak i Ania z Radomska oraz dziewczyna, która po dwóch raptem tygodniach zrezygnowała z pracy, skończyłyśmy na lekach. Ja wzięłam L4 na końcówce, bo psychicznie nie byłam w stanie już tam chodzić – to wstrząsające wyznanie byłej kierowniczki salonu Vision Express w Poczesnej (powiat częstochowski) odsłania kulisy pracy w jednej z najbardziej rozpoznawalnych sieci optycznych w Polsce. Z relacji naszych bohaterów oraz zgromadzonych dokumentów wyłania się obraz systemowego nękania, zastraszania, układów lokalno-towarzyskich oraz rażącego przekraczania uprawnień przez kierownika regionalnego, Marcina ze wsi Korwinów.
Sprawa, która przez pół roku była przedmiotem wewnętrznego śledztwa centrali Vision Express, do dziś nie doczekała się realnego rozwiązania, a skrzywdzeni pracownicy mówią wprost: korporacyjne procedury antymobbingowe okazały się fikcją.
Szara eminencja na salonach
W maju 2024 roku przejście na emeryturę kierowniczki salonu w CH Jurajska w Częstochowie wywołało lawinę kadrowych roszad. Na jej miejsce przesunięto szefową z Poczesnej, a tam – wbrew własnej woli – przeniesiono kobietę z Radomska. Trafiła ona pod nieformalne rządy dawnej kierowniczki “X”, która mentalnie nigdy nie oddała władzy.
– Ta właśnie “X” jest głównym powodem wszelkich problemów. Nie byłoby ich, gdyby szef regionalny potrafił zrobić z nią porządek, zamiast przyklaskiwać jej wymysłom – relacjonuje była dyrektor salonu.
Nawet Bareja, by tego nie wymyślił
Nowa kierowniczka, mimo wieloletniego doświadczenia w zarządzaniu placówkami handlowymi, w branży optycznej stawiała pierwsze kroki. Stało się to idealnym pretekstem do ataków.
– Ponieważ optyki musiałam się uczyć, pani “X” nie stała z boku. Na początku kpiła ze mnie jawnie i z zespołem. Gdy szybko stałam się niezależnym kierownikiem, zaczęły się donosy – opowiada bohaterka.
Reakcja kierownika regionalnego, Marcina, na każdy sygnał ze strony “X” była natychmiastowa i pozbawiona jakiejkolwiek weryfikacji.
– Marcin nie sprawdzał faktów. Przychodził, robił mi wykład, a ja nie wiedziałam, za co oberwałam. Rozmowy dyscyplinujące mnie, nie miały nic wspólnego z wykonywaniem przeze mnie pracy – mówi kobieta i przytacza sytuację, która brzmi jak ponury żart: Miałam wykład, bo w luźnej rozmowie powiedziała do “X”, że jestem introwertykiem (osoba o spokojnym usposobieniu). Zadzwoniła do Marcina, że ją obraziłam, jej całe poczucie człowieczeństwa. I Marcinek na krótkiej smyczy zaraz przybiegł i przeczołgał mnie psychicznie. Żałuję, że nie nagrywałam tych rozmów.
Zastraszanie i absurdalne zarzuty stały się codziennością.
Podobny los spotkał wcześniej innego pracownika salonu, dojeżdżającego na niedziele handlowe, który w prywatnej rozmowie wspomniał o marzeniu o własnym salonie.
– Także miał rozmowę karną z Marcinem w tym temacie. Łącznie z zastraszaniem, że poniesie koszt szkoleń. Poczuł się poniżony. Rozważał zgłoszenie tej sytuacji, ale jak sam stwierdził: “Marcin ma takie plecy, że tylko sobie bym zaszkodził” – opowiada nasza rozmówczyni.
Polowanie na czarownice
Gdy nękanie nie przynosiło skutku, a kierowniczka broniła się dobrymi wynikami, Marcin miał przejść do otwartej próby sabotażu i zbierania „haków”.
– Był moment, zanim mnie złamał, że podczas mojego urlopu próbował zebrać skargi na mnie dowody, że musi mnie zwolnić. Niestety miał tylko dwa pewne głosy na pięć, więc wahające się dziewczyny próbował zmusić karą – relacjonuje bohaterka.
Apogeum konfliktu nastąpiło, gdy do salonu przyjęto nową pracownicę, która od razu padła ofiarą ostracyzmu i nękania.
– Nowa pracownica zadzwoniła do mnie z płaczem, że klient się zdenerwował, a dziewczyny odmówiły jej pomocy i też na nią nakrzyczały. A potem słyszałam od Marcina, że odkąd ja jestem dyrektorem, to klienci odchodzą przez złą atmosferę – ujawnia rozmówczyni.
Kulminacją tej sytuacji był moment, w którym nowa pracownica złożyła rezygnację po zaledwie dwóch tygodniach. Reakcja mężczyzny była bezwzględna.
– Zrobił jej sąd ostateczny prawie. Po takim przejściu dziewczyna nie pojawiła się więcej w pracy. Skończyła na lekach. Według Marcina te dwie trzeba było chronić. Pojęcia nie mam, czemu Marcin jest tak zależny od “X” – diagnozuje była menedżerka.
„Fikcyjne” śledztwo
Po miesiącach spędzonych w permanentnym stresie, systematycznie zastraszana wizją nieprzedłużenia umowy, kobieta uległa presji.
– Po pół roku mojej pracy systematycznie słyszałam, że Marcin nie przedłuży mi umowy. Gdybym źle wykonywała swoją pracę, miałby podstawy, by po prostu mnie zwolnić, ale takich podstaw nie miał. Po kolejnej rozmowie wymiękłam i powiedziałam, że w takich warunkach sama odejdę – mówi nasza bohaterka.
Co na to Vision Express?
Historia mogła skończyć się jak tysiące innych – cichym odejściem złamanego pracownika. Jednak przy składaniu dokumentów kobieta wypełniła ankietę exit interview. Skala patologii zszokowała centralę.
– To sam główny HR zadzwonił, bym złożyła oficjalnie skargę, sam ze swojego poziomu też złożył zawiadomienie o przekroczeniu granic przez Marcina. Zrobił to po zapoznaniu się z korespondencją, jaką mu przesłałam – mówi była kierowniczka.
Choć sprawa wydawała się ewidentna, korporacyjna machina zadziałała w sposób, który urąga poczuciu sprawiedliwości.
– Vision Express pół roku badała sprawę i nie zrobiła w zasadzie nic. Zabrali mu tylko kierownictwo nad salonem w Poczesnej, bo żona Marcina jest tu radną. Stwierdzili, że rozmawiali z zespołem, by wyjaśnić sytuację. Nie rozmawiali z nikim, bo nadal mam kontakt z osobami, które też cierpią przez panią “X”, ale po prostu jest im tam wygodnie pracować, bo blisko, bo płacą” – stwierdza rozmówczyni.
Miejsce zwolnione przez zaszczutą kierowniczkę błyskawicznie zajął „zaufany człowiek”.
Dziś była kierowniczka, po podreperowaniu zdrowia psychicznego dzięki lekom, nie zamierza milczeć. Konsultuje się z prawnikami i przygotowuje oficjalne powództwo sądowe dotyczące mobbingu oraz wymuszenia utraty zatrudnienia. Zabezpieczone wiadomości SMS, maile oraz bilingi, inne dokumenty i zeznania świadków moją stać się dowodem w procesie, który ma obnażyć, co kryje się za korporacyjnymi sloganami o „szacunku i profesjonalizmie” w jednym z największych salonów optycznych w kraju.
Redakcja 7 dni wystosowała do Vision Express zapytania prasowe o ustosunkowanie się spółki do niepokojących informacji od byłych pracowników. Z bardzo długiej odpowiedzi publikujemy jeden z fragmentów.
„Wszelkie zgłaszane przez pracowników zastrzeżenia traktujemy bardzo poważnie i starannie je analizujemy zgodnie z naszymi procedurami wewnętrznymi.
Po otrzymaniu w grudniu 2025 roku zgłoszenia dotyczącego wskazanego salonu Spółka niezwłocznie wszczęła szczegółowe wewnętrzne postępowanie wyjaśniające, aby ustalić fakty i poznać opisane okoliczności. W celu zapewnienia kompleksowej analizy powołano komisję złożoną z przedstawicieli Działu HR, Działu Prawnego oraz zewnętrznej kancelarii prawnej. W ramach postępowania komisja przeanalizowała przekazane informacje, przeprowadziła rozmowy z właściwymi osobami i oceniła dostępny materiał dowodowy.
W toku postępowania stwierdzono określone zachowania i praktyki zarządcze, które nie były w pełni zgodne ze standardami i oczekiwaniami Spółki. W związku z tym wdrożono odpowiednie działania naprawcze, a także rozwiązania służące wzmocnieniu zarządzania zespołem, poprawie organizacji pracy i ogólnego środowiska pracy. Jednym z pierwszych podjętych działań była reorganizacja struktury regionalnej, obejmująca przeniesienie salonu w Poczesnej oraz innych salonów z rejonu Częstochowy do innej struktury podległości służbowej.
Chociaż w toku postępowania potwierdzono istnienie obszarów wymagających poprawy, należy podkreślić, że nie stwierdzono, aby doszło do mobbingu.
Nieustannie dążymy do zapewnienia wszystkim pracownikom środowiska pracy opartego na szacunku, profesjonalizmie i wzajemnym wsparciu. Dysponujemy odpowiednimi procedurami oraz kanałami zgłaszania nieprawidłowości, w tym systemem dla sygnalistów, dzięki którym wszelkie zastrzeżenia mogą być właściwie zgłaszane i analizowane.
W 2026 roku Vision Express nie otrzymał żadnych kolejnych zgłoszeń dotyczących nieprawidłowości w tym salonie.”
Renata R. Kluczna


